...

...
M.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Maybe baby...? ;)

        Nabieram pomału wprawy w opiece nad Malutką. Choć ostatnio ściąganie bluzeczki, która nijak nie chciała przejść przez krągłą niemowlęcą główkę, zajęło mi maksymalną ilość czasu (a namęczyłam się przy tym i napociłam, jakbym chciała przecisnąć słonia przez oczko igły...), a wjeżdżanie wózkiem po schodach wciąż nie idzie mi tak zręcznie, jak kierowanie samochodem, to jednak idzie mi coraz lepiej. Ostatnio wzięłam Małą na długi spacer po mieście, więc już trochę lepiej manewruję wózkiem po chodnikach, choć wciąż irytują mnie wysokie krawężniki i brak podjazdów dla wózków ;P. Spacerowałam  ścieżkami, którymi nie chadzałam od lat. Park, Planty, teren koło liceum...

Wiem, kiedy wyjąć flaszkę z buzi, żeby odpowietrzyć smoczek.
Wiem, kiedy podnieść Toś do odbicia.
Wiem, że jak przy usypianiu krzyknie kilka razy jak przestraszony paw, za chwilę zaczną jej uciekać oczka i zaśnie (chociaż nigdy nie wiem, w którym momencie odłożyć ją do łóżeczka, żeby nie obudziła się z płaczem ;P).
Sprawnie podnoszę i przenoszę Małą z maty do kołyski, z kołyski na poduszkę, z poduszki na przewijak.
Przewijanie też idzie lajtowo, a założony przeze mnie pampers nie gniecie małego brzuszka, nie zsuwa się ani nie przecieka, więc spełnia NKiW (Normy Komfortu i Wygody) niemowlęcej pupy ;).
Ubieranie nie jest jakieś strasznie skomplikowane, o ile bluzeczki mają większy dekolt, żeby bez problemu przecisnąć przez nie niemowlęcą główkę.
Ponadto zabawiam, zagaduję i uspokajam.
Podtykam wypluwany smoczek, wycieram zaślinioną bródkę.
Robię głupie miny, „pierdzę” w brzuszek, cmokam małe łapki, całuję wypukłe czółko.
No i staram się jak mogę ;).
Choć i tak wychodzi różnie.
Czasem jest płacz, czasem jest kwilenie.
Czasem nie mam pojęcia, o co może jej chodzić, bo nie wiem, czy chce jeść, czy spać.
Czy płacze, bo boli ją brzuszek z głodu, więc powinnam szybko dorobić jej mleka czy może boli z mleka modyfikowanego, więc mogę tylko ją nosić i starać się uspokoić?
Marudzi, bo chce spać, więc mam ją zacząć usypiać, czy może się nudzi, więc zamiast wymuszać u niej leżącą pozycję, powinnam pokazać jej ptaszka za oknem i pogruchać?
Uspokaja się na rękach, bo pozycja pomaga jej na ból brzuszka czy wymusza, żeby ją nosić, bo materacyk gniecie w pupę?
Pozostawiona sama w łóżeczku płacze, bo coś jej dolega czy po prostu nie lubi leżeć sama i woli, żeby ktoś pochylał się nad nią i gilgał po tycich stópkach?
Zostawić ją na macie i zabawić grzechotką czy ustąpić i wziąć na ręce, skoro wykrzywia buźkę w znajomą podkówkę zwiastującą płacz?
W jakiej pozycji ją trzymać, żeby było jej dobrze? Przodem do siebie, tyłem do siebie, bokiem, w pionie, w poziomie?
Trzymając na rękach robić kilometry po domu, żeby zasnęła czy włożyć do łóżeczka i czekać na rozwój wydarzeń?
Wsadzić ją do kołyski, skoro ma półprzymknięte powieki czy lepiej nie ryzykować płaczu i ponosić jeszcze kwadrans dla pewności, że śpi twardym snem?

Ciągle pytania, ciągle wątpliwości ;).
Jak to przy małym dziecku.
Teorią można sobie tyłek podetrzeć ;P. 

Więc wciąż uczę się opieki nad maluchem i uczę się Małej.
Co jest ogromnym plusem - przyzwyczaiłam się do Toś błyskawicznie i nawet kiedy bawi grzecznie na macie, ja wolę leżeć koło niej i patrzeć jak wpycha sobie do buźki gryzaczek w kształcie motylka, niż czytać książkę (dorwałam jakąś powieść Charlotte Link z domowej biblioteczki moich pracodawców).
Bez protestu zgadzam się na dłuższe zostanie niż się umawiałam, bo w sumie co mi szkodzi zostać jeszcze godzinkę i potulić do siebie to małe ciepłe ciałko? ;)
Sama z siebie proponuję, że mogę przyjść w święto albo w weekend.
Chętnie biorę małą na ręce, nie pozwalając jej za długo płakać.
I ani kupa w pieluszce, ani moja koszulka ośliniona w 3/4, ani ulane na przedramię mleko, nie robią na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałam ;).

Niedawno po powrocie z pracy dałam siostrze do powąchania koszulkę, którą miałam na sobie u Toś, mówiąc, że czuję, że bluzka pachnie słodko niemowlakiem, a A. marszcząc nos stwierdziła „To pachnie jakimś kwasem”.
No cóż.
Pewnie to było właśnie to miejsce, które Mała wymiętoliła śliniąc je obficie albo miejsce, gdzie opluła mnie i mojego Smurfa z koszulki mleczkiem ;P.


A zwodniczy tytuł wciąż pozostaje zwodniczym tytułem, bo jednak dalej nie ciągnie mnie do własnego dzidziusia ;P. Co nie przeszkadza mi w pełni realizować się jako niania takiego maleństwa. Kiedy ma się pod opieką takiego szkrabika, opiekuńcze skrzydła same się otwierają, żeby chronić i troszczyć się o małego „pisklaczka”. Będąc u Małej jestem w takim stopniu zaangażowana w opiekę nad nią, że nie dość, że zapominam o pisaniu, czytaniu, podróżowaniu czy imprezowaniu, to nie zwracam w ogóle uwagi na czynności takie jak jedzenie, picie czy korzystanie z WC.
Niemowlęcy fenomen ;).


PS No i w tym tygodniu też bawię codziennie, więc nie wiem kiedy dodam coś nowego ;P. Chyba, że wezmę jakiegoś gotowca z dysku starego laptopa (wspominałam, że mój laptop nie do odratowania...? ;/), bo jak znajdę chwilkę czasu, będę pisać teksty o wazektomii i antykoncepcji postkoitalnej, a nie o tym, co lubię najbardziej czyli o głupotach i głupotkach ;P.

http://male-dziecko.wieszjak.polki.pl/karmienie-butelka/305774,Jak-madrze-karmic-dziecko-by-malec-rozwijal-sie-prawidlowo.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz