...

...
M.

czwartek, 5 września 2013

Niekonwencjonalne (ekhm) metody leczenia... ;)



            Taa…. Miał być uroczy wpis o alternatywnych metodach leczenia ;] Oczywiście potraktowany z dozą humoru i lekką nutą ironii, ale miało być o ziołowych specyfikach i nieszkodliwych medykamentach. Pomysł wziął się stąd, że dwa dni temu zaczęło mnie coś rozbierać (COŚ, nie ktoś niestety), więc stwierdziłam, że to dobra okazja do wspomnienia o moich sposobach na profilaktykę (takie tam lodowato zimne prysznice i jedzenie lodów na ból gardła :P) i na przeziębienie. Miałam już gotowy wpis… Niestety, dziś byłam zmuszona wybrać się do lekarza i wróciłam do domu zaopatrzona w antybiotyk. A wszystko dlatego, że…
            Od lipca bolało mnie ucho. W sumie niezbyt mocno. Tak sobie delikatnie pobolewało ;) No może ciut bardziej niż delikatnie, ale nie ma co się ze sobą pieścić, prawda? Potem pojechałam na wakacje i taplałam się non stop w wodzie. Basen, zimne prysznice (skoro mowa o hartowaniu…). Ucho czasami dawało o sobie znać, ale stwierdziłam, że nie będę zachowywać się jak hipochondryczka i biegać po lekarzach ;] Ogólnie, wychodzę z założenia, że nie ma co naprzykrzać się ludziom w białych kitlach. Jako dziecko odwiedzałam ich z częstotliwością większą niż połowa dzieci w mojej klasie razem wziętych, więc wydaje mi się, że teraz nie muszę odwiedzać gabinetów lekarskich ;] Tak przynajmniej myślałam :D
 Do antybiotyków też nie jestem przekonana, bo zwykle boli mnie od nich brzuch. No i wiadomo, że antybiotyki = spadek odporności… Jedynie w czerwcu poczułam się zmuszona do wzięcia antybiotyku, bo miałam okropny stan zapalny gardła, a zbliżał się mój długo wyczekiwany test sprawności do Policji. Nie po to ćwiczyłam kilka miesięcy… Bieganie, pływanie (dla kondycji, bo test polega na przejściu toru przeszkód), treningi z trenerką fitness na You Tubie, rzuty piłka, przewroty, biegi itd. itp. Nie chciałam tego zaprzepaścić chorobą. Wtedy, po kilkuletniej  przerwie od brania antybiotyków, leki podziałały na mnie ekspresowo. Miałam więcej energii niż króliczek od Energizera, aż mnie nosiło z nadmiaru sił (Niestety efekt trwał tylko chwilę. Potem znów wracało osłabienie... Ale testy zdałam, więc jest ok ;)).  Gardło też momentalnie przestało boleć, i to nawet nie ulepszałam kuracji jedzeniem owocowych sorbetów ;)
            Teraz do wizyty u lekarki skłoniło mnie banalne na pozór przeziębienie. Ogólnie nie czułam się aż tak źle. Nie bolało mnie gardło ani nie miałam jak zwykle chrypki. Bo muszę się przyznać, że jestem specjalistką od zmian głosowych przy przeziębieniu. Niemalże zawsze przy infekcji chrypię jak rasowa pijaczka. Najgorzej, jak się śmieję (robi to upiorne wrażenie ;/) albo zaczynam śpiewać (a zwykle czuję ogromną potrzebę wyrażania uczuć za pomocą melodii, gdy łapie mnie chrypa ;]) .Właściwie to cała rodzina każe mi w takich chwilach śpiewać „Zielono mi”. Dlaczego? Ano jak byłam mała i miałam mega chrypkę, oglądałam z rodzicami TV. W „Jaka to melodia” zaczęli grać tę piosenkę. Ochoczo zaczęłam z wyczuciem śpiewać pierwsze słowa tekstu, czym wzbudziłam salwy śmiechu wśród moich domowników. Zresztą, spróbujcie sami zanucić kiedyś  „Zielono mi”, jak macie stan zapalny dróg głosowych i głos, który przypomina skrzek starej ropuchy ^^.
I tym oto sposobem, pierwsze znaczenie bloga już znacie ;)
            Dziś czułam ból we wszystkich kościach i kosteczkach, nawet w takich, o których nie wiedziałam, że je mam ;). No i głowa… Czułam się jak na karuzeli albo rollercoasterze (a mówiąc szczerze, jeśli miałabym wybierać, skorzystałabym chętnie z tyrolki, ale karuzele i inne kręcące się sprzęty to nie dla mnie ;)).
Do tego dzisiaj zapomniany ból ucha zaczął mi mocniej doskwierać i promieniować do szczęki. Wtedy dopiero doszłam do wniosku, że powinnam iść do lekarza. Podczas badania lekarka postraszyła mnie, że nieleczona infekcja ucha może spowodować niedosłuch. Jak wyobraziłam sobie, że w wieku 22 lat mogę ogłuchnąć, od razu zgodziłam się na branie antybiotyku ;) To, że z uwielbieniem słucham głośno muzyki przez słuchawki, to ryzyko wliczone w cenę mile spędzonego czasu ze słuchawkami na łepetynie. Ale miałabym ogłuchnąć przez chore ucho? No way! ;]
            Przy okazji warto wspomnieć (skoro w tytule mowa o nieinwazyjnych metodach leczenia...) o moim starym, dobrym sposobie na ból ucha. Zwykle polega on na wetknięciu weń zielonego listka geranium, zwanego też anginką ;] Hmm, mimo, że geranium ładnie pachnie, pomysł wsadzania kwiatka w dziurkę od ucha wydaje się dość dziwny, prawda? Ale za to przyznam, że sposób jest naprawdę skuteczny. Ta roślina  ma zastosowanie lecznicze w przypadkach zachorowań na choroby uszu. Hah, przypomniało mi się, jak pewnego dnia poszłam do cioci z takim zielonym zawiniątkiem w uchu. Kiedy mój kuzyn wypatrzył, że z ucha wystaje mi coś zielonego, wytrzeszczył oczy w zdumieniu i spytał : „ M. co ty masz w uchu?!”. Uśmiechając się do niego promiennie, odparłam, że jem już tak dużo zieleniny, że zaczęła mi wyłazić uszami :P. Jego mina - bezcenna ;]. Niestety tym razem anginka nie dała rady, jestem więc skazana na krople ;) Przynajmniej oszczędzę ludziom zdziwienia, czemuż to wyłazi mi z ucha jakieś trawsko :P Choć teraz po założeniu zielonego bloga, mam święte prawo nosić przy wszelaką zieleninę. Nawet, jeśli miałabym ją przechowywać w uchu ;P. Ciekawe, czy komuś wydałoby się to podejrzane? Biorąc pod uwagę moje fazy głupawkowo- śmiechawkowe, całkiem możliwe, że wszyscy zaczęliby wkładać sobie geranium do uszu, podejrzewając je o ukryte właściwości i licząc na podobne efekty u siebie… ^^.
            Teraz korzystając z tego, że nie mam gorączki, piszę bez ryzyka, że napiszę jakieś głupoty. Tzn. nie mogę w 100% zagwarantować, że moje wypowiedzi są szczególnie mądre, ale wiecie o co mi chodzi… Nie wiem, jak Wy, ale ja podczas podwyższonej temperatury daję czasami większy program niż po alkoholu, więc sami rozumiecie ;)

PS. Z tą anginką to mówię całkiem serio, więc jeśli ktoś z Was cierpi z powodu bólu ucha, proszę zgłaszać się po magiczny listek o cudownych właściwościach, bo mam geranium na swoim parapecie ;] Ale z góry mówię, że anginka pomaga TYLKO na ból ucha. Nie ma ŻADNEGO działania halucynogennego ;)
 No a teraz przyjmę mentorski ton i zakomunikuję: Pamiętajcie, że absolutnie nie wolno bagatelizować objawów choroby, która może skończyć się niedosłuchem! (I mówi to osóbka, która 3 miesiące zwlekała, żeby pójść do lekarza, więc trzeba się jej słuchać ;P). 
http://www.google.pl/imgres?imgurl=http%3A%2F%2Fg.wieszjak.pl%2Fp%2F_wspolne%2Fpliki_infornext%2F149000%2F149796.jpg&imgrefurl=http%3A%2F%2Fmedycyna-alternatywna.wieszjak.pl%2Fmedycyna-chinska%2F303327%2Cgaleria%2CAzjatyckie-metody-leczenia-wciaz-popularne.html&docid=T7JhD74Vs9cifM&tbnid=Y4RzAgsAJ2w96M&w=900&h=900&ei=T_cmUr3sJ8abtQa_oYCYAQ&ved=0CAMQxiAwAQ&iact=c

http://www.google.pl/imgres?imgurl=&imgrefurl=http%3A%2F%2Fhipokrates2012.wordpress.com%2F2012%2F10%2F10%2Fgeranium-niszczy-bakterie-i-wirusy%2F&h=0&w=0&sz=1&tbnid=vuPpFDt4F5J6HM&tbnh=194&tbnw=259&zoom=1&docid=_cxN8kk1ejqCMM&hl=pl&ei=r8goUqPUJM3Isgb1l4C4AQ&ved=0CAEQsCU

2 komentarze:

  1. O, ta informacja o cudownym zielsku na ból ucha może się przydać;)
    Nie daj się chorobie (ani antybiotykom;) i zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń