...

...
M.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Super Kochanka, góry i pianka ;]



       Po minionym weekendzie wiem, że gdyby ktoś ogłaszał konkurs na Super Kochankę, mogłabym śmiało wziąć udział w konkurencji „Odgłosy”.
Od wczoraj jestem bowiem specjalistką w jęczeniu.
Jojczę rano i wieczorem.
I to nawet zanim się mnie dotknie.
Taka to jestem mega czuła…
O tym, że właśnie siedzę przed laptopem cała w białej pianie nie wspominając. No a faceci podobno lubią eksperymenty z pianką… Tylko nie wiem, czy z taką niezjadliwą z puszki z napisem „Panthenol” też… 

Masakra! ^^

        Zdajecie sobie sprawę, jak bardzo jestem spieczona przez bieszczadzkie słońce, skoro z tego wszystkiego aż mi pada na mózg? ;P. A poza głową… Barki, ramiona, kawałek karku i mały fragment pleców to jedna wielka tragedia. Skóra jest czerwona i rozogniona, co nadaje mi wygląd raka ugotowanego w restauracji, specjalizującej się w owocach morza…. A ból i pieczenie powoli doprowadzają mnie już do szału.
          Od wczoraj spróbowałam już chyba wszystkich możliwych pozycji. Pozycji pt. „JakLeżećNaŁóżkuŻebyNieOcipiećINieZagryźćPołowyDomowników”. A wieczorem miałam gorączkę. Telepało mną jak osiką, a zęby szczękały jak zwariowane. Noc też nie należała do najciekawszych. Ani jak leżeć, ani jak siedzieć ani jak wisieć. Tzn. z wiszeniem nie próbowałam, bo to wyglądałoby na próbę samobójczą, a przecież chcę dostać się do Policji… Dylemat życiowy wczorajszego wieczoru brzmiał „Założyć piżamę czy spać nago? Nakryć się kołdrą, kocem czy niczym?”„A może lepiej zamiast męczyć się w łóżku, wskoczę do wanny?” Chłodna porcelana, zimna woda, łagodzące mleczko… Uh… Na szczęście zanim wprowadziłam swoje zamiary w cel, udało mi się zasnąć.
       Teraz za to paraduję po domu w białej prześwitującej sukience. Biel lekkiego wdzianka eksponuje piekielną czerwień oparzonej skóry. Tzn. czerwień tę regularnie tłumię lekką, wspomnianą już pianką i mleczkiem „SOS Oparzenia”. Czerwone fragmenty ciała są gorące nawet dziś, dobę po wycieczce w góry. No bo to właśnie z gór pochodzi ta „opalenizna”. A tfu ;P. „Opalenizna” to zakazane słowo. Podobnie jak smażing, plażing i opalażing ;P. I jeszcze „słońce”. To też już jest słowo tabu. Nie używać go przy mnie ;P.
        Solennie przyrzekam, że nigdy więcej nie udam się na pieszą wycieczkę w góry bez koniecznego zabezpieczenia w formie dobrego kremu z filtrem, czapki i okularów przeciwsłonecznych ;P. 

        Ale przy okazji nadmienię też, że na Połoninie Caryńskiej było suuuper!;P. Ogólnie ten weekend był świetny. Mówiłam ostatnio, że wybieram się na wycieczkę z dziewczynami ze studiów, prawda? No to melduję, że już wróciłam. Cała, zdrowa i... spalona ;P. Ale weekendzik był fajny. Oprócz dziwnego smrodku (kapusty? starych mebli?) w pokoju i byle jakich pryszniców, schronisko było całkiem spoko. Popołudnie spędzone nad strumykiem (do którego nie wlazłam, bo bałam się przeziębić przeziębiony już organizm ;P) też było cudne ;). Piwka wprawdzie nad wodą nie piłam (leki, leki… ;/), ale wcinałam za to płaszczakowate brzoskwinie i jabłka, więc przy takim słońcu mogły mi sfermentować w brzuchu, zapewniając fazę jak po Reddsie ;P. Wieczór spędzony przy grze Alias Party i lokalnym winku wymieszanym z bąbelkową wodą mineralną (ajj, bo to już było po trzykrotnej dawce leków, więc mogłam co nieco skonsumować ;P) też należał do udanych. No i na koniec noc spędzona w asyście trzech koleżanek i myszki buszującej za ścianą. Przy czym myszka wcale nie była owocem bujnej wyobraźni i wypitego alkoholu ;P.
          W niedzielę z kolei wybrałyśmy się zdobywać szczyty i powiem szczerze, że to „szczytowanie” podobało mi się, jak nie wiem co ^^. Wdrapywałam się dzielnie, nie dając się zostawić w tyle, a wręcz – przodując ;P. Szczególnie upodobałam sobie wspinaczkę po wielkich kamieniach i po schodach w lesie, bo nie od dziś wiadomo, że mam małpie zapędy i lubię się wdrapywać w różne dziwne miejsca ;). Ogólnie Połonina była całkiem łatwa. Nie czułam się jakoś wybitnie zmęczona. No, może na początku upał i ciśnienie dawały się we znaki, ale później było już z górki ;P.
        Na miłe zwieńczenie pobytu w Wetlinie nabyłam dwie pary kolczyków – drewniane koty ze spiralnie zakręconymi ogonami i bardzo realistyczne szklaneczki z Mojito ;P. Tzn. w sumie podejrzewam, że to szklanki z wodą, miętą i cytryną, ale i tak są boskie ;P. A zawartość szklaneczki można sobie dowolnie interpretować ;D ;D ;D. 

A teraz?

         Cóż… Nie zamierzam wyściubiać nosa z domu, bo ludzie mocno by się zdziwili, gdyby zobaczyli, że od szyi do dekoltu spływa mi białe mleczko, a na ramionach mam puchatą kołderkę z panthenolowej pianki…Nie mam jednak zamiaru wcierać preparatów w ciało, bo ich działanie jest o niebo lepsze, kiedy nie wklepuję ich w skórę. No więc siedzę sobie, wyglądając jak Wenus, wyłaniająca się z morskiej toni. Na jednym ramieniu przycupnęły mi puszyste białe kępki.  Drugie ramię potraktowałam i mleczkiem i pianką.
Wyglądam jak debil. I czuję się też jak debil ;P.
Ale przynajmniej czuję też ulgę, a to jest bezcenne uczucie ;P.

PS Pozdrawiam moje towarzyszki wycieczki. Było super!!! Kiedy powtórka z rozrywki? ;P. Oczywiście jak już przestanę wyglądać jak upiór i odważę się wyjść do ludzi ;P.

http://pl.freepik.com/darmowe-zdjecie/bita-%C5%9Bmietana--ciasta--bia%C5%82e-t%C5%82o--jad%C5%82o_401762.htm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz