...

...
M.

poniedziałek, 3 listopada 2014

W poszukiwaniu zaginionej... weny ;P.

No właśnie.
Głowię się nad tym już od paru minut, co zwykle mi się nie zdarza.
Myślę i myślę...
Chcę jakoś fajnie zacząć ten wpis.
Niebanalnie, niestandardowo.
Tak, żeby Was zachęcić do przeczytania całości.
I co?
I nie wiem, jak to zrobić ;P.

Od pewnego czasu nie wiem o czym mam pisać, jak zaczynać i jak kończyć wpis.
Ba - nie wiem nawet jaki dać tytuł.
I nie mogę znaleźć fajnych obrazków ;P.
Hm.
To chyba niedobrze, prawda? ;P.
Siedzę przed laptopem i wpatruję się w biel ekranu.
I chyba za dużo myślę...
Bo dotychczas nigdy nie żałowałam, że prowadzę bloga.
Taka myśl nawet nie przyszła mi do głowy.

Czy teraz żałuję...?
Nieee ;).
Lubię pisać i skoro nie mam szans na wydanie książki, a realizować się pisarsko mogę tylko na warsztatach pisarskich albo w publikacjach naukowych (gdzie język artykułów jest nieco hm, bardziej ogarnięty niż tutaj ;P), to chętnie popiszę sobie tu to, na co mam ochotę.


Czy żałuję tego, co czasem napiszę?
Oj, praktycznie cały czas ;P.
Szczególnie, kiedy ktoś z Was odgrzebie archiwum jakiegoś naprawdę starego posta, a ja przypomnę sobie jego treść...
Uhhh...
Naprawdę pisałam tak długaśne elaboraty? Naprawdę pisałam o takich pierdołach? 
Od razu mam ochotę przeedytować cały tekst. Albo nawet usunąć go z archiwum ;P.
Ale nie.
Napisałam, słowo się rzekło, mleko się rozlało ;).
Mogę jedynie poprawić jakąś literówkę albo przeinaczyć zdanie, które jest napisane nie po polsku ;).
Ale nic poza to.

Czy mam problemy z pisaniem?

No właśnie jakoś nigdy nie miałam specjalnych problemów z "produkowaniem" wpisów.
Powstawały u mnie błyskawicznie, pisałam z weną i bez żadnych oporów.
Najlepiej pisało mi się wtedy, kiedy klepałam palcami w laptopa, nie zastanawiając się głębiej nad tym, co piszę ;P.
W sensie - kiedy "mówiłam", co mi ślina na język przyniosła.
Gdy po prostu wyrażałam swoje zdanie, wyrażałam siebie.

Niestety zarówno wadą jak i zaletą bloga jest to, że właściwie KAŻDY może tu wejść.
Stąd problem, że czasem czuję się inwigilowana i mogę mieć pretensje tylko do siebie samej ;).
No i wtedy zaczynam kombinować...
"O tym nie napiszę, bo KtośTam powiedział, że piszę za dużo o codzienności". "Tego tematu nie poruszę, bo KtośInny będzie się fochał".
To nie, tamto nie...
Kurczę, przecież kiedy pisałam o śmiesznych i zabawnych sytuacjach, nie wahałam się ani chwili.
Kiedy pisałam o związku, o bawieniu dzieci, o swoim życiu  - też nic.
A teraz nie mogę się przełamać, żeby wydusić z siebie coś więcej ;).

I w ten sposób siadam przed laptopem z tysiącem myśli i przebieram palcami nad klawiaturą, zastanawiając się "O czym do cholery mam pisać?!".
Ten, kto tu wchodzi, dowiedział się już chyba, że to nie blog zagorzałej ekolożki ani przyrodniczki.
Wiecie więc, jaki mam styl i wiecie, że lubię pisać o głupotach ;P.
Mogę więc wciąż pisać o banałach i o codzienności.
W zasadzie nie powinnam mieć żadnych blokad, żeby to robić.
A jednak blokady są i to coraz większe ;).

Dlatego choć teraz mam kilka pomysłów na wpisy, za nic w świecie nie mogę się przełamać, żeby po napisaniu sporych rozmiarów tekstu, nie wcisnąć z frustracją Back Space ;P.
Mam też parę tekstów w wersjach roboczych, ale wydają mi się za słabe, żeby je publikować ;).

Ale okej.
Ten wpis niech będzie żaląco - usprawiedliwiający, a ja już robię sobie SuperExtraPyszną miksturę z soli emskiej na oskrzela i spróbuję napisać coś w stylu dawnej, nieprzejmującej się opinią innych M. ;P.



https://www.linkedin.com/today/post/article/20140626213440-140201736-inspiration-motivation-and-positive-attitude



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz