...

...
M.

piątek, 10 października 2014

Zielone ;P

Może to i dobrze, że nie mam na nic czasu, bo nie mam też czasu na myślenie.
Szczególnie o głupotach typu: kompleksy, krzywdy, problemy (te prawdziwe i te urojone), kłopoty sercowo - rozumowe i podcinające skrzydła niepowodzenia ;).

W Rzeszowie było super. Paradoksalnie wypoczęłam przez te kilka dni lepiej niż na wakacjach ;P.
Dłużej spałam i dłużej odpoczywałam.
Bajka ;P.
Oprócz tego - rozpakowywałam się, robiłam zakupy, spacerowałam po parku (dziwnie się czułam, nie pchając przed sobą wózka z niemowlakiem ;P) i siedziałam po turecku na ławce z książką, rozmawiałam z nowymi koleżankami z nowego mieszkania, wieczorami biegałam, sprzątałam mieszkanie, chodziłam na zajęcia, byłam na spotkaniu z japońskiego, spacerowałam z przyjaciółką, poznawałam znajomych swoich znajomych...
Zero stresu, zero pośpiechu, zero wysiłku.

Do domu wróciłam w środę wieczór.
Autobusem ;P.
Bez zbędnego bagażu, jedynie z małą torbą.
2,5 godziny słuchania muzyki przez słuchawki, 2,5 godziny kreatywnego zmieniania pozycji na fotelu.
I 2,5 godziny zaciskania pęcherza w supełek siłą mięśni Kegla;P.

W czwartek i piątek bawiłam Małą, po ponad 7 godzin dziennie
I dopiero wtedy znów przypomniałam sobie, jakie to męczące ;D.
Jakoś, kiedy pokazywałam koleżankom z uczelni sweet focie Małej, zapominałam o wszystkich trudnościach w zajmowaniu się niemowlakiem.
Na zdjęciach Toś była czysta, ładnie ubrana, uśmiechnięta i gaworząca ;).
Nie było marudzenia, płaczu, niechęci do ubierania, jedzenia czy spania ;P.
Oczywiście opowiadając o niej, czułam jakąś tęsknotę.
Ale dopiero gdy zobaczyłam Toś w łóżeczku, poczułam jak bardzo się za nią stęskniłam ;).

Mała oczywiście słodka jak zawsze.
A nawet bardziej, bo jest bardziej komunikatywna i aktywna.
Choć ta aktywność ciut przeszkadza przy przewijaniu i ubieraniu, bo muszę się bawić w łapanego z uciekającą na wszystkie strony Toś ;P.
Poza tym Mała ma problemy z refluksem, więc dostałam nowe zalecenia dotyczące karmienia, kładzenia spać, odbijania, przygotowywania posiłków itd.
Pogoda nam dopisała, więc większość dnia spędzałyśmy na spacerach.
W wózku Mała o dziwo siedziała bardzo grzecznie i nie musiałam taszczyć jej pod pachą, popychając wózek biodrem ;P.
Toś drzemała w wózeczku z główką w cieniu, ja wylegiwałam się na ławce z książką i głową w słonku... ;P.
Mmm... ;)
Po powrocie do domu było trochę gorzej, bo Toś strasznie marudziła przy usypianiu.
A ja po powrocie do swojego domu szłam biegać, a potem padałam na pysk ;P.

Czytałam tylko, kiedy Mała spała i kiedy nie zagadywał mnie nikt znajomy.
Nie miałam czasu poprawić dziennika praktyk.
Nie miałam czasu odwiedzić cioci.
Nie miałam czasu jechać z szynszylem do weta.
Sprzątanie? Znajomi? Serial? Pisanie pracy?
Pfff...
Ledwo mam siły na spotkanie się z chłopakiem, bo najchętniej chodziłabym spać o 22 ;P.


Ale kiedy w dłoni zaszeleścił mi dziś jeden zielony papierek, od razu poczułam się lepiej ;P.
I obok powrotu do domu, spotkania się z bliskimi i wycałowania małej niemowlęcej główki to smakowało mi najbardziej ;P.
Materialistka w pełnym wydaniu ;P. Pozdrawiam zielono i... zielono ;)


http://pl.dreamstime.com/obraz-stock-stos-banknoty-z-zielonym-faborkiem-odizolowywaj%C4%85cy-na-bia%C5%82ym-tle-image35224721

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz