...

...
M.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Udomowiona ;]



Jeszcze parę tygodni temu nie wyobrażałam sobie trzytygodniowej przerwy świątecznej.
Zastanawiałam się, co będę robić przez tak długi okres czasu w domu.
A teraz?
Teraz nie mogę się doczekać tej przerwy ;).

Oczywiście będzie mi brakowało chodzenia na siłownię i zimowego polowania na okazje po galeriach, ale mam taki niedosyt domu, że nie macie pojęcia ;).
W domu jestem gościem.
Wpadam do niego i wypadam.
Przyjeżdżam wieczorem, rozpakowuję się, łapię w biegu jakiś owoc i lecę do szynszyla.
Karmię go, idę się kąpać i rzucam się do łóżka, bo padam na pysk.
Oczywiście z tego gorączkowego biegania, załatwiania wszystkiego na raz i myślenia o stu czynnościach, rzadko kiedy jestem w stanie szybko zasnąć, więc walam się po łóżku jak zmutowany motyl w kokonie, zanim uda mi się zasnąć (najczęściej grubo po północy...).

Soboty spędzam na wypełnianiu domowych obowiązków, zakupach, gotowaniu i odwiedzinach. Odwiedzam kolejno koleżankę w szpitalu, starszą ciocię, babcię, ciocię, kuzynostwo, znajomych…
Podobnie w niedziele – sprzątam to, czego nie zdążyłam uporządkować w sobotę (czyli przeważnie swój pokój), jadę do supermarketu, odwiedzam tych, których nie zdołałam odwiedzić wcześniej, a potem pakuję się z powrotem na studia.
Tak wygląda weekend, kiedy nie mam żadnych załatwień, bibliotek do obskoczenia i bawienia dzieci na telefon ;).
Bo kiedy do porządków, gotowania i odwiedzin dochodzą łażenie po Cyfrowych Polsatach, bibliotekach i domach, w których bawię dzieciorki, czas kurczy się jak sweter w praniu ;).
Mogę więc spokojnie zapomnieć o spędzaniu wieczorów w domowych pieleszach, leżeniu na łóżku z książką, wygrzewaniu się pod milutkimi kocykami z przyjemną lekturką, siedzeniu po turecku na podłodze z szynszylem chodzącym mi po ramieniu, o piciu herbaty w salonowym fotelu czy o jakichkolwiek spokojnych czynnościach.

Herbatę piję, równocześnie ścierając kurze w pokoju.
Borysa widuję tylko w porze karmienia.
Nie mam czasu na rodzinne pogaduszki, skontrolowanie zadania z angielskiego mojej mamy (od niedawna chodzi na kurs ;D), pokłócenie się z tatem.
A książek nie czytam w ogóle, bo nie mam kiedy.
Efekt jest taki, że jadąc na studia, mam więcej czasu dla siebie niż będąc w domu.
Ale tam czytanie książek czy przesiadywanie pod kocem nie jest aż tak przyjemne ;).
Nie mam jabłkowo – cynamonowego odświeżacza powietrza.
Nie mam szynszyla, który wchodzi mi pod koc, kiedy czytam.
Nie mam stosu poduch.
No i nie jestem w domu ;).

Czekam więc aż ten ostatni tydzień dobiegnie końca i z chęcią pojadę do domu odpoczywać.
Będę siedzieć z siostrą na jej łóżku w piżamie i gadać z nią o głupotach.
Będę oglądać filmy u kuzyna, licząc na to, że zapatrzony w ekran zapomni się i będzie mnie dwie godziny miział po ręce ;P.
Będę czytać książki, zakopana w kołdrowy kokon, w pasiastych skarpetach frotte i szlafroku.
Będę spacerować z psem po swoich okolicach, uśmiechając się do mijanych sąsiadów.
I siedzieć przy biurku z wielkich pękatym kubkiem, pełnym gorącej herbaty, nie zajmując się niczym konkretnym ;).
No i oczywiście odwiedzać rodzinkę i znajomych, jak to w Święta ;) ;) ;).
I pewnie bawić dzieciaczki, jeśli będzie taka potrzeba ;P.
A mówiłam już, że do końca stycznia muszę oddać teoretyczną część pracy magisterskiej…? ;D.
I że skoro nie będę chodzić na siłownię, będę ćwiczyć na hula hopie, macie, piłce, chodzić na basen i może znów trenować z Chodakowską? ;].

Ale myślę, że przez ponad dwadzieścia dni będę miała czas i na aktywność i na odpoczynek.
A potem ani się obejrzę, a znów będzie uczelnia, nauka i sesja ;).

PS Gorzej będzie, jak spodoba mi się to lenistwo w domowych pieleszach i nie będę mogła znów wbić się w rytm uczelniano - siłowniowy... ;].



http://zszywka.pl/p/jesienne-wieczory-z-kawka-pod-kocyk-5501738.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz