...

...
M.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Gorzko, gorzko ;P

Zastanawiam się, dlaczego zawsze muszę być akurat w tych pechowych 10% ludzi, którzy źle reagują na leki i należeć do osób, które przeważnie mają wszystkie objawy wymienione w "rzadkich skutkach ubocznych".
Mogę wymieniać te skutki uboczne bez czytania ulotki.
Po prostu zawsze je mam ;P.

Po majowych szczepieniach na wściekliznę w Łańcucie padałam jak kłoda, jak tylko wychodziłam z zastrzyku.
Dobrze, że zwykle byłam z kimś autem, bo pewnie zasnęłabym na przystanku, zanim zdążyłabym powiedzieć "Poproszę bilet do Rzeszowa".
Oczywiście spałam całą drogę do domu, a potem szłam do łóżka i przesypiałam kolejne dwie, trzy godziny.

Po (zeszłorocznym ;P) grudniowym psychodelicznym Dipherganie zasnęłam:
- pod choinką, z bombką w wyciągniętej ku postrzępionej gałązce dłoni,
- przy ladzie w kuchni, pomagając robić sernika,
- ubierając buty, bo miałam genialny plan pójścia pierwszy raz na pasterkę, który oczywiście nie wypalił, bo zasnęłam ;P...

To były specyficzne Święta...
Spałam, spałam, spałam.
Budziłam się, żeby zażyć kolejną porcję leku i zasypiałam na kanapie w salonie, bo trzynaście schodów do pokoju okazywało się barierą nie do pokonania ;D.
Ostatnią dawkę brałam wieczorem po kąpieli, siedząc w łóżku, bo wiedziałam, że nie będę miała siły, żeby do niego dojść ;P.

Tak więc jak widzicie, od zawsze źle reagowałam na leki.
Syropy na alergię powodowały u mnie bóle brzucha, te na ból brzucha wywoływały wysypki...
Coś co miało leczyć jedno, szkodziło na drugie.
Ale okej.
Wyrosłam z chorowania.
Tzn. dalej szybko łapałam przeziębienia, ale równie szybko z nich wychodziłam, nawet jeśli nie brałam żadnych medykamentów, a wieczorami chodziłam biegać, wdychając zimne powietrze.
Teraz pechowo skumulowały mi się antybiotyki na mykoplazmę i parę innych specyfików, które muszę zażywać na coś innego.
Ogółem mam więc codziennie do połknięcia siedem pigułek, kapsułek i tabletek w dowolnych kształtach i rozmiarach.
O słynnej słonej soli emskiej do rozpuszczania i ohydnym miodowo - imbirowym syropie na kaszel nie wspominając ;P.

Efekt?
Kaszlę cały czas, choć o połowę mniej niż wcześniej.
No i w nocy już śpię, a nie dudnię kaszlem ;).
Dalej wysmarkuję z siebie masę smarków, więc muszę uważać przy kichaniu, prychaniu czy parsknięciach śmiechem, bo jakoś nie mam ochoty puścić z nosa smarkatego gejzeru...

Właściwie to nie wiem czy jestem tak oporna na leczenie, czy po prostu mykoplazma rządzi się swoimi własnymi, bakteriowymi prawami i ma w nosie poprawę mojego samopoczucia.
Niezbyt chętnie podchodzę do przepisanych mi leków, ale i tak dzielnie je zażywam.
Tabletki jakoś jeszcze połykam, choć zażywanie pigułek nie jest dla mnie jakoś specjalnie atrakcyjne, bo przeważnie się nimi dławię ;P
Syrop przepijam dwiema szklankami słodkiego soku i zagryzam miętusami.
Po soli płuczę gardło wodą.
Zdecydowanie najgorszy jest antybiotyk i godzina, w której mam go wziąć kojarzy mi się z jednym odruchem.
Wymiotnym ;P.

Zaczyna się już od poranka, kiedy to budzę się z gorzkim smakiem w ustach i cholernym brakiem apetytu.
Potem coś tam jem, połykam tabletki, biorę antybiotyk iiii... zaczynam zamulać.
Piję miętę...
Nie pomaga.
Jem migdały, ponoć dobre na ciążowe (^^) mdłości.
Du**.
Kilka godzin chodzę z miną skrzywioną jak po wypiciu soku z cytryny.
Przechodzi po południu. Wtedy mam czas na jedzenie.
W sumie do niedawna nie miałam ochoty na nic innego niż owsianka, kaszka dla dzieci albo wafle ryżowe, ale od dziś zaczęłam jeść normalniejsze posiłki.
Nareeeszcie. Ileż można jeść owsiankę?! ;P.
Wieczorem znów zażywam antybiotyk i w momencie, kiedy tabletka prześlizguje mi po przełyku, już zaczyna mi być gorzko.
Piję słodki sok...
Nic.
Piję słodki syrop...
Nic.
Myję zęby...
Nic.
Robię tysiąc różnych rzeczy, żeby nie myśleć o mdłościach, ale gorzki smak jest tak namacalny, że ignorowanie go nic nie daje.
Tzn. daje.
Przypomina się jeszcze gorszą goryczą...

Maksymalnie opóźniam już moment pójścia spać, bo goryczka w ustach i uczucie "zaraz puszczę pawia" nie są zbyt pożądane podczas snu...
Z dwojga złego szkoda, że nie dostałam żadnych leków powodujących senność.
Wtedy zasypiałabym z miejsca, zanim zalałaby mnie fala mdłości ;P.


Aaa...
Idę spać.
Wykąpałam się w żelu czekoladowo - pomarańczowym i zapaliłam w pokoju jabłkowo - cynamonową świeczkę.
Może trochę osłodzę tę gorycz ;P.


PS Jak tylko wykaraskam się z tej mendowatej mykolazmy, nie dam sobie wcisnąć ŻADNEGO antybiotyku, chyba, że takiego bez "mdłości i nudności" w długiej liście skutków niepożądanych... ;].


http://www.papilot.pl/ginekolog/27277/Zanim-zaczniesz-brac-pigulki.html



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz