...

...
M.

czwartek, 23 października 2014

Różne odcienie szarości ;)

Parę tygodni temu polubiłam szary kolor.
Nie rozstawałam się z jasnoszarą kurtką, stalowymi butami i popielatą apaszką.
I nawet cieszyłam się, że zapałałam sympatią do bardziej stonowanych kolorów, bo mogłam wtykać w uszy szalone kolczyki typu truskawki, mojito czy tęcze i nikt nie miał prawa zarzucić mi, że wyglądam jak pisanka ;P.

Na uczelnię śmigałam w szarej wiatrówce.
W domu zakładałam szare dresy i szarą bluzę.
Toś ubierałam na szaro - różowo, żeby ochłodzić słodycz znienawidzonego przeze mnie dziewczyńskiego koloru.
Buszowałam po sklepach w poszukiwaniu szarej torebki i szarych rękawiczek.
Zamówiłam sobie w sklepie z bielizną jasnoszare ocieplane baletki.
Szary, szary, szary.
Wszędzie szarości.
... A wtedy słoneczna, jesienna pogoda się spieprzyła i nagle przestałam lubić szary kolor ;P.

Rano otwieram oczy - w pokoju szaro.
No bo nie do końca ciemno. I nie tak całkiem ponuro przez zielone ściany.
Zerkam przez okno.
Szaro.
Wychodzę do sklepu po bułki.
Mgła, deszcz, śliski chodnik i głębokie kałuże.
No i - szaro...
Łysawe drzewa, pusta łąka, zero życia na ulicy.
Wracam do domu po bawieniu Toś - szarówka...
Chce się tylko wpełznąć pod kocyk i spać ;P.

Z tego wszystkiego rzuciłam szare buty w kąt i założyłam ciepło brązowe butki a'la Robin Hood.
Potem wyciągnęłam z garderoby liliową apaszkę w groszki i pasiaste fioletowo - żółte rękawiczki.
Bieliznę skompletowałam całą na niebiesko.
A Toś ubrałam na różowo ;P.

I tak się teraz zastanawiam, że zamiast szarych baletek trzeba było zamówić tęczowe.
Na ubarwienie tej nieszczęsnej szarości ;P.

A poza szarością?
Trochę się u mnie przejaśniło ;).
Nie jakoś wybitnie, ale jest okej.

Nie piszę, bo podcięłam sobie pisarskie pióro i zostałam nielotem ;P.
Za to książki pochłaniam jedną za drugą, a czasem dwie na raz.
Nie biegam, bo do dziś kaszlałam jak gruźlik, choć dziś po wymieszaniu 4 rodzajów syropów na kaszel (domowego robionego z sosny, z porostu islandzkiego i dwóch których nie będę reklamować, bo nikt mi za to nie płaci ;P) powoli przestaję.

Chociaż niewątpliwym plusem kaszlowych ataków było to, że poćwiczyłam mięśnie brzucha lepiej niż z Chodakowską ;P.
No i ćwiczyłam też umiejętność pohamowania się od kaszlu, kiedy trzymam na rękach dziecko.
A uwierzcie mi - strasznie ciężko nie kaszleć, kiedy w gardle łaskocze, jakby ktoś smyrał nas piórkiem po przełyku ;P.
Chyba mogę wpisać sobie w CV: zdolna do poświęceń, twarda i wytrzymała.
Ha ;P.

Aaa... I w przyszłym tygodniu będę bawić na cały etat (pon - piąt.), więc nie spodziewajcie się wpisu o czymś innym niż o niemowlaku ;P.

PS Takiego słodkiego szaraczka mogłabym w sumie przygarnąć... Gdyby nie to, że mam szarego szynszyla i rodziców niechętnych do kolejnych zwierzaków w domu... ;D.

http://tapety.tja.pl/tapeta_102237.html


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz