...

...
M.

wtorek, 7 października 2014

Dekalog Studentki Z Odzysku ;P




  Kiedy w czerwcu pakowałam swoje manatki i jechałam do domu, myślałam, że to był mój pierwszy i ostatni rok w Rzeszowie.
W ostatnim tygodniu stancji wszystko robiłam pod tytułem „To ostatni raz”.
„Ostatni raz ucinam sobie beztroską pogawędkę z portierem na uczelni.”
„Ostatni raz biegnę swoją ulubioną trasą.”
„Ostatni raz spaceruję leniwie po parku ze słuchawkami na uszach i książką w torebce.”
Strasznie żałowałam, że nigdy nie przekonam się, co produkuje się w magazynie, który mijałam, biegając wieczorami i kiedy czułam dolatujący z niego podejrzany, chemiczny zapach.
Żałowałam, że nie będę śmigać po świeże bułeczki do piekarni, która dopiero powstawała na Krakowskiej.
Żałowałam, że nie będę już miała okazji chodzić na małosłodkie muffinki do „Ach te baby”, na mrożoną kawę i lody grejpfrutowe do Keksa i na smoothie do Heliosa ;P.
Byłam prawie w 100% przekonana, że jeśli nie w lecie, to jesienią już na pewno dostanę wezwanie na szkółkę i pójdę do Policji, a studia będę ogarniać tokiem indywidualnym.
Że Rzeszów będę witać i żegnać w biegu.
Że będzie tylko uczelnia i chroniczny brak czasu.
Wyszło jak wyszło – przyjęć do Policji póki co nie ma. Nadzieja jeszcze jest, ale też nie jakaś szczególnie duża.
Więc oto jestem.
Znowu w Rzeszowie ;).
Wprawdzie mam inne mieszkanie i nowe współlokatorki, ale reszta wygląda bardzo podobnie.
Niedaleko uczelni. Niedaleko Galerii Rzeszów. Niedaleko dworca.
Te same sklepy, ci sami ludzie, te same miejsca.
I ta sama trasa do biegania ;P.
Jedynie założenie studiowania mam teraz nieco inne.
Plan był taki: Wszystko będę robić inaczej.
To, co mi nie wyszło, to, co zrobiłam źle albo to, czego nie zrobiłam w ogóle.
Wzięłam to sobie mocno do serca i postanowiłam zrobić sobie mały „dekalog”, żeby mieć to rozpisane czarno na białym.

Przykazanie 1 – Nie biegać!

Tzn. w legginsach i adidasach – jak najbardziej.
Nie biegać w sensie nie łapać stu srok za ogony, nie chodzić na pięć różnych kół naukowych, nie szukać sobie miliona dorywczych prac.
Skupić się na studiach, na pisaniu pracy i pisaniu w ogóle. Mieć czas na pasje, rozwijanie się, spotkania ze znajomymi.

Przykazanie 2 – Biegać… ;P

Taaa… M. i jej genialne pomysły…
Chodzi mi oczywiście o bieganie jako o aktywność ;].
W razie gdyby szkółka JEDNAK wypaliła, muszę mieć kondycję.
Z pewnością mieszkanie na trzecim piętrze pomoże mi zachować formę, ale bieganie, zumba, basen i spacery mają być nieodłączną częścią studiowania ;P.
No, a jeśli nie szkółka, to figura, figuraaaa ;P.

Przykazanie 3 – Imprezować ^^

Kurczę.
W sumie w zeszłym roku byłam na imprezie… Trzy? Cztery razy? Pięć, jeśli policzyć kręgle połączone z procentami i pląsami na parkiecie ;). No i parę wyjść do kina, parę spotkań w pubach. Nic szczególnego, jeśli weźmie się po uwagę fakt, że studiowałam 10 miesięcy ;).
Nie zamieram wprawdzie zmieniać się w jaką straszną imprezowiczkę, ale chcę jednak skorzystać z tej okazji wyszumienia się. Póki mogę ;D.

Przykazanie 4 – Pisać!

Wziąć się solidnie za pracę mgr (który raz już to mówię? ;]), próbować pisać coś konkretniejszego (książka???), regularnie skrobać coś na bloga iii… wrócić do copywrittingu, żeby…

Przykazanie 5 – … zarabiać

To się nieco kłóci z misją – odpoczynek, ale jednak byłoby miło, gdyby jakiś grosz wpadał regularnie do mojej kieszeni. Więc artykuły, weekendowe bawienie Toś, kiedy będę wracać do domu i korepetycje z angielskiego, kiedy będę w Rzeszowie – jak najbardziej pożądane ;).

Przykazanie 6 – Dogłębnie poznać miasto :)

Ostatnio jedna pani zaczepiła mnie na ulicy i spytała, gdzie w pobliżu znajdują się busy.
Umiałam bezbłędnie wskazać jej to miejsce, bo często tamtędy przechodzę, a nie jestem aż tak zakręcona, żeby nie zauważyć kilku busów ;P.
Innym razem podczas biegania, kierowca spytał mnie o drogę na „Janiowe Wzgórze” (stadnina koni) i znów umiałam mu pomóc, bo biegam w tamtym kierunku ;).
Przyznam, że to był fuks i obeznanie w swojej okolicy.
Ale problem w tym, że reszta Rzeszowa jest dla mnie jak Tajemnicza Wyspa ;P.
Nie wiem, gdzie co jest. Nie wiem, jak trafić tu i ówdzie. Nie orientuję się w mieście.

Dlatego… chcę to zmienić.
Chodzić, jeździć, zwiedzać.
I to nie tylko w te miejsca, które już znam ;P.
Rzeszów chcę mieć w małym paluszku ;D.

Przykazanie 7 – Wychodzić z domu

Rok temu popełniłam taki błąd, że jak się czymś zajęłam (pisanie, pisanie…), nie wyściubiałam nosa za drzwi kamienicy.
Siedziałam jak ten krecik, często gęsto nie korzystając ze sprzyjającej aury.
Ale teraz to naprawiam ;P. Już w niedzielę (choć korciło mnie leżenie i oglądanie Scofielda…) wyszłam na długi spacer i na zakupy. A wieczorem biegałam.
W poniedziałek byłam na spacerze trzy razy ;P.
Do południa, po południu i wieczorem.
Spotkałam się z przyjaciółką, przegadałyśmy kilka godzin.
I przynajmniej nie siedziałam jak ten odludek w książkach/filmach/książkach ;P.

Przykazanie 8 – ambitniej podejść do studiów ;)

No cóż. Może to mało ambitne, że ten punkt jest na 8 miejscu, ale grunt, że w ogóle go tu umieściłam ;P.
Więc – chodzić na zajęcia, nie opierdzielać się, pisać referaty nie w przeddzień oddania i PISAĆ PRACĘ MAGISTERSKĄĄĄ! ;P.

Przykazanie 9 – Oszczędność, rozsądek, umiar ;) 

Nie szastać pieniędzmi ;P.
Nie kupować niepotrzebnych rzeczy, ciuchów, których i tak nie będę nosić, jedzenia, którego nie zdążę zjeść.
I nie zabierać na stancję zbędnych przedmiotów, masy ubrań, tony jedzenia.

Przykazanie 10 - …

Ostatnie i najważniejsze ;)
Cieszyć się i korzystać ze studiów! ;P.
Z tego, z jednak udało się i studiuję dziennie.
Że będę mogła ten ostatni rok wolności poświęcić na to, co wyodrębniłam w powyższych punktach.
Że mogę biegać do Słodkiego Domku po bułeczki (jak go otworzą ;P), wdychać chemiczny zapach z niewiemjakiegomagazynu, chodzić po rondzie dla pieszych, łazić po szmateksach, galeriach i parkach i… mieszkać w Rzeszowie ;).


PS No. To teraz, skoro mam ambitny plan, mogę ubrać pasiastą bluzę ze Snoopym, wesprzeć się na czarno – białej poduszce w baranki, wziąć w ręce kubek w pandy i nakryć się zielonym kocem i… obejrzeć kolejny odcinek „Skazanego”, a potem wylegując się na łóżku, poczytać parę stron nowej książki ;P. (Ale spoko, spoko. Po południu japoński, a wieczorem bieganie. Mur beton ;P).



http://www.sadeczanin.info/wiadomosci,5/refleksje-nastolatki-w-pogoni-za-no-wlasnie-za-czym,13053,archiwum#.VDM2xRafLIU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz