...

...
M.

środa, 24 września 2014

Pół żartem pół serio o... skojarzeniach ;)

Doskonale pamiętam dzień, w którym rzygałam jak kot po zjedzeniu nieświeżych naleśników w trasie.
Pamiętam, że miałam wtedy dziewięć lat.
Że wracałam z rodzinką z Mszany Dolnej i Lubomierza, gdzie spędziłam wakacje u wielodzietnej rodziny od strony mamy.
I pamiętam, że wszystko co zjadłam tamtego dnia, już na zawsze opuściło moje menu.
Jaskrawo żółte i rażąco zielone lody.
Wyżej wspomniane naleśniki z serem.
Jajecznica z boczkiem i szynką.
Do dziś nie jadam ani podejrzanie i nienaturalnie wyglądających lodów, ani sera na słodko w jakiejkolwiek odsłonie, ani jajecznicy z mięsnymi dodatkami (tego chyba nie musiałam dodawać, no ale...). A muszę przyznać, że długi czas nie mogłam spojrzeć na lody, twaróg i jajka w ogóle.
Skąd to nagłe wynaturzenie?
Bo muszę szepnąć dwa słówka o skojarzeniach i uprzedzeniach, a wydaje mi się, że te nieszczęsne naleśniki to dość obrazowy przykład.
Przykład na to, że jak się do czegoś zniechęcimy, chce się nam haftować na samo wspomnienie tego, co nas odstręcza.



Właściwie do każdej znajomej lub bliskiej mi osoby, dopasowałam sobie jakąś piosenkę.
I niekoniecznie musi to oznaczać, że dana osoba uwielbia dany utwór, więc powiązałam sobie w pamięci piosenkę z człowiekiem, łącząc ich we wspólną pętelkę.
Nie.
Czasami jest tak, że ktoś, kto wkręci sobie jakąś piosenkę i non stop ją podśpiewuje (ale bynajmniej jej nie uwielbia) dla mnie już na zawsze zostanie pokojarzony z tą melodią.
Bywa, że ktoś powie "Nienawidzę tej piosenki", a ja już zakoduję sobie, żeby zapamiętać daną piosenkę do danej osoby.
Czasem ktoś nie może sobie przypomnieć jakiejś melodii, a jak już to zrobi, ilekroć usłyszę tę piosenkę, będzie mi stawała przed oczami ta zapominalska osoba.
Dziwne, prawda? ;)
No, ale czasami jest "normalnie". Ktoś kocha jakąś nutę, ja sobie to zapamiętuję i ilekroć słyszę konkretną piosenkę, mam w głowie obraz tej osoby.


Są piosenki, które w ogóle mi się nie nudzą. Jak np. "Drive by" zespołu Train. Mam ustawioną tę piosenkę jako dzwonek w telefonie, odkąd tylko pojawiła się na antenie RMFki. Słyszę tę melodię codziennie, często wielokrotnie w ciągu dnia.
I co?
I wciąż daję głośniej, kiedy słyszę znajomą nutę w radiu.
Wciąż lubię tę piosenkę.
Wciąż cieszę się, kiedy ją słyszę.
Mimo, że niejednokrotnie słyszałam złe, smutne i niemiłe słowa płynące z telefonu, a telefon został poprzedzony nutą "Drive by", ja dalej lubię tę piosenkę.


Dziwny fenomen jest natomiast z piosenkami, które nagle zaczynają kojarzyć mi się źle, choć wcale nie słuchałam ich tyle razy, że chce mi się nimi wymiotować ;P.
Chodzi o to, że nagle osoba, z którą kojarzyłam daną piosenkę z czymś mi podpadnie.
I nie musi robić nic bardzo złego.
Wystarczy, że JA ją sobie źle pokojarzę.
Że się zrażę.
Że poczuję się urażona.
Wtedy to już dopiero jest dziwnie.
To już nawet nie jest uczucie "Nie lubię tej piosenki".
To jest takie uczucie wstrętu, jak patrzenie na tłustą jajecznicę po tym, jak kilka dni wstecz zwróciło się ją w całości ;P.
To nie motylki w brzuchu i miłe podniecenie, a ścisk w żołądku, jakby ktoś ściskał nam trzewia.
To nie radość, tylko złość.
Czysta, niczym niezmącona złość.
I pół biedy, kiedy mogę wyłączyć tę piosenkę.
Wtedy jest natychmiastowa ulga, jak po zażyciu tabletki na ból głowy.
Gorzej, kiedy jestem zmuszona do wysłuchania całej melodii.
Wysłuchania jej, mimo, że robi mi się niedobrze ze złości i trzęsę się od wewnątrz, a wiem, że nie mogę tego po sobie pokazać.
To jest zdecydowanie najgorsze ;).
To jest podobne do zmuszania się do jedzenia naleśników z serem ;P.


I chętnie powiedziałabym: "Aha. Znienawidziłam piosenkę, bo kojarzy mi się z osobą, do której zaczęłam czuć dziwnie podejrzaną niechęć, czyli nienawidzę tej osoby".
To byłoby całkiem proste i łatwe do wyjaśnienia.
Tylko jak wyjaśnić to, że od miłości do nienawiści jest bardzo blisko, a przeciwieństwem miłości wcale nie jest nienawiść, tylko obojętność...?



Jakbyście nie zgadli - tak, mam gorsze dni. I nie wiem, czy są spowodowane tym, że kończą się wakacje, czy tym, że kłóci się we mnie serce z rozumem. A może przeziębienie, osłabienie i zmęczenie też coś tu motają. W każdym razie - nie wiem co na siłę ratować i o co walczyć. I nie wiem czy mówić to, co myślę czy nie odzywać się w ogóle, zdając się na los.

No. To była ta posępniejsza część mnie.
Ale ogólnie nie jest ze mną aż tak źle ;P. Trochę jestem blada i niemrawa, ale mam jeszcze parę powodów do zadowolenia, więc podejrzewam, że za kilka dni uraczę Was ładnym, zabawnym i głupawym wpisem ;). A dziś przynajmniej jest coś innego i bardziej refleksyjnego.
Chociaż nie wiem, czy opowieść o rzyganiu po słodkich naleśnikach z twarożkiem napawa Was wieloma refleksjami... ^^.


PS A teraz zachęcam do włączenia sobie "Bad day" Daniela Powtera. I pozwalam Wam pokojarzyć z sobą tę piosenkę, która właśnie dziś pasuje do mnie jak czarna bluza Little Miss Naughty i truskawkowe kolczyki ;).




http://likely.pl/szukaj/rozwiane%20w%C5%82osy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz