...

...
M.

niedziela, 30 listopada 2014

Domówka, wersja niekonwencjonalna ;P ^^

"Baw się dobrze!" - powiedziałam do taty, kiedy wyskakiwałam z auta.
Dzięki swojemu darowi przekonania udało mi się go zachęcić, żeby podwiózł mnie na miasto, choć przyznam, że zrobił to dość niechętnie. Odkąd dowiedział się, że kupiłam sobie karnet na siłownię (i pytanie, ile za niego dałam spędza mu sen z powiek ^^) ciągle ironizuje, że powinnam chodzić do miasta na piechotę, bo to gimnastyka ZA DARMO...
"Dzięki, Ty też baw się dobrze" - odparł, co skwitowałam krótkim parsknięciem śmiechem.

Wysadzał mnie z auta pod gabinetem dentystki, a godzinę później miałam i owszem bawić, ale siedmiomiesięcznego niemowlaka :D.
U dentystki wybawiłam się średnio. Bolało bardziej niż zwykle, ale oczywiście znieczulać się nie znieczulałam, bo jestem typem, który woli miętolić sobie przód sweterka z bólu niż dać się obezwładniać znieczuleniem ;P. Starałam się nie zwracać uwagi na ból i myślałam o samych przyjemnych rzeczach.
Np. o tym, że po borowaniu będę mieć władzę w języku, więc nie będę miała problemów z wypluciem stosu gazików i wacików z ust, że nie będę seplenić jak czterolatek i nie pogryzę sobie języka, próbując napić się wody ;P.

Po zabiegu poszłam do Toś, gdzie wybawiłam i ją i siebie ;).
Mała jest coraz bardziej kumata i komunikatywna, więc można ją zabawić na milion różnych sposobów.
Śpiewałyśmy więc piosenki (kto śpiewał, ten śpiewał ;P), grałyśmy na cymbałkach (ja brzdękoliłam  do re mi, a Toś śliniła pałeczkę), bawiłyśmy się w "Idzie raczek" (ja gilgałam, Toś chichotała) i sprawdzałyśmy wytrzymałość produktów na gryzienie i ślinienie (Toś).
Z usypianiem jednak dalej są kłopoty i przeważnie trzeba się namęczyć i napocić, żeby odesłać Toś w ramiona Morfeusza.
Wczoraj udało mi się to zrobić miarodajnie bujając Toś w huśtawce.
Widok jak jej oczy zaczynają najpierw uciekać, a potem powoli opadać, a głowa kiwać się jak pieskowi z tylnej szyby auta jest tak bezbłędny, że z trudem powstrzymuję się od śmiechu, kiedy ją huśtam ;).
Choć wyspana Toś zdecydowanie częściej i głośniej się śmieje, nerwus jest z niej niesamowity i często daje upust swoim niemowlęcym emocjom, piszcząc, krzycząc i frustrując się bez powodu ;].
Wtedy nie pomaga ani zabawianie ani pacyfikowanie smoczkiem, a jedynie noszenie, tańczenie z Toś na rękach, robienie z nią przysiadów, noszenie na barana i robienie z siebie błazna przed lustrem.

Do domu wróciłam spacerkiem, aktywnie odpoczywając po przyjemnym, acz męczącym dniu z małym dzieckiem. Paradoks niemowlaków polega na tym, że przyciągają do siebie jak magnes swoją słodyczą i bezzębnym uśmiechem, ale mimo tej słodkości i tak potrafią solidnie wyssać energię ;]. Niemniej jednak po kilkugodzinnej regeneracji, jestem znów chętna stawić czoło grymaszeniu, marudzeniu i ślinieniu ^^.

Wróciłam do domu i praktycznie chwilę po moim powrocie, wszyscy wybyli z domu.
Nie ma to jak wolna chata w Andrzejki ;).
Zwłaszcza, kiedy wraca się do domu po sześciu godzinach bawienia dziecka, które spało godzinę, a wojowało pięć ;P.
I kiedy nie ma się żadnych planów na wieczór.
I kiedy nie ma się siły ani ochoty nigdzie wyjść.
Ani nie ma się samochodu, żeby gdzieś pojechać ;].


Kiedy więc rodzice poszli na zabawę andrzejkową, a siostra wybyła z domu, od razu pomyślałam: "Jak fajnie, że będę mieć wolną chatę. Na pewno z tego skorzystam".
I skorzystałam ;P.
Choć dość niekonwencjonalnie ;D.
Na początek odpaliłam sobie głośną muzykę i ćwiczyłam, nie przejmując się uciszaniem domowników, bo domowników nie było w domu ;P.
Nie musiałam odrywać się od maty, bo mama coś chciała, tato czegoś szukał, a siostra czegoś potrzebowała....
Swoją drogą - ja miałam wszystko co chciałam, szukałam i potrzebowałam ;). A więc spokój, brak zawracania głowy i czas ;).

Potem wymyśliłam sobie akcję - pranie.
Choć moja rodzina to zwyczajna mała rodzinka 2+2, pralka jest zwykle pełna po brzegi.
Dlatego wczorajszego wieczoru bezkarnie i samolubnie wyrzuciłam z pralki wszystkie ciuchy, po czym załadowałam swoje przywiezione z Rzeszowa ubrania i z satysfakcją włączyłam przycisk "Start".
Kiedy wyprały się wszystkie śmierdzące dymem ciuchy z imprezy, strój do ćwiczeń na siłowni i nowe nabytki ze szmat, postanowiłam nastawić pranie pościeli ;P.
Potem wskoczyłam pod prysznic i jak to skwitowała moja sis "Wychlapałaś CAŁĄ ciepłą wodę?!?!?!".
Pościel wieszałam na poręczy schodów (nigdzie indziej nie było już miejsca ;P) przed jedenastą, wciąż słuchając muzyki i kręcąc biodrami (po godzinie z hula hopem zaczyna się kręcić tyłkiem pod prysznicem, w aucie i w łóżku, kiedy tylko słyszy się muzykę ;P).
No a na koniec wskoczyłam pod kołderkę z Richardem Doetschem. Tzn. właściwie z jego "13 godziną". Ostatnio do łóżka zabieram tylko fajnych i utalentowanych facetów ;P. Takich, którzy mistrzowsko potęgują napięcie, zaskakują, wciągają i satysfakcjonują przed zaśnięciem, niezależnie od tego czy piszą thriller, kryminał czy komedię romantyczną.
Tak więc zgasiłam lampkę koło północy (dla urody trzeba chodzić spać przed północą, wiedzą o tym wszyscy? ;P) i poszłam grzecznie spać.


A dziś czuję się wyspana, wypoczęta i zadowolona, choć wczoraj nie bawiłam się do białego rana.
Mam dużo energii i jestem pozytywnie nastawiona do życia.
Mam też mnóstwo planów na dziś i wątpię, czy uda mi się zrealizować chociaż połowę z nich ;).
A teraz zmykam sprzątać skutki wolnej chaty, czyli ścielić zmierzwione porządnym snem łóżko, ściągać pranie i zbierać porozrzucane po pokoju części garderoby do ćwiczeń ;).


PS Ale spoko, spoko. To, że z pasją zrobiłam pranie i wyhuśtałam w ramionach bobasa, nie robi ze mnie kandydatki na Przyszłą Mamuśkę Roku ;P. W przyszłym tygodniu chyba odwiedzamy chłopaków z prawa z moimi współlokatorkami, więc odbiję sobie te Andrzejki PRAWDZIWĄ domówką ^^ ;].

http://www.everydayme.pl/dom-i-ogrod/wspanialy-dom/artykul/pranie-nowych-ubran

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz