...

...
M.

środa, 13 sierpnia 2014

Bobas na horyzoncie... ;)

Wiedziałam, że kiedyś się do tego przekonam.
Że się odważę.
Że będę tego chciała sama z siebie.
Był strach, były obawy.
To proste ;].
Ale teraz wiem, że nie ma co się bać.
No i końcu przyszła odpowiednia na to pora ;P.
Tak, tak.
I to wszystko przez czarujące puszczanie baniek ze śliny, radosne głużenie i bezzębny niemowlęcy uśmiech.

            Niee. Nie jestem w ciąży. I nie – nie planuję bobasa przed skończeniem magisterki ;P. Chyba, że los zgotuje mi niespodziankę i będę zabawnym przykładem tego, że można być copywritterką w dziale "Antykoncepcja" i mimo, że zna się mnóstwo metod antykoncepcji i stosuje jedną z bardziej skutecznych, zalicza się tzw. wpadkę ;D.
Chwilowo przeżywam fascynację bobasami, bo chwilowo bawię 4 – miesięcznego bobasa. 
Yhhhm.
Panna M. wreszcie odważyła się zająć niemowlakiem ;P.

        Zaczęło się od przypadkowego spotkania sąsiadki w poniedziałek. Zaczepiła mnie z pytaniem, czy nie pomogłabym jej koleżance, która pilnie potrzebuje niani. Zgodziłam się i dałam jej swój telefon. Tego samo wieczoru zadzwoniła mama Malutkiej. Następnego dnia spotkałyśmy się, żeby uzgodnić szczegóły, a dziś poszłam bawić Małą T.
        Dzień wcześniej byłam troszkę spięta, bo nie mam zbytniej wprawy przy niemowlakach. Zwykle zajmuje się starszymi dzieciaczkami. Roczniak i więcej – to dla mnie idealna praca. Kiedyś i owszem – zajmowałam się 4,5 miesięczną dziewczynką na weselu. 10 godzin ;). Ale to było raczej incydentalne. Okej – czasem ponoszę jakiegoś maluszka albo pokuszę się o asystę przy zmianie pieluchy czy kąpieli, ale przeważnie tylko leżę obok bobasa na łóżku, podniecając się zagłębieniami w łokciach, miziając po miękkich stopkach, zagadując go i rozśmieszając, a nie zajmując się nim całkowicie sama.

Mam dużo znajomych z maluchami. 
Mam dużą wiedzę teoretyczną, bo przeczytałam mnóstwo książek i poradników na temat niemowląt i dzieci.
Ale mam też strach koło du**, kiedy muszę wziąć na ręce lejące się ciałko noworodka albo kiedy niemowlęcy płacz przewierca mi mózg ;D.
Plus kwestia niestabilnej główki, kolek, ząbkowania i mojej nieumiejętności naturalnego trzymania dziecka na rękach. Ja robię to sztywno, bo się boję. Dziecko wyczuwa, że się boję, więc płacze. I wcale nie pomaga mi moja siostra, która zamiast pokazać mi, jak prawidłowo trzymać takiego brzdąca, piłuje na mnie gębę i mówi „Jak ty go trzymaaaaasz?!”. 

Na szczęście z Małą poszło mi całkiem sprawnie. 
Sama wzięłam ją na ręce.
I nie zachowywałam się przy tym jak kaleczniak ;P.
Zabawiałam, gruchałam, machałam jej przed nosem grzechotką.
Podtykałam pod pulchne łapki miękkie gryzaczki.
Nuciłam, mruczałam, śpiewałam.
Wyczuwszy w powietrzu znajomą nutkę zręcznie przeniosłam pulchniaczka na przewijak i zmieniłam Młodej pampersa, sprawnie operując wilgotnymi chusteczkami i Sudokremem.
Nosiłam po karmieniu (i nie zostałam tym razem spryskana strużką ulanego mleka ;P), przewijałam.
Francja elegancja.
Udało mi się ją uśpić na rękach. 
Udało mi się ją uspokoić, kiedy kwiliła. 
Udało mi się przeżyć te parę godzin bez stresu i bez paniki.

Zapłakała tylko parę razy, podkurczając nóżki, kiedy bolał ją brzuszek.
Ale nie było mega ryku, mega stresu i mega spanikowanej niani ;P.
Pomogło noszenie, przytulanie i mruczenie do małego uszka kołysanki.
Ufff... ;)

Ogólnie do domu wróciłam zadowolona i usatysfakcjonowana.
Dziecko zadowolone. Rodzice dziecka zadowoleni.
Braciszek (4letni) cieszy się, że jutro też do niego przyjdę i będę się z nim bawić w strażaków Lego.
Ja zadowolona, że nabiorę wprawy, będę komuś potrzebna i cosik sobie zarobię.
Super ;).

Nie wiadomo, co będzie jutro, bo dziecko to dziecko. Może mieć gorszy dzień, może je boleć brzuszek (jak dziś), może boleśnie ząbkować. Ale grunt, że czuję się pewniej na dotychczas niepewnym gruncie, że Mała mnie zaakceptowała i że z chęcią pójdę jutro do swojej kolejnej pracy ;).

A teraz biorę się za artykulik, żeby ta praca nie ucierpiała przez ciągłe bawienie coraz to nowego dzieciaczka ;P. 






http://www.tapetus.pl/79181,niemowlece-stopki.php

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz