...

...
M.

piątek, 24 stycznia 2014

Zielono - szalone wariacje łóżkowe ;)



            Co jak co, ale zabieranie mnie do łóżka, może być dość ryzykownym przedsięwzięciem ;]. Sponiewierane prześcieradło. Przydeptana poduszka. Rozbebeszona kołdra. Jaśki wyrzucane z łóżka z siłą katapulty. Koc zwinięty jak tortilla… Wszystko to potrafi zapewnić taka mała osóbka jak ja. Jak to robię? Szybko, sprawnie i zabawnie. Bo schizowanie na spaniu wychodzi mi jak mało co ;).
            Czasem mruczę sobie do poduszki w tylko mi znanej melodii pt. „Co by tu zrobić, żeby szybko odpłynąć w ramiona Morfeusza”. Zdarza mi się pochrapywać (ale tylko, gdy mam katar! ). No i nie chrapię głośno jak lokomotywa ani nie ślinię się przy tym jak buldog francuski. Ja robię to kulturalnie i ze smakiem. Subtelnie i delikatnie, jak na młodą damę przystało ;)  A dobrze wychowane panienki nie narażają nikogo na wsłuchiwanie się bulgocząco – wibrujących dźwięków, dochodzących z ich krtani. Nawet, kiedy śpią ;).
            Gadanie przez sen również nie należy do rzadkości. Mimo tego, że w ciągu dnia raczej (^^)  nie jestem milczkiem, z dużym upodobaniem urządzam sobie nocne pogawędki. Tzn. monologii. W końcu konwersuję sama ze sobą  ;D. Z podobnym entuzjazmem podchodzę do nocnych spacerków, ku przerażeniu osoby, która dzieli ze mną pokój. Bądź łóżko ;D. (Ale taki odważny to jest tylko mój Strażak ;P). Jeszcze lepsze połączenie występuje, kiedy i chodzę i gadam. A jeśli mamroczę coś bez składu i ładu, i brzmi to jakbym mówiła w obcym języku – zawał murowany ;D. Podobno przypominam wtedy pierwszoplanową bohaterkę z horroru. O opętaniu oczywiście ;D. I nieważne czy mam zamknięte czy otwarte oczy. Jedna opcja straszniejsza od drugiej ;].
            Zdarzyły mi się jeszcze nocne śmiechawki.  Pierwszy raz w stanie lekkiego podchmielenia na wymianie zagranicznej w Bułgarii, kiedy to chichrałam się pół nocy. Do dziś nie wiem czemu i prawdę mówiąc, nie zdawałam sobie sprawy, że śmieję, bo…. spałam…  ;). O moich nocnych ekscesach opowiedziała mi koleżanka z Rumunii, z którą dzieliłam pokój. Drugi raz był pod koniec zeszłego roku. Najpierw obudziłam współlokatorkę ze stancji lunatykowaniem. To już trochę pamiętam... I nie ma się niestety czym chwalić ;/. Podeszłam do łóżka, dotknęłam jej karku (nie mam pojęcia, czegóż mogłam od niej chcieć ;D), a wracając do siebie na wpół obudzona, śmiałam się z jej przerażonej miny... A to przecież to nic śmiesznego, że wywołałam u niej palpitację serce… Na trzeźwo (w sensie nie na śnie ;D)  nie śmiała bym się z jej panicznej  (i słusznie...) reakcji... Dobrze, że nie wpadłam na pomysł, żeby wejść J. pod kołderkę. Dopiero by się zdziwiła... I ja też byłabym zresztą dość mocno skonfundowana, gdybym obudziła się rano koło przedstawicielki płci pięknej ;D. Ale wtedy też piłam drineczka, więc to wszystko przez % ;P. Dobrze mi mama mówiła, że u nas w rodzinie są znane przypadki wariowania po alkoholu. Ooo, tak. Święta racja ;).
            Ale na trzeźwo bynajmniej nie jestem lepsza... No i w końcu powinnam przyznać, co takiego robię, że dewastuję swoją pościel, bo pewnie na to najbardziej  czekacie ;P. A w sumie nie robię nic zdrożnego. Tylko śnię ;). Ale za to jak… Ho, ho… ;P. Jeśli sny mają być odzwierciedleniem tego, co spotyka nas na co dzień , wychodzi na to, że mam strasznie pokręcone życie ;D. Przez noc przelatuje mi przez głowę kilka(naście/dziesiąt ;P) różnych snów o różnorakich treściach. Śni mi się dużo ludzi, dużo wydarzeń i dużo głupot. Przeważnie moje marzenia senne obfitują w ruch i akcję. Często przed kimś uciekam. Albo kogoś gonię. Albo i uciekam i gonię. Zależy. Tak to jest, jak się człowiek naczyta thrillerów i kryminałów, a potem w nocy świruje. Ale sensacyjne sny to ja akurat lubię. I nawet złoszczę się, kiedy kończą się, bo nęci mnie sprawdzenie, co byłoby dalej. Z krzykiem budzę się tylko wtedy, kiedy wydaje mi się, że pająk się na mnie spuszcza. Tzn. z sufitu ;). Wtedy to dopiero robię rewoltę. Swoim mrożącym krew w żyłach wrzaskiem stawiam na nogi cały dom ;D ;D.
            Gdyby ktoś postanowił zbadać moją nocną aktywność, nabawiłby się pewnie żylaków na mózgu. Ja nie umiem leżeć spokojnie. Pamiętam, jak kiedyś kolega próbował (i na próbowaniu się skończyło ;D) nauczyć mnie pływać... „Połóż się spokojnie. Jak na łóżku”- podpowiedział, a ja parsknęłabym mu w twarz, gdyby nie fakt, że bałam się, że się utopię. Spokojnie leżeć? Ja??? Ja nie umiem. To powyżej moich możliwości ;). Prędzej zrobię potrójne salto niż poleżę bez ruchu pięć minut. Na łóżku kręcę się w kółko jak nakręcany bączek. Wykonuję obrót o 180 stopni tylko po to, by ostatecznie pozostać w pierwotnym położeniu. Moje ulubione pozycje można znaleźć w Wielkiej Księdze Kamasutry. I ja się tak wyginam w pojedynkę ;P. No, chyba, że nie śpię sama, ale… ^^.
            Uwielbiam zasypiać z dupą wypiętą do góry. O nogach nie wspominając. Znaczy się, że też są w górze. Ale wtedy tyłek jest na materacu, rzecz jasna ;P. No bez przesady… Takie akrobacje to tylko z Ewą Chodakowską za dnia (albo ze Strażakiem w nocy ;)). Śpię zwinięta jak precel. Albo też rozłożona jak Królowa w swoim prywatnym haremie. Skulona jak myszka. Wyciągnięta jak anakonda. Przytulona do ściany. Zwisająca z łóżka. Z głową pod poduszką. Z głową w nogach. W pozycji embrionalnej. W pozycji „na Małysza”. Wyzawijana w kołdry, kołderki i kocyki. Całkiem odkryta. Do wyboru, do koloru ;)
            Jeśli podłączono by mnie do aparatury, badającej parametry snu, maszyna zapewne oszalałaby z nadmiaru bodźców, płynących z mojego żywiołowego ciałka ;). Swoją energią zasiliłabym pewnie pół rodzinnego miasteczka ;D. I to tylko kiedy śpię, ha! ;) Aaa… Zapomniałam wspomnieć, że moje stopy i dłonie przypominają bryłki lodu. Są tak zimne, że ich zetknięcie się z czyimś rozgrzanym ciałem, może się skończyć szokiem termicznym dla nieszczęsnego delikwenta, który ośmieli się dzielić ze mną łoże.... Ale póki co, mój Strażak jeszcze jakoś dycha. Ma w paru miejscach odmrożenia, powstałe dzięki niefortunnemu spiknięciu się z moimi lodowatymi kończynami, ale na szczęście to nic groźnego. Udaje mi się go czasem rozpalić. Jak już się obudzę po emocjonującym i satysfakcjonującym śnie ;)

PS To u kogo mogę przenocować? Zbliżają się ferie, będę miała trochę wolnego… Będę grzeczna. Obiecuję. Zero gadania. Zero lunatykowania. Obmacywać też Was nie będę. Noo, chyba, że facetów, ale na moim bloga jest deficyt męskich czytelników ;P. Więc jak? Kto mnie zaprosi do siebie…? ;) No, chyba się nie boicie…? ;>


http://noigit.pl/post/34021761211

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz