...

...
M.

czwartek, 29 stycznia 2015

Pół żartem, pół serio o... niczym ;P.



Nie mam nic ciekawego do napisania.
Naprawdę ;).
Nic, a nic...
 
Ale i tak coś napiszę, bo nie chce mi się robić tego, co robić powinnam, a robienie wpisu to moja ulubiona wymówka ;P.
A że dodatkowo mam dobry nastrój, a dobry nastrój powoduje we mnie chęć pisania…
Sami rozumiecie :) :) :) :) :) :).
Całe szczęście, że emotikony, których używam na blogu są tylko ciągiem kropek, kresek i różnej maści nawiasów, bo ostatnio przeraziłam się, jak wyglądają emotikonki w aplikacji messenegera.
Bo na moje oko wyglądają na dość mocno upośledzone ;P.
Nie macie takiego wrażenia?
Jak tylko to zobaczyłam, od razu obiecałam sobie przestać wstawiać minki, kiedy zauważę, że ktoś konwersuje ze mną przez telefon.
Albo, jak już nie będę mogła się powstrzymać, dam zwyczajny do bólu uśmieszek, a nie emotikona puszczającego oczko, który wygląda jakby miał jednostronny wytrzeszcz i niepełnosprytność, wpisaną w dowodzie osobistym...
Jak widzicie, nie mam dziś nawet ochoty silić się na powagę ;P.
W zasadzie nie zdziwi mnie, jeśli w końcu mnie zjecie za ten mój niezdrowo dobry humor  i nadmierny optymizm.
Tak tylko czekam, kiedy ktoś wytknie mi, że zachowuję się jak pieprzony promyczek szczęścia i że niechcący wywołuję w kimś agresję ;P.

O czym będę dziś pisać?
O niczym ;P.
Dziś będę ściemniać.
Pechowo chcę na dniach zgłosić bloga do konkursu, więc trochę szkoda, jeśli ktoś tu trafi tuż po opublikowaniu wpisu o niczym, ale mówi się trudno.
Konkursu nie wygram - to wiem.
Chcę tylko złapać paru nowych czytelników ;].
Nie, żebyście mi zbrzydli.
O, nie! ;).
Tylko… trochę Was mało ;P.
No wiecie.
Po prostu ostatnio wszystko co mi się przydarza, rozmiarami przekracza możliwości objęcia tego moim rozumem.
I blog choć też całkiem fajnie sobie radzi, nie hula jednak tak prężnie, jakbym chciała ;P.
No cóż.
Poprzewracało mi się w głowie i tyle ;P.

Oj, to istotnie prawda.
Poprzewracało… ;)
Ze wszystkim…

Zacznijmy od tego.
Jestem przeziębiona, ale czuję się dobrze.
To jakiś fenomen.
Po raz pierwszy czuję się tak pełna sił, charcząc, chrypiąc, kaszląc i kichając.
Znów chodzę na siłownię (nie dłużej niż na godzinę. Zmądrzałam ;P), pilnując się tylko, żeby nie osmarkać maty, kiedy robię planka pod czujnym okiem trenera albo żeby nie spaść i nie skręcić kostki, gdy próbuję utrzymać równowagę na Bosu.
Znów gotuję obiady (na dwa, a nie na pięć dni).
Znów przygotowuję się do sesji.
Jeden egzamin zdałam na 4, choć w przeddzień zaliczenia głowa pękała mi z bólu na pół, a ja miałam wrażenie, że czytam wkoło jedno zdanie.
Nie wiem czy pomogły zapachowe markery, którymi popodkreślałam całe zdania, czy może tabletki (tańszy odpowiednik Neozine), które zaaplikowałam sobie w dawce uderzeniowej i które przetkały mi zatkane zatoki, udrażniając przy okazji przewody międzymózgowe ;).
W każdym razie - coś pomogło.
I teraz jestem już prawie wyluzowana.

 
Po drugie…
Chodzę do przedszkola z uśmiechem wymalowanym na twarzy, choć wciąż mam nieodpłatne praktyki.
Klepię po angielsku jak katarynka i choć czasem braknie mi słowa albo nie wiem, co powiedzieć, to jednak znacznie częściej brakuje mi polskich (!!!) słów, żeby wyjaśnić angielskie definicje.
Szok.
We wszystkich grupach zyskałam już też trochę autorytetu i dziecięcy szacunek.
Muszę kupić sobie teczkę na dziecięce rysunki, bo nie mam co robić z plikiem laurek (żadnego dzieła sztuki póki co nie wyrzuciłam. Może mi przejdzie po pierwszym miesiącu pracy ;P), które codzienie dostaję od tych dwujęzycznych smyków.
Dzieci wołają mnie, żeby coś im pokazać, wołają, kiedy chcą pokazać coś mnie, słuchają moich poleceń i milkną, kiedy robię groźną minę.
Nawet jeśli równocześnie powstrzymuję śmiech ;).
Rozmawiam z nauczycielkami o „babskich sprawach”, znam już prawie wszystkich rodziców i zaczęłam korzystać z herbaty i czajnika w „staff roomie”.
Wow.
Korzystam z pokoju nauczycielskiego.
Czy możecie w to uwierzyć?! ;D.

Poprzewracało mi się też w głowie, bo będę mieć nowy telefon.
Co prawdę mówiąc trochę… mierzwi moje postanowienie.
Postanowienie, żeby nie kupować wypasionego telefonu tylko po to, by go mieć.
Z jednej strony trochę mi wstyd wyciągać z torebki odrapaną i starodawną Nokię.
Z drugiej – głupio będzie mi sięgać po jej nowy model ;P.
Okej, okej.
Wiem, że WSZYSCY mają już nowe telefony.
Nawet moja ośmioletnia sąsiadka i starszawa pani z naprzeciwka.
Ale biorąc pod uwagę moje ostatnie szastanie pieniędzmi, kupowanie karnetów na siłownię „bo mam ochotę”, markowych piżam „bo miłe w dotyku” (…) i horrendalnie drogich bluz „bo ładne”, wydaje mi się lekkim przegięciem, żeby jeszcze teraz szarpnąć się na telefon…
Wróć.
Nie szarpnę się.
Ja go DOSTANĘ.
Niby w dobrej ofercie, bo jako trzecią usługę za połowę w ofercie Smart Domu.
Niby tato sam zaoferował, że dostanę telefon na abonament.
Niby wiem, że nielimitowane sms-y i minuty są mi potrzebne, bo za dużo kasy wydaję na kartę, ale…
Nie umiem tego wyjaśnić ;).
Chyba tak się przyzwyczaiłam do tego, że jako jedna z nielicznych nie oceniałam swojej wartości po telefonie, że teraz ciężko mi będzie wejść do grona burżui, którzy jako jedyną swoją zaletę potrafią wymienić markę nowoczesnego gadżetu…
Już nie będę mogła powiedzieć: „Okej. Nie oszczędzam na swoich fit obse… upodobaniach ani na dro… wygodnych ubraniach, ale tak naprawdę jestem minimalistką”, kiedy równocześnie wyjmę z kieszeni nowy model telefonu ;P.
Nie wiem, czy będę umiała przyjąć naturalny wygląd twarzy, odbierając komórkę ;P.
Będzie mi się pewnie zdawało, że wyglądam na znudzoną, zblazowaną nastolatkę, której tatuś zasponsorował nowy telefon, żeby podnieść jej samoocenę...
^^
Ot tak tylko mówię.
Nie narzekam, że dostanę komórkę w prezencie ;D.
To chyba pierwszy telefon, który dostanę.
W dodatku bez okazji…

Okej.
Zaczynam niebezpiecznie przybliżać się do górnego limitu ilości znaków w poście.
Jak widzę, wolicie krótkie, małowymagające teksty, a nie elaboraty.
Kończę więc, zanim przekroczę granice przyzwoitości.
Idę czynić swą powinność.
Poprawianie pracy jest przecież bardzo fajne ^^.

PS Czy zdajecie sobie sprawę, że jutro zaczyna się weekend? ;]



http://szkola-trudnej-mlodziezy.blog.onet.pl/2012/02/14/minuta-do-wolnosci/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz