...

...
M.

piątek, 31 października 2014

Miód, malina ;)

Przeziębienie  - dzień 14.
Codziennie słyszę dodające mi otuchy słowa "Ale Ty źle wyglądasz, M." i zdziwione głosy, mówiące: "A Ty DALEJ chora?!".
Albo te, które najbardziej lubię: "Chyba jesteś jeszcze bardziej podziębiona niż tydzień temu".
I "To na pewno Ebola!".
Taaa...
Już nie pamiętam, jak to jest kłaść się spać bez stosu poduszek i tony chusteczek i jak fajnie jest przespać noc bez męczącego kaszlu.
Ale prognozy są dobre. Powoli zaczynam już oddychać przez nos, co umożliwia mi jedzenie i spanie bez jęzora wywieszonego jak u zmachanego psa.
Kaszleć kaszlę w sumie ciut mniej. Ale tylko ciut, bo dla tego, kto wcześniej nie słyszał mojej twórczości pt. "Mokro - sucho - krtaniowo" , mówi :"Ojej. Jak Ty rychasz!" i gorączkowo rozgląda się, jakby tu chyłkiem czmychnąć z pola rażenia moich wirusów.
Wciąż mówię nosowo, ale grunt, że przestałam chrypieć.
Od paru dni kręci mi się w głowie i robi mi się słabo po przejściu trzech schodków, co oznacza, że biegać zacznę pewnie dopiero po Nowym Roku.
Aaa... Od tygodnia zmieniłam też nastawienie z "byle naturalne" na "dawać chemię i to zaraz". Vicksy, Gripexy, Hot Activy, Fervexy, sól Emska, wapno... Co tylko znajdę w apteczce. Ale mimo hektolitrów mikstur, ja wciąż kaszlę i smarkam.
Tabletki przepisane przez lekarkę też nie zadziałały, więc ogólnie średnio mnie to cieszy.
Przez kilka ostatnich dni chodziłam spać o ósmej, bo nie byłam w stanie utrzymać się na nogach dłużej niż było to konieczne. Można by rzec, że dzięki temu się wysypiałam, ale biorąc pod uwagę fakt, że co noc wybudzam się o 3 (kaszel), rozmyślam do 4 (kaszląc), słucham muzyki do piątej (pokaszlując cichutko, żeby nie zagłuszać muzyki), a potem gram w Brain Champa i oglądam filmy przed śniadaniem, to nie ma tego snu aż tak za wiele ;)
Za to w ciągu dnia dzielnie się trzymam i...wciąż chodzę do Toś :D. Nie wiem, jakim cudem jeszcze daję sobie z nią radę w takim stanie ;P.
Ledwo ją taskam po schodach (zatrzymując się co parę kroków i dysząc), co chwilę myję ręce, żeby jej nie zarazić i chwilami nie widzę na oczy ze zmęczenia, kiedy ona dokazuje w najlepsze, krzycząc i buntując się przeciwko drzemce, butli czy grzecznemu siedzeniu w wózku.
Przedwczoraj miała taki koszmarny dzień, że na 8 godzin spała pół godzinki.
Resztę czasu przemarudziła, przepłakała i przekrzyczała.
A ja ją uspokajałam, nosiłam, zabawiałam.
Po raz pierwszy miałam ochotę dać ją komuś innemu na ręce, a sama chciałam położyć się na sofie z zimnym okładem na głowie... ;)


Dziś Mała zachowywała się za to jak aniołek.
Oprócz wrzasku, jaki urządziła mi na Plantach (wyrodna niania nie wzięła butli z mlekiem...) cały dzień była słodka. Gaworzyła, uśmiechała się, miziała mnie po twarzy (nie szarpiąc włosów) i puszczała mi ślinowe bańki. Strużki śliny też puszczała, ale to już nie było takie słodkie, zwłaszcza kiedy z pasją obśliniała mi dżinsy (jasne, świeżo prane. Toś doskonale wie, kiedy warto upstrzyć nowy ciuch efektywną plamą ;P).
Ale ogólnie była przekochana. Ciężko mi było od niej wyjść, zwłaszcza dlatego, że kończy się październik i moja rola "dorywczej niani" stanęła pod znakiem zapytania...






PS No a dziś byłam u lekarki po raz drugi i dowiedziałam się, że moje przeziębienie to nie przeziębienie, tylko zapalenie oskrzeli. Ajć ;P. Oczywiście mam leki, antybiotyki i portfel lżejszy o stówę... ;P. Za to humor trochę lepszy, bo strasznie dużo mam fajnych znajomych, wiecie? ;]. Dziękuję ;):*.
http://theway-tohappiness.blogspot.com/2013/09/cud-miod-malina.html









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz