...

...
M.

wtorek, 6 stycznia 2015

Fotorelacja - Święta i święta M. ;] ^^





Jak spędziłam wolne trzy tygodnie?
Niemiło, miło, obijająco i ambitnie ;].

Ale na początek - pracowicie.
Czyli - u Toś.
Toś, która porusza się w sposób pełzająco - raczkujący, strzela bezzębnym uśmiechem i nie chce pozować do zdjęć robionych do lustra, choć jej pseudo niania bardzo by chciała mieć nowe selfie ze swoim ulubionym bobasem na komórce ;P.



Potem były liczne wizyty u cioci, czyli wypijanie herbacianego grzańca z jabłkiem i cynamonem (jeden kubek za drugim), jedzenie moczonych w nim cynamonowych gwiazdek (czyli de facto - wyławianie rozmokniętych ciasteczek z herbaty), pogaduszki, podśmiechujki i łaskotajki z kuzynem ;].




Było też coś mocniejszego ;D. Coś, co poszło mi w ramiona, w nogi, w język i w głowę ;). Szczególnie, kiedy po wypiciu drinka wpadłam na szalenie błyskotliwy pomysł zjedzenia naponczowanej Cin Cinem pomarańczki...



 Były też ambitne poranki po nieprzespanych nockach, czyli zaczynanie dnia o piątej nad ranem. Poranki w grubych kapciach, ciepłym kokonie z koca, z szemrzącym cicho laptopem, chusteczkami dla zakatarzonego nosa i hantelkami w tle, jako wspomnieniem wieczoru z przysiadami i wykrokami :D.
(I książkami do pisania pracy pod ławą, z których nie korzystałam, bo mogłam pisać książki, bajki, opowiadania science fiction i nekrologii, ale nie pracę magisterską... ;D).



 Przez Święta starałam się zbytnio nie cynkować, ale najwyraźniej sarkazm, cynizm i drobne złośliwostki zostały już częścią mnie, więc pogodzona z losem zaczęłam podpisywać się na kubku jako Cynka, co by ostrzegać domowników i gości przed swoim obecnym stanem ducha  ^^.







Mój Trener Osobisty (zwany szynszylastym) dzielnie towarzyszył mi podczas zmagań z ABSem Mel B., podczas ćwiczeń na piłce i na macie. Sprawdzał napięcie mięśni, kontrolował poprawność ćwiczeń, oceniał ich efekty i miział mnie wąsami po nosie, jakby chciał sprawdzić wytrzymałość na czynniki rozpraszające ;P.





(w tle - mój partner do kręcenia biodrami czyli hula hop, mój przystojniak - Pan Listopad; a na mnie - mój lokator i jedyny osobnik, którego ostatnio zabieram do łóżka ^^)


(i szare bluzy - kolejna obsesja, którą spostrzegawczy czytelnicy powinni znać...)






A jak pańcia miała gryzoniowatego w nosie i wolała się pocić, zamiast nakarmić i wypieścić swojego skarbka, zwracał na siebie uwagę, wchodząc do kosza na śmieci ^^.
(A może wchodził tam w poszukiwaniu jedzenia, ale i tak oprócz papierków raczej nic zjadliwego tam nie znalazł ;]).



Tak wyglądała dla mnie zapowiedź miłego wieczorku ;].





A po katorżniczych ćwiczeniach i gorącym prysznicu - tak spędzałam wieczór z książką w mojej ulubionej, stonowanej miejscówce. Mmmm ^^.





Albo w niestonowanej, a kolorowej i motywującej ;P. Z dzienniczkami ćwiczeń, pamiętnikiem z motywującymi naklejkami i resztą moich pierdół i obsesji ;].







Tak mój Borysiasty reagował, kiedy odkręciłam wreszcie kaloryfer w pokoju... ;].




Dwóch jeżyków w czerwono - białych szaliczkach nie trzeba chyba komentować...


Tak mijały mi wieczory - z kocykami, książką i ciepłymi kapciami ;). Czyli tak, jak lubię i jak często Wam zanudzam ;P.



 Tak M. lansowała się w świątecznych skarpetach przy nierozpalonym kominku...











A tak przy łysiejącej i liniejącej sztucznej choince... ;]






Z książką, zawsze i wszędzie ;].



 Tak wyglądały leniwe poranki...

... i jeszcze bardziej leniwe poranki, kiedy czytanie lekkich artykułów w babskich poczytajkach wymagało zbyt wiele wysiłku...











Tak wyglądały mroźne, zimowe wieczory...










... i jeszcze bardziej zimne wieczory...




Ale najlepsze i tak było leżenie i myślenie o głupotach, zaczytywanie się w książkach, beztroskie machanie nogami w ciepłych skarpetach i dni wypełnione domową rutyną...


A ile się nagimnastykowałam, żeby cyknąć fotkę swoich szanownych czterech liter z bardzo adekwatnym napisem GOOD, to nie macie pojęcia! ^^.
Ale piżamka jest bezbłędna i uwielbiam ją, nie tylko dlatego, że jest czarno - biała.
Przede wszystkim jest pozytywna, lekko ironiczna, ciut naciągana, skoro napis ma dotyczyć mojej skromnej osoby i bardzo, ale to bardzo znamienna.

Bo po pierwsze - święta M. zaczęła chodzić do Kościoła (woooow! ^^).
Po drugie - święta M. mimo wszystko spędziła fajne Święta, do wszystkiego podchodząc z dystansem i odrobiną olewajstwa.
Po trzecie - święta M. była grzeczna, nawet kiedy nie myśląc zbyt wiele, hardo i twardo broniła swoich racji, posuwając się do chłodnego tonu albo pyskówek, bo miała na sobie spodnie z świecącym jak neon GOOD na pupie ^^ ;] ;] ;].










PS  A tak M. żegna się z domowymi pieleszami i oczekuje na transport do Rzeszowa ;]. Chlip, chlip ;P.



2 komentarze:

  1. Dlaczego częściej nie ma takich fotorelacji??? I skąd Ty bierzesz te skarpetki?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh ;]. Postaram się, żeby były częściej ;]. Skarpetek mam całe mnóstwo, bo mam na ich punkcie ładnego hopla ;P. Podobnie jak zeszytów, kubków, piżami kapci ;D.

    OdpowiedzUsuń