...

...
M.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Studnia życzeń ;)




Siedzę przy stole, z seledynowo - zielonym kocem udrapowanym na ramionach.
Koc spływa po mnie miękko aż po zziębnięte jak zawsze stopy.
Ręce grzeję na kubku z rozgrzewającą herbatą korzenno – pomarańczową.
Gorące łyki parzą mi usta, za to przyjemnie ogrzewają gardło.
I zamiast rozlewającego się po ciele ciepła, czuję bezsens tego co piszę ;P.

Strasznego mam dziś lenia.
Takiego, że odkąd wstałam rano, nie zrobiłam NIC.
No, poszłam jedynie do sklepu, zrobiłam i zjadłam kolorowe kanapki, ubrałam się, pomalowałam rzęsy i pociągnęłam oczy kredką.
Poza tym nie wykazuję żadnych chęci do działania.
Do nauki, do pracy, do wychodzenia z domu.
Do tego ostatniego nie zachęca mnie zwłaszcza hulający za oknem wiatr i przenikliwe zimno, które wtyka się w każdy skrawek ciała, nawet mimo ciepłej futrzastej kurtki.

Nic nie robię cały boży dzień.
Oprócz tego, że od rana piszę.
I to nie pracę, ani nie referat.
Ani nawet nie notatki.
Piszę wpisy, których mam już ładny zapasik ;P.
Piję chyba dwudziestą już herbatę.
Odrywam się od laptopa tylko po to, żeby pójść do łazienki.
Nie chce mi się nawet robić obiadu, bo obieranie marchewek i robienie sałatki okazuje się ponad moje możliwości.

Jest mi zimno, ale jest mi dobrze, siedzieć tak bezsensownie i nie zajmując się niczym konkretnym.
Jestem trochę znużona wpatrywaniem się w ekran, ale nie przeszkadza mi to w dalszym bombardowaniu klawiatury.
Tyłek już mi ścierpł od siedzenia na twardym niewygodnym krześle, ale wcale nie powstrzymuje mnie to od dalszego siedzenia  ;).
I od przyjmowania satysfakcjonującego uśmieszku.
W lustrze widzę śmiejące i błyszczące oczka.
I wiem, że nie błyszczą dlatego, że rano dźgnęłam się w oko kredką…
Błyszczą, bo choć trudno w to uwierzyć, siedzenie pod kocem z kubkiem herbaty i rękami, które aż palą się do pisania, sprawia, że czuję się zadowolona jak nigdy ;).
Ogólnie - pisanie daje mi zazwyczaj największego kopa i dawkę energii.
Więcej niż bieganie, więcej niż przytulanie, więcej niż zakupy.
Więcej niż wszystko razem wzięte.
 
 

Jeżeli prawdą jest, że powinniśmy pracować w sposób, który daje nam przyjemność i satysfakcję, powinnam zostać pisarką.
Tylko chyba prościej byłoby mi zostać zakonnicą albo tancerką Go – Go niż nie - piszącą do szuflady powieściopisarką...

Gdybym miała możliwość spędzania choćby jakiegoś odsetka czasu na pisaniu, byłabym najszczęśliwszą osobą na Ziemi.
Byłabym w swoim świecie.
W świecie ciszy, stukania palców dobierających słowa na klawiaturze, parującego kubka z herbatą, myśli, które chcę przelać na papier i swojej wybujałej wyobraźni.
W świecie nie przejmowania się nikim i niczym.
Nie myślenia o wizji braku pracy, perspektyw, pieniędzy.

Aaaj, jeśli ktoś chce mi zrobić prezent na Mikołaja, niech wrzuci do studni życzeń karteczkę „Żeby M. została pisarką”  ;).
I trzyma kciuki, żeby się spełniło ;).

PS A ja, otrząsnąwszy się z tego pseudopisarsko - rozrzewniającego stanu, idę obierać marchewki, skubać sałatę, robić notatki na egzamin, a potem ubierać futrzaka i śmigać na siłownię... ;)

http://www.makelifeeasier.pl/film-i-literatura/enjoy-your-sunday

http://www.cdn.ug.edu.pl/3664/przygarnij-ksiazke-na-zime/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz