...

...
M.

sobota, 25 października 2014

Krótka lekcja usypiania

Toś macha radośnie rączkami, kiedy się z nią witam.
Cieszy się i uśmiecha, gdy wygłupiamy się razem przy lustrze.
Lubi, jak robię śmieszne miny.
Chichra się, gdy "pierdzę" w jej brzuszek.
Patrzy na mnie spod byka, kiedy robię jej "Idzie raczek...".
Chętniej je papki, kiedy wcześniej trochę się ją przegłodzi :D.
Na spacerze siedzi grzecznie w wózku.
W domu równie grzecznie buja się w bujaku.
Słucha czytanej bajki z uwagą godną snajpera.
Nie protestuje, kiedy śpiewam jej piosenki albo gram na dziecięcych cymbałkach.
Zaczęła też współpracować podczas przewijania, nie wkładając łapek do Sudokremu i nie turlając się, kiedy chcę jej założyć nowego pampersa.
Iiii... za cholerę nie chce dać się uśpić! ;P.

Usypianie Toś nigdy nie było zadaniem łatwym.
Niby logiczne - jest niemowlakiem, potrzebuje dużo snu.
Ehe.
Niby jak śpiąca, powinna sama padać, jak zabawka z wyjętą nagle baterią.
Ehe.
Była śpiąca i w związku z tym marudziła tak mocno, że się rozbudzała.
Płacz zmieniał się w krzyk, a usypianie w wyzwanie.

Kiedy szłam z Małą na spacer, wszyscy wkoło szczebiotali na widok słodko śpiącej na brzuszku Toś, z pupą wypiętą do góry i z rączkami ułożonymi nad główką.
Bo wyglądała słodko, nie powiem.
Gorzej, że samo uśpienie było ciężką przeprawą, wymagającą różnych sztuczek i kombinacji.
Ale wszystko było do przejścia ;).
Przeważnie uspokajała się na rękach, więc lulanie, noszenie i kołysanie gwarantowało sukces.
Okupiony płaczem i lamentem, ale sukces.
Często przydawała się też butelka pełna mleka i smoczek uspokajacz.
Toś po półgodzinnym marudzeniu i kwadransie płaczu zasypiała, a ja szpanowałam wózkiem z małym, śpiącym aniołkiem.

Teraz coś jej się poprzestawiało w tej małej kochanej główeczce i Tosik za nic w świecie nie chce spać.

Tzn. spać chce.
Zapamiętale trze oczka, ziewa rozdzierająco i marudzi.
Ale zasypiać już nie bardzo...
Próbuję wziąć ją na ręce - odpycha się gwałtownie do tyłu i protestuje przeciwko przytulaniu.
Nie chce być w pozycji ani leżącej, ani pionowej.
Nie przymyka sennie powiek podczas dotąd niezawodnej butli.
Ze złością katapultuje z ust smoczek, który frunie na drugi koniec łóżeczka.

Nie chce leżeć na brzuszku.
Nie chce leżeć na pleckach.
W ogóle nie chce leżeć.

Nie chce patrzeć na pozytywkę.
Nie chce spoglądać na gwiazdki z projektora.
Nie chce słuchać śpiewania.
Nie chce żeby ją ruszać.

A równocześnie CZEGOŚ chce, bo płacze.
I to tak, że obawiam się o zdrowie jej płuc.
I w sumie to wiem, czego chce.
Chce spać...
Krzycząc aż czerwienieje ze złości.
Widzę, jak główka zaczyna jej się kiwać.
Jak napinają się mięśnie jej małego ciałka.
Jak lecą jej oczy.

Ale po chwili przebudza się i z nową energią zaczyna płakać.
Ze zdwojoną siłą.
Przewrót na brzuszek? Nie. Na boczek? Ani tyle. Na plecki? No pewnie... Rączki? Ee. Piosenka? Niet. Butelka? Odpycha z odrazą wymalowaną na buźce. Smoczek? Nigdy w życiu.
Więc co?
Co można jeszcze zrobić?
Pomysły jak ją uśpić zostają zepchnięte na drugi plan.
Ważniejsze jest - jak uspokoić, bo płacze, spazmuje i krzyczy.
Lustro. Okno. Zasłonka. Roleta. Światło.
Próbuję wszystkiego.

Najlepiej działa okno.
Więc sadzam Małą na parapecie, opieram czoło o jej główkę i nucę.
Smętne piosenki mają swoje pięć minut.
Smęcę, smęcę.
I tak długo.
Dłuuugo.

Najpierw powoli się uspokaja.
Początkowo jest oporna, ale po chwili wycisza się i przymyka oczka.
Głowa opada jej na brzuszek, wygląda przekomicznie.

Próby przeniesienia jej do łóżeczka często kończą się fiaskiem, ale jak pozwolić jej spać na siedząco?
I to na parapecie ;P.
Kładę ją więc do łóżeczka, odpadam pozytywkę i liczę na cud.
Czasami się budzi z rykiem, czasem śpi dalej.
Jak ryczy - próbuję z butlą. Dalej płacz? Smoczek. Nie pomogło? Zmiana pozycji. Też nic? Rączki. Nie działają? Kołysanie. Nic z tego? Nucenie. Dalej lipa? Lustro. Nie pomaga? No to okno...
Jak wzdycha rozkosznie i śpi dalej, uśmiecham się do siebie.
I oddycham z ulgą, że się udało.
I że jeszcze tylko kilka razy w ciągu dnia będę musiała powtórzyć ten zabieg ;P.
Dopóki działa.
Bo za chwile może się okazać, że Toś przestanie uspokajać parapetowanie.
I co wtedy...?



Najgorsze jest to, że mimo, że Toś buntuje się przeciwko usypianiu, ona naprawdę jest śpiąca.
I źle jej robi zbyt długa aktywność, bo jest zmęczona i marudna.
Masakra jakaś ;P.

Jeśli ktoś ma małe dziecko i bez problemu zasypia samo, kładzione do łóżeczka, powinien skakać ze szczęścia.
Ten, którego pociecha uspokaja się przy smoczku, butli czy lulaniu też winien mieć powody do zadowolenia.
Za to ci wszyscy, których dzieci dają w pióra i nie chcą spać, powinni dostać medale za cierpliwość ;P.


A ja sama od siebie dodam, że wczoraj podczas babskiego wieczorku z koleżanką i siostrą, bez najmniejszego kłopotu kimnęłam na sofie.
Pewnie przez winko, które uderzyło mi do głowy po trzech łykach i drink na dokładkę ;P.
Po półgodzinnym spacerku do domu (mróz!) i szybkim umyciu równie szybko padłam.
I nie przeszkadzał mi ani kaszel ani katar ani nic innego.

Okej.
Koniec o usypianiu. Idę spać ;P.
Na szczęście nie muszę wcześniej położyć do łóżeczka niemowlaka, tylko mogę walnąć się na łóżko z książką, a potem sennym ruchem zgasić lampkę i odpłynąć
Eh.
Raj ;)


PS Jakie słodkie maleństwo! Sama rozkosz! Słodziutkie i grzeczniutkie jak aniołek...
Ciekawe, czy też wymaga tylu zabiegów przez zaśnięciem ;> ;> ;>.



http://www.tapeciarnia.pl/146933_spiace_niemowle_czapeczka_wlochacz.html






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz