...

...
M.

czwartek, 2 października 2014

Pół żartem pół serio o... schematach ;)


Wszystkie genialne pomysły, jakie przychodzą mi czasem do głowy, dziwnym trafem przypływają do mnie między 12, a 3. W porywach do piątej.
Nad ranem ;P.
Jeszcze dziwniejsze jest to, że wszystkie te "genialne pomysły" równie szybko odpływają wraz z nadejściem nowego dnia.
Zupełnie jakby promienie porannego słońca rozpraszające mrok, rozpraszały moje myśli.
Wtedy te promienie - myśli robią się cienkie, cieńsze, aż w końcu całkiem znikają.
Jakby w blasku dnia mój mózg uświadamiał sobie, że takie marzenia to mrzonki.


Ostatnio jednak miałam genialny przebłysk w ciągu dnia.
Niby o dziesiątej rano, za to po pełnym przebudzeniu (zimna woda, tortury przy użyciu szczotki do włosów, gorąca herbata) i po godzinnym bawieniu Toś.
Zapewne miało to związek z rozmową, którą kilka dni wcześniej przeprowadziłam ze swoją pracodawczynią (w sensie mamą Małej) o powielaniu schematów i różnych sposobach na życie.
I zapewne z tym, że oglądałam telewizję śniadaniową, a tam pojawiało się wiele ciekawych osób.
No i tym, że bawiłam dziecko, spędzając typowo słodkawo - nudnawy poranek, ten z rodzaju: Mleko -  Pieluchy - Marudzenie ;).

Mianowicie...
Stwierdziłam, że choć wydaje mi się, że jest inaczej, żyję jak... chomik w klatce ;P.
Z miseczką, poidełkiem na wodę i cholernym kolorowym kółkiem.
I chociaż usilnie staram się ignorować to kółko, które zmusza do bezskutecznych działań, to jednak robię to, co inne chomiki.
Gonię w koło ;P.



http://iza-en.blogspot.com/2014/04/neverending-story-dieta.html



Pomyślmy...
Czemu przez większość wakacji zasuwałam (może nie przy barze i może nie za kasą, ale jednak), ganiając od jednego dzieciaka do drugiego?
Dla pedagogicznego spełnienia?
Wypełnienia swojej ideologicznej misji - sprawdzania się jako niania i pedagog?
Po co ślęczałam godzinami w poszukiwaniu materiałów o antykoncepcji i pisałam teksty nocami?
Dla sławy?
A ile osób czyta te teksty i kto wie, że to akurat ja - dzielna panna M. skrobię te artykuły, nie wyściubiając nosa z "Intymnego zdrowia kobiet"?
Dlaczego wciąż bawię się w dawanie korepetycji z angielskiego?
Bo jestem taka dobra? Tyle przyjemności daje mi tłumaczenie gramatyki?

Bo...
Tak, tak.
Lubię dzieci. Lubię pisać. Lubię angielski.
Ale najwyraźniej lubię też biegać.
Ganiaaam, aż miło.
Jak chomik w kółku ;P.
Żeby mieć jakąś pracę.
Jakąkolwiek, ale żeby ją mieć.
I pieniądze.
Żeby mieć jakiś grosz na swoje wydatki.
I żeby mieć co wydawać na studiach.
No i właśnie - studia.
Studiuję.
Bo lubię się uczyć.
Bo chcę poznawać nowych ludzi.
Bo chcę się uczyć życia.
No i pewnie też dla papierka.
I dla pracy.
O ile będę ją mieć bez znajomości ;).

Odkładam każdy grosz.
Bo laptop. Bo telefon. Bo samochód.
Samochód po co?
Żeby dojeżdżać do przyszłej pracy.
Potem będę zapewne odkładać na mieszkanie.
I co z tym związane - płytki, farby, meble, dodatki.
Rachunki.
Etc. etc.
A że mam chłopaka i jesteśmy razem od trzech lat (i trzech miesięcy, gwoli ścisłości...), pewnie za chwilę będę słyszeć - "A kiedy zaręczyny?", "Kiedy wesele?", "Kiedy bobas??????"

http://demotywatory.pl/4384545/Gdyby-powszechnie-obowiazujace-schematy-wierzenia-sposoby-na-zycie-i-poglady-byly-w-porzadku


Hm.
W przedszkolu nie lubiłam rysować zgodnie z szablonami.
Ani odrysowywać misiów czy wazoników z gotowych obrazków.
Ja wolałam to robić po swojemu.
Koślawy dzbanek, ale własny.
Pulchniejszy misio, ale oryginalny.

Ciekawe, że dziś już o tym zapominam ;).

Bo tak naprawdę, gdyby nie to, że jestem strasznym tchórzem, zrobiłabym inaczej.
Studia - okej.
Bo uczą życia, samodzielności, pewności siebie.
Bo dają szansę na przyszłą pracę.
Bo dają możliwość poznania wielu nowych osób.

Praca?
Okej.
Bo uczy gospodarowania pieniędzmi.
Radzenia sobie z ludźmi, problemami, życiem.

Pieniądze?
Okej.
Bo nie da się bez nich żyć.

Związek?
Czemu nie.
Miłość, uczucie, ciepło, seks.
Przecież to fajne.
Ale...
Ale, ale ;P.
I teraz wyjdzie, jaka naiwna i marzycielska jestem.
O ;P.

Jakby tak wykorzystać wszystkie swoje pieniądze i czas i pojechać gdzieś, gdzie nigdy się nie było?
I to nie do cioci 15 km dalej, tylko gdzieś za granicę?
Imać się każdej dorywczej pracy, żeby podszkolić nowy (niekoniecznie angielski) język?
Poznawać inne kultury, innych ludzi, inne sposoby na życie?
Radzić sobie z różnymi problemami, lękami?
Zwiedzać, jeździć, podróżować?
Tracić pieniądze i zyskiwać coś, czego nie da się ująć w żadne ramy? ;).
Ryzykować i dostawać?
Umiejętności, doświadczenia.
Robić coś, czego się nigdy nie robiło?
Pomagać ludziom inaczej niż wysyłając sms-a?
Żyć inaczej.
Nie wygodnie, nie lekko, przyjemnie i przynudnawo ;).

...

Albo chociaż jeśli nie prowadzić życia beduina, to nie popaść w rutynę i nie dać się zagonić do kółka pt. Praca - rodzina - kredyt - obowiązki.
Żyć po swojemu i tak jak się chce, a nie tak jak powinno się chcieć.
Wybierać intuicyjnie.
Robić to, na co ma się ochotę.
Ryzykować, szaleć, żyć.
I nie według schematu - chłopak, zaręczyny, ślub, praca, budowa, dziecko, pies, drugie dziecko, ogródek, biały płotek, ciepłe kapcie i stagnacja.
No chyba, że jakoś wyjątkowo by mnie to pociągało.
Ale nie pociąga ;P.
Choć to w zasadzie dość przewidywalny i łatwy (?) schemat.
A przynajmniej w pełni akceptowalny przez otoczenie.
I bardzo "po Bożemu".

http://slodkie-chomiczki-kisi.blog.onet.pl/


Ha.
Ale żeby zrobić schematom wspak, musiałabym częściej dopuszczać do głosu serce, a nie rozum.
Mieć więcej odwagi.
Więcej kasy ;P.
No i śmiałości, żeby powiedzieć rodzicom "Wyjeżdżam nie wiem gdzie, bo nie chcę biegać w kóło jak chomik".
Taaa...
To byłoby na pewno ciekawe...
... Widzieć ich miny i usta rozdziawione jak koparki ;P.
A jeszcze lepiej gdybym powiedziała mojemu Strażakowi: "Słuchaj, nie chcę pierścionka, nie chcę weselicha i nie chcę owocu Twoich lędźwi. Wyjeżdżam, żeby żyć poza schematami."
Haha. Już widzę jego spojrzenie ;D.

Zresztą - dziś rano przy okazji zbierania się do pracy, kiedy bratanica W. marudziła, narzekała i pyskowała, że nie chce jeść kanapek z pasztetem, tylko z nutellą, że nie będzie chodzić do szkoły, nie będzie szybko chodzić spać, odrabiać lekcji i słuchać rodziców, kiedy kłóciła się i buntowała, powiedziałam W., że nie chcę takiego schematu w swoim życiu.
Że nie chcę użeraczki, naciągaczki, pośpiechu, maruderstwa, gonitwy.
Wypruwania sobie żył, spalania się.

Spytał, dlaczego więc codziennie wstaję wcześnie rano, dlaczego jem zawsze to samo na śniadanie, dlaczego biegam bawić Toś, dlaczego za parę dni idę na studia i dlaczego martwię się o każdą wydaną złotówkę, bo wiecznie oszczędzam.
No.
I kółko się zamyka ;)
I kręci, kręci...
... Jak na chomiczy kołowrotek przystało ;P.


PS Szkoda, że nie bierzecie aktywnego udziału w dyskusji, pisząc komentarze. Poczytałabym chętnie o Waszym podejściu do życia, do schematów. Dowiedziałabym się, czy tylko ja jestem jakaś nienormalna, że nie chcę białej sukni, gromadki dzieci i kredytu, czy może jest więcej takich buntowników z wyboru... ;).



http://blogarytm.pl/styl-zycia/czym-jest-dla-ciebie-wolnosc


1 komentarz:

  1. Ok, biorę udział w dyskusji;) Czy posiadanie innych pragnień niż większość społeczeństwa czyni Cię nienormalną? Skądże znowu;) Chociaż ludzie mogą myśleć inaczej. Taki schemat, jaki opisałaś, rzeczywiście jest najprostszy. Sama za takim - mniej więcej - gonię, tyle że u mnie wynika to z osobistych pragnień, które są takie, można powiedzieć, banalne. Co nie znaczy że chciałabym, żeby moje życie było nudne. I podejmuję jakieś nieśmiałe próby żeby było tak, jak sobie wymarzyłam. Tylko...to wbrew pozorom jest bardzo trudne. Można mieć wszystko, a można wszystko stracić. Odważysz się?

    OdpowiedzUsuń