...

...
M.

niedziela, 18 stycznia 2015

... ;]



Bilans tego tygodnia przedstawia się następująco:

- 22 godziny spędziłam na praktykach
*na których czuję się coraz bardziej „u siebie” i mam wrażenie, że powoli przyzwyczajam się do anglojęzycznego prowadzenia zajęć. W czwartek dziewczynki ze starszaków zrobiły wielkie oczy i z rozdziawionymi szczękami wyjąkały: „To pani mówi po polsku?”, co oznacza, że jednak udaje mi się zachowywać jak native speakerka ;). Poza tym, kiedy jestem na zakupach/uczelni/siłowni i kogoś niechcący potrącę, na usta cisną mi się angielskie przeprosiny i muszę wytężyć mózg, żeby wydukać „Ojej, przepraszam” ;P),

- 7,5 godziny spędziłam na uczelni (na wykładach nadrobiłam zaległości w lekturze, na ćwiczeniach aktywnie udzielałam się i brałam udział w dyskusji, napisałam też jedno kolokwium, choć byłam zdziwiona i kompletnie nieprzygotowana, kiedy usłyszałam "Wyciągamy karteczki" ;D),

- 6 godzin byłam na siłowni

* w sumie mogłam wygospodarować na nią więcej czasu, jednak tu wygrał zdrowy rozsądek. Po pierwsze – trzeba jeszcze robić coś innego niż ćwiczyć. Po drugie – rozbudowują mi się za bardzo mięśnie, bo przesadzam z częstotliwością, po trzecie – chciałam jeszcze coś zjeść i odpocząć, między bieganiem z uczelni do przedszkola ;],

- napisałam 7 stron pracy magisterskiej (niby mało, ale i tak nie wiem kiedy to zrobiłam ;P ^^),

- dokończyłam czytać jedną książkę  („Paranoję”, przy której uśmiałam się do łez) i przeczytałam 216 stron „Lewej strony życia” (przy której łzy cisną się do oczu ze wzruszenia…), a czytałam między pisaniem pracy, a snem, bo to mój nowy anty-bezsenny nawyk. Szkoda tylko, że pisanie pracy nie odbywa się tak szybko jak pochłanianie ciekawej książki ;].

- ciepłe posiłki jadłam codziennie 

* zupę ugotowałam w poniedziałek, a potem jadłam ją do czwartku :D,

- codziennie jadłam też ciepłe śniadania 

* wykalkulowałam sobie, że ubranie się, pójście do sklepu po bułkę, stanie w kolejce, wdrapywanie się na 4te (przez 3 miesiące myślałam, że mieszkam na 3 piętrze, ale to nic, bo moja współlokatorka myślała tak przez 3 lata ^^) piętro z zakwasami dnia poprzedniego, zrobienie kanapki i wypicie herbaty zajmuje więcej czasu niż zalanie wrzątkiem płatków ryżowych z truskawkami i rodzynkami. Poza tym w czasie, kiedy woda się gotuje, ja wkrawam sobie do miseczki pół banana i jabłko i przygotowuję garść migdałów do posypania płatków. I jem na łóżku w piżamie, bez konieczności wychodzenia z domu ;P.

- wypiłam rano jedną gorącą herbatę 

 * w czwartek, dzień wolny od uczelni,


-  na zakupach byłam 4 razy

* ładując do koszyka najpotrzebniejsze rzeczy typu owoce, warzywa, wodę,

- odbyłam dwie oficjalne i poważne rozmowy z bibliotekarkami przez telefon w celu prolongaty książek

* jedną podczas pilnowania, żeby czteroletnia G. umyła łapki po wyjściu z WC, drugą -  rozbierając się pod prysznicem po powrocie z siłowni  ^^

Poza tym…

Ciuchowe zakupy – 0
Chodzenie po szmateksach – 1 raz (podczas 20 - minutowej przerwy między zajęciami),
Malowanie paznokci - 0 (pfff…)
Wyjścia ze znajomymi – 0
Pisanie – 0
Basen – 0
Spokojne siedzenie i nic nie robienie - 0
Wymówki z cyklu "Nie mam czasu" - nie zdołałam policzyć ;]
Rozmowy z mamą/siostrą/przyjaciółką – 4 (przy równoczesnym myciu zębów/korzystaniu z toalety/powrocie z praktyk, szukaniu przypisów do pracy),
Nieprzespane noce – 1 (w resztę spałam prawie jak niemowlę, ale o tym, jak sobie radziłam z bezsennością kiedy indziej ;D),
Dokładna depilacja - 1 (kiedy stwierdziłam, że wzbudzę popłoch w damskiej szatni, jak kobitki zobaczą moje zarośnięte nogi i pomyślą, że mają w przebieralni ciut przerośniętą kapucynkę...),
Chwile kiedy byłam zmęczona – średnio kilka razy w ciągu dnia,
Dni, kiedy padałam na pysk o 22 – codziennie.
Dni, kiedy wstawałam między 6, a 7 – 4
Dni, kiedy chciałam zwolnić tempo – 0
Aj, ale co się będę roztkliwiać… ;P. Przecież wszyscy doskonale wiedzą, że ja prostu uwielbiam bieganie, pośpiech, przepełniony grafik i mnóstwo na głowie ^^.  


Wpis oczywiście jest przeterminowany, bo powinnam już pisać o weekendzie albo o kilku innych tematach, które mam w głowie.
Niestety nie dam rady rozciągnąć doby, choćbym bardzo tego chciała ;].




PS Nie mam też czasu wymyślić tytułu i szukać zdjęcia adekwatnego do treści i tytułu, więc wrzucam kolczyki cini minis, bo mam je na pulpicie ;P. Może kiedyś zrobię sobie takie z modeliny. Jak będę się nudzić... :D. Haha ^^ ;>.

http://szafa.pl/c5629892-kolczyki-cini-minis.html






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz