...

...
M.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Cmok, cmok! ^^ ;]


 
Pamięta ktoś o czym miał być obiecany wpis?
O siedmio(już)miesięcznej pannie Toś, oczywiście! ;]
Taa… Niania M. (zwana inaczej „Babysitterką na telefon”) znów się uaktywniła ^^.

Cały tydzień cieszyłam się, że idę bawić tę Małą Rozrabiakę, a w sobotę rano zerwałam się  z łóżka, podekscytowana jak pięciolatka przed imprezą z udziałem klowna ;].
Do mieszkania wchodziłam z pozytywnym nastawieniem i nadzieją, że Toś nie zapomniała jeszcze swojej pierwszej niani ;P.
Żeby udowodnić mi, że nie zapomniała, a wręcz, że doskonale mnie pamięta i wciąż żywi do mnie jakąś sympatię i nić przywiązania, postanowiła przywitać mnie głośnym piskiem, szerokim uśmiechem i żywym machaniem wszystkimi czterema kończynami na raz.
Uradowana przejęłam ją z rąk jej taty i wreszcie bezkarnie wycałowałam z góry na dół (wcześniej cmokałam Toś ukradkiem, bo kaszlałam i kichałam średnio co dwie minuty ;P), tarmosząc i wywołując u niej histeryczny niemalże chichot.
Boże, jak ja się stęskniłam za tym bezzębnym bobasem!
Nie macie pojęcia ;P.

Oczywiście nikogo nie zdziwi wieść, że Toś przez dwa tygodnie (z haczkiem ;D) niesamowicie się zmieniła.
Jeździ już w „dorosłej” spacerówce (i dzięki Bogu, bo ledwo ją dopinałam szelkami w foteliku. Zwłaszcza, kiedy wyglądała jak mały zapaśnik sumo w ocieplanym kombinezoniku…).
Mimo braku zębów wsuwa biszkopty i Flipsy. Te pierwsze najchętniej kruszy i rozrzuca po podłodze, a te drugie najbardziej lubi rozmakać śliną i wcierać w trudne do doczyszczenia powierzchnie. Albo w swoje/moje włosy, swoje/moje ciuchy.
Pałaszuje prawie pełną butlę mleka, przysysając się do niej tak, że smoczek zaczyna wydawać dziwny dźwięk przypominający zatkany odkurzacz. Kiedy próbuję wyjąć go na chwilę z jej buzi, żeby odpowietrzyć zawór, Toś zaciska na nim usteczka i ciska oczkami gniewne błyski mówiące „Tylko spróbuj mi zabrać flaszkę z mlekiem, to zobaczysz!”.
Siada ciągnięta za rączki i siedzi podtrzymywana pod paszki (nie mówiąc o tym, jak mistrzowsko próbuje zachować równowagę kiedy się ją puści, jak siedzi na łóżku wsparta poduchami ;P).
Z wielką siłą ciągnie za włosy.
Z lubością szczypie mnie po policzkach, nadając mi wygląd zdrowej, rumianolicej dziewuszki, która wróciła do domu po półrocznym pobycie w sanatorium ;P.
Mniej się ślini, za to wykazuje się niesamowitą zręcznością w konkurencji „Strącanie”.
Nieważne czy to mój poturbowany już telefon, który sunie po panelach niczym wyścigówka czy jej smoczek, którego idealny łuk lotu Toś śledzi z nabożną niemalże fascynacją.
A już najchętniej zrzuca z wysokiego krzesełka miseczkę pełną jagodowej papki, której cudem (cudem, powtarzam) nie miałam w sobotę na swoich spodniach, bluzie i skarpetkach (za to na rzęsach i nosie już tak ;P).

No i ogólnie trzeba uważać, bo Toś to mały harpagan i już.
Kiedy trzyma się ją na rękach niebezpiecznie blisko stołu, jest w stanie złapać wszystko to, co ma w zasięgu małych wszędobylskich łapek.
Małe elementy od zabawek. Pilota do telewizora. Szklankę wraz z zawartością.
Podczas karmienia w błyskawicznym tempie kradnie i wpakowuje do ust papierowy ręcznik albo chusteczkę (gdybyście widzieli jak szybko jej tymczasowa niania, czyli ekhm ja, wyciąga z jej słodkiej buźki zmiętolono-mokre białe farfocle… Ha! Sto farfocli na sekundę ;D).
Podczas przewijania mam wrażenie, że mam zmienić pieluchę trzem małym Toś. Jest na brzuszku, za chwilę na plecach, za chwilę sięga po mokre chusteczki w połowie łóżka, za chwilę jest już blisko krawędzi… Tylko czeka na moment zdjęcia pampersa, po czym błyskawicznie zwiewa. A przecież jeszcze nie raczkuje ;P. Ba – nawet nie pełza ;P. Mała Mistrzyni Turlania ;P.
Chusteczkami i Sudokremem traktuję ją w biegu, w zębach trzymając już zapasową pieluchę. Wzdycham z ulgą, kiedy udaje mi się zapiąć rzepy pampersów i biorę głęboki wdech, sięgając po body.
Najłatwiej byłoby ją ubierać w niemowlęce poncho ;P. Nagle zapinanie trzech zatrzasków na bodach i pokonanie całego rzędu guziczków na śpiochach staje się przeszkodą nie do pokonania, chyba że ma się pod ręką cały arsenał zabawek (np. portfel, klucze, telefon).
Przy usypianiu dalej daje popis i udaje, że wcale nie jest śpiąca, choć ziewa rozdzierająco jak wygłodzony lew, ale po kwadransie miarowego bujania (przy moim wciąż jeszcze ciut zachrypniętym smęceniu „Mam tę moc”) głowa opada jej na oparcie huśtawki, a ja triumfalnie ją wyciągam, przytulam ciepłe bezwładne ciałko do siebie i przenoszę je do łóżeczka, odpalając dla pewności pozytywkę i uśmiechając się do wzdychającej przez sen Toś ;).
Jedynie podczas spaceru Toś jest małym aniołkiem.
Siedzi grzecznie w grubym kombinezonie i misiowej czapce z uszami, nakryta po nos kocykiem.
I nawet nie chce jej się marudzić ani płakać ;P.
Przypatruje się leniwie spacerującym po Plantach gołąbkom, łypie ciekawskimi oczkami na przechodniów i marszczy brwi, kiedy pochylam się nad nią i mówię, jaka jest grzeczna, kochana i jak bardzo się za nią stęskniłam ;) ;) ;)


PS Może ktoś ma bobasa, dla którego szuka dorywczej niani na telefon? ;P. Chętnie się pokuszę o pokochanie kolejnego małego człowieczka ;) I bardzo się cieszę, że w najbliższym czasie odwiedzę znajomą i jej 2- miesięczną córcię i że na mojej ulicy pod koniec tego i na początku kolejnego roku przybędzie dwójka kolejnych bobasów, które chętnie wymokam i wytulę, jak dostanę nagłego przypływu uczuć macierzyńskich, który będę chciała zignorować ;P. 



https://dlaczegoplacze.wordpress.com/2011/06/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz