...

...
M.

sobota, 27 grudnia 2014

Pół żartem, pół serio o... mówieniu tego, co się myśli ;]



Dobrze jest mieć swoje zdanie, niepodważalne poglądy i nieugięty charakter.
Dobrze jest wiedzieć, co się myśli i mówić, co się myśli.
Dobrze jest mówić tak, by inni nie mieli problemów ze zrozumieniem, czego od nich oczekujemy.

I przeważnie staram się tak robić.
Być szczera, unikać kłamstwa i fałszu.
Być twarda i pewna swoich poglądów.
Być zdecydowana, walczyć o swoje i śmiało wyrażać swoje potrzeby.
Ale są sytuacje, kiedy zwyczajnie tak się nie da ;).

Prosty przykład.
Szczerość kontra bycie grzecznym.
Bo JAK, jak do cholery powiedzieć komuś coś brutalnie szczerego, skoro wiemy, że go to urazi?
Czy jesteśmy gotowi powiedzieć wprost: „Hej, stary, zrób coś z sobą, bo śmierdzisz” albo: „Weź zacznij się odchudzać, spaślaku!”?
Ja nie jestem gotowa ;P.
I prędzej wydukam jakieś trywialne: „Ja… eee… ładnie ptaszki ćwierkają na zewnątrz, prawdaaaaa?” niż powiem komuś coś dobitnego.
Chyba, że ubiorę to jakoś ładnie w słowa, zeufenizmuję jak tylko się da, ograniczając krytykę do absolutnego minimum.
Ale i tak ciężko mi to przychodzi.
I mogę być szczera w wyrażaniu swojego zdania, mówiąc, że podobała mi się czyjaś fryzura, ale PRZED fryzjerką, ale po co, skoro grunt, żeby ta osoba dobrze się czuła w nowym uczesaniu?
Mogę powiedzieć: „No fakt, przytyłaś”, ale po jaką cholerę, skoro sama wiem, jak bolesne są urojenia na temat swojej wagi i wyglądu?

Usilnie staram się nauczyć, JAK poruszać trudne tematy.
Żeby być szczerą, a równocześnie nie chamską osóbką.
Bo mogę być Małą Złośliwą Mi, ale w żartobliwy, wysublimowany sposób.
A nie w chamski i wredny, żeby dawać komuś podstawy do stwierdzenia, że wyżywam się na kimś za swoje niezaspokojone potrzeby ;P.
Podobnie jest w przypadku nierównych szans.
Okej.
Jeżeli mam argumenty i dowody na poparcie swoich racji, mogę stanąć po jednej stronie barykady i twardo bronić swoich racji.
Nawet kiedy to ja jestem w mniejszości.
Ale kiedy zaczynam rozmawiać z 80-letnią ciocią – babcią o współżyciu przed ślubem to po co mam ją denerwować? ;P.
Po co mam mówić swoje racje, skoro ona jest inaczej wychowana i żyła w świecie innych wartości?

Lubię walić prosto z mostu, lubię mówić, co myślę.
Ale kiedy ktoś z buzią pełną przeżuwanego właśnie hamburgera, pyta mnie: „Mmm… Ale…. Właściwie… Mmm… ,M. dlaczego Ty… Mmm...  nie jesz mmmmięsa?”, nie mówię: „Bo uważam, że zabite zwierzę nie jest tym, co powinnam wkładać do ust” tylko: „Eee… wiesz… Jakoś tak wyszło”.
Bo nie jestem na tyle bezczelna, żeby obrzydzać komuś jedzenie, tylko dlatego, że jestem wegetarianką.
Chyba wszyscy wiedzą, że kotlet kiedyś chodził, więc po co mam im to uświadamiać w momencie trawienia przez nich owego kotleta?

I jeszcze inna sprawa.
Mówienie o swoich potrzebach.
Och, jakże byłabym szczęśliwa, gdyby ośmiomiesięczna już Toś, którą czasem dobawiam, powiedziała mi jasno i czytelnie, czego chce.
Czy jest głodna, czy śpiąca?
A może, że boli ją brzuszek albo po prostu ma sobie ochotę pomarudzić?

Sęk w tym, że to niemowlak.
Niemówiący i niekomunikujący swoich potrzeb bobas.
Dorośli mogą łatwo i szybko wyrazić swoje potrzeby, uczucia, poglądy.
A mimo to tego nie robią ;).
Każą się domyślać, zgadywać, bawić w wróżkę albo jasnowidza.
Skąd do cholery mamy wiedzieć, co ktoś ma na myśli i czego chce, skoro nam tego nie powie?
Myślicie, że wpatrując się w kogoś bardziej intensywnie niż zwykle albo świdrując go oczami z góry na dół, odczytacie o co mu chodzi?
Myślicie, że jak zamknięcie usta na kłódkę, wszyscy wkoło będą wiedzieć, że macie zły dzień, chcecie usłyszeć słowo pocieszenia, macie ochotę pogadać albo gdzieś wyjść?
No jasne.
Bo wszyscy wkoło umieją rozszyfrowywać tajemnicze kody milczenia ;P.
I wszyscy doskonale interpretują milczenie.
„Nic nie mówi? Czyli nic ode mnie nie chce. Ale fajnie!”.

Kurde, nooo…
Jeśli chcecie coś powiedzieć – mówcie.
A jeśli nie mówicie – to znaczy, że nic nie chcecie.
A jeżeli chcecie powiedzieć, a mimo to tego nie robicie, to znaczy, że sami nie wiecie, czego chcecie, więc nie wymagajcie, żeby ktoś myślał jeszcze za Was o co Wam chodzi ;P.
I tak - wiem, że to bardzo czytelne zdanie ;] ;] ;].

Ale trzeba mówić o tym, co się myśli, si? ;P.
Gdyby tylko wszyscy stosowali się do tej niepisanej zasady...
O ile wszystko byłoby wtedy prostsze… ;)

                                                                                

                                                                                  ***

Wklejam gotowca, a to oznacza, że:

- Święta, goście, odwiedziny...,
- ćwiczenia, treningi ---> co by spalić makowca, na którego się połakomiłam (teraz wzięło mnie na wypady, wykroki, Mel B. i ciężarki <3),
- piszę, ale niekoniecznie relację z tego, co porabiam w chwili obecnej,
- nie mam nastroju pisać, co u mnie słychać ;).



PS I a'propos mowy... Czasami jednak mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Bo czasami lepiej powstrzymać się od komentarza, od zadania pytania, od powiedzenia czegoś, czego możemy potem żałować albo od kontynuowania rozmowy w sytuacji, kiedy widzimy, że to nic nie da i że nasze słowa będą równie istotne jak rzucanie grochem o ścianę ;). I to równie ważne jak rada dotycząca szczerego mówienia, co się myśli i mówienia o swoich potrzebach ;].




http://www.pelka19982.e-blogi.pl/notka,2011,11.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz