...

...
M.

sobota, 22 marca 2014

Galopem ;]

          A jednak ;D. Musiałam przeczytać tę ostatnią książkę. I to w jakim stylu... ;P. 
W sumie przez większość piątku zaglądnęłam do niej może kilka razy. Nie przeczytałam jednak zbyt wiele. Do południa byłam chwilę u babci, później na długim spacerze z psem. Byliśmy z Pedrowatym prawie dwie godziny nad Sanem. Powygłupiałam się z nim za wszystkie czasy ;P. Miałam też okazję wykazać się zdolnościami akrobatki, bo chcąc zawojować działki, musiałam przejść przed bramkę. I to tzzw. sposobem górnym ;D. Jakbym miała dłuższe nogi, byłoby lepiej, ale poszło mi całkiem sprawnie ;P. Nadaję się na policjantkę. Na kombinatora też ;P.
Później głaskałam konie, pasące się na łące, przy wtórze szczekania mojego tchórzliwego kundla ;P.  Wystarczyło, że pogłaskałam miękkie chrapki jednego konia, a już zleciało się do mnie całe stadko ;D. Piękne zwierzęta. Majestatyczne. Smukłe. Mądre. A konie w galopie to już całkiem piękny widok. Chociaż galopem do mnie nie biegły. Nie mam u nich aż takiego powodzenia ;). No i dobrze. Gdyby przyleciały z tętentem kopyt, zawał u mojego Sierściucha murowany :D. Ostatnio razem z moją współlokatorką namiętnie oglądałyśmy filmy o koniach. Najpierw „Flicka”, później „Flicka 2”. A potem zmieniłyśmy repertuar na serial „Anatomia prawdy” ;D.
         Okej, okej. Bez dygresji ;P. Piątek. Nie miałam czasu na czytanie, więc uznałam, że jednak prolonguję tę jedną książkę. W sumie i tak nie wydawała mi się specjalnie ciekawa. Zajęłam się czymś innym i cały dzień upłynął mi błyskawicznie... 
Wieczorem poszłam biegać. Bez szału, bo tylko po alei, no i z piesem na smyczy. Ale dobre i to. Na początek ;]. Odwiedziłam też mojego Strażaka, który miał służbę, a po powrocie do domu poszłam coś zjeść. Wzięłam ze sobą książkę i…. przesiedziałam ponad półtora godziny na twardym, niewygodnym taborecie w kuchni, czytając ;D. 
           Książka zrobiła się nagle MEGA ciekawa. Coś w stylu pióra Dana Browna. Z trudem zmusiłam się do oderwania od lektury. Wzięłam szybki prysznic (mniej więcej tak szybki, jak wtedy, kiedy mam pajączka w kabinie) i walnęłam się na łóżko z książką. Czytałam, czytałam i czytałam. Słyszałam ukradkiem, jak siostra opowiada rodzicom jakąś zabawną anegdotkę o znajomych dzieciakach, ale nie byłam w stanie oderwać się od fabuły książki ;]. Pod koniec zaczęło robić się ciut nudnawo, więc przyśpieszyłam tempo. W sensie – przeleciałam mdławe opisy. Przeleciałam w cudzysłowiu ;]..Żeby szybciej skończyć ;P. Nie, nie. Nie „takie” opisy. Raczej religijno – legendowo – historyczne. Zakończenie było w miarę ok, więc książce wystawiam ocenę dobrą ;D. Tak to właśnie ze mną jest. Jak nie czytam - to nie czytam. Jak już zacznę - wsiąkam na dobre... ;P.
          Na koniec przeglądnęłam Cosmopolitan' a i Shape’a, a póżniej poszłam spać. Jednak nie ma to jak swoje łóżko... Z szynszylkiem tłukącym się w klatce. Z ciemnością za oknem. Z miękkimi poduszkami ;) Chociaż w sumie ulubioną pościel w baranki mam w Rzeszowie, a najwygodniejszą poduszkę u chłopaka... Hmm... ;] Babie to jednak nie dogodzi ;P.


                                                                          ***
         Mam w domu taką specjalną półeczkę na pożyczone książki. Najbardziej lubię, jak jest zapełniona po brzegi ;]. Dziś była już puściutka. Nawet mój W. to zauważył. Choć, żeby dostać autko, musiałam wstać przed siódmą i zawieźć tatę do pracy, mogłam za to później jechać do Sanoka do swojego ulubionego miejsca. Znaczy się biblioteki ;D. Oddałam ten stos książek, które czytałam przez ostatnie dni. Teraz pożyczyłam tylko cztery książki ;). Ostatnio mam wrażenie, że nie robię nic innego jak czytanie, więc mam zamiar więcej się ruszać, mniej siedzieć ;D. Ciekawe, czy ze sportem pójdzie mi równie dobrze, co z czytaniem ;D. Może też powinnam zrobić sobie jakiś deadline i zacząć wreszcie porządnie ćwiczyć? ;] ;] ;]. Póki co łykam słońce jak witaminy i codziennie urządzam sobie słoneczne spacerki. Pedro jest wniebowzięty ;]
Dzisiejszego wieczoru wzięłam się już za siebie i biegałam jak człowiek. Zrobiłam siedem kółeczek na stadionie. Ósme szłam raźnym krokiem. Dla odpoczynku. Później został mi spacer aleją. Jakoś trzeba było wrócić do domu :P. Trochę było mi szkoda Pedra, który nie odstępuje mnie na krok, więc cały czas latał za mną. Do teraz wachluje się ogonem ;P. 

PS Może moje bieganie nie było tak szybkie jak pochłanianie książki czy koński galop, ale jestem dość usatysfakcjonowana ;P. A jakby ktoś był zainteresowany książką... Sam Bourne "Trzydzieści sześć dusz" ;).


Wcale się nie chwalę, ale... Takie sympatyczne koniki pasą się vis a vis mojego domku ;P. I w takich ładnych okolicach jak widać w tle pomieszkuję sobie z moją rodzinką i futrzakami ;]. Prawda, że nie mogę narzekać? ;D.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz