...

...
M.

niedziela, 1 lutego 2015

"Na VIPa" , czyli Pierwszy Raz u... ;]

Krótki moment zawahania.
Szybki bilans zysków i strat.
Spontaniczna decyzja.
I ciach!

Dosłownie ;P.
Ta daaam!
Wczoraj zmieniłam fryzurę ;D.
Zdziwieni?
No tak.
M. zawsze miała długie włosy.
W. zawsze miała naturalny, mysi kolor.
M. bała się zmian.
M. nie chodziła o fryzjera.
A tu proszę. 
Nie dość, że skróciłam włosy, to jeszcze je zafarbowałam ;].
I to w dodatku będąc pierwszy raz u fryzjera.
Kurde.
Pierwszy raz w tym wieku ;P.
To aż wypadało pójść do salonu na miesiąc przed 24-tymi urodzinami.
Żeby w prawie ćwierćwieczu nie przeżyć jeszcze swojego pierwszego razu, obsługiwana na fotelu jak VIP? ;P.
Teraz pluję sobie w brodę, że wcześniej nie szarpnęłam się na fryzjerkę.
Wczoraj czułam się tak rozpieszczana, że po półtora godzinie wcale nie chciałam schodzić z fotela :).

Gazetki - pod nos.
Herbatka - pod nos.
Siedziałam sobie jak królowa angielska, a kilka dziewczyn skakało koło mnie jakbym za chwilę miała wystąpić na czerwonym dywanie.
Wygodnie? Dobrze? Nie szarpiemy? Nie za zimny płyn? Posłodzić herbatę?
Masażyk głowy podczas wklepywania farby.
Masażyk podczas mycia.
Masażyk podczas drugiego mycia.
Masażyk podczas wcierania odżywki.
Masażyk podczas czesania.  
A już totalnym hitem było wycieranie mojej szyi i karku z farby, którą moja skóra wchłaniała jak gąbka ;P.
Dziewczyny praktycznie non stop stały koło mnie z wacikami, a ja zastanawiałam się, kiedy ostatni raz ktoś tak wygłaskał mi szyję.
Jakoś nie przypominam sobie, że ktokolwiek tak długo się nią zajmował ;P.
O tym, że robiły to dwie osoby na raz nie wspominając ;].

Mało tego - siedząc na fotelu, po raz pierwszy od bardzo dawna byłam tak spokojna.
Nie mogłam się ruszać, bo miałam na sobie ceratki i fartuszki.
Potem nie mogłam się ruszać, bo dziewczyny farbowały moje długie pasma.
Nie mogłam się ruszać, kiedy głowę miałam wsadzoną do umywalki.
I nie mogłam się ruszać, żeby nie wpaść pod suszarki którymi byłam bombardowana z obu stron ;P.
W efekcie wypoczęłam jak nigdy ;].
Zero biegania.
Zero latania.
Zero załatwiania.
Zero pośpiechu.
Zero stresu.
Zero zmartwień.
No, może poza tym:
"Boże, jak będę wyglądać po wszystkim....?"

Samego skrócenia się nie bałam.
Miałam już strasznie zniszczone końcówki, więc wiedziałam, że muszę je podciąć.
I ostatecznie włosy mam krótsze o jakieś parę centymetrów.
Gorzej, jeśli chodzi o farbę ;P.
Może i mysi kolor nie był jakiś wybitnie piękny, ale był naturalny.
Wszyscy mnie taką znali.
Z lekko rozszerzonymi oczkami patrzyłam w lustrze na ciemne mokre i nastroszone kędziory, które nadawały mi wygląd Domisia z bajki.
- Trochę ciemne - szepnęłam ni to na głos ni sama do siebie.
- Spokojnie, spokojnie. To dlatego, że są mokre. Po wysuszeniu kolor się zmieni - usłyszałam z boku głos fryzjerki.
Chciałam mieć kolor jak najbardziej zbliżony do oryginału, choć jak wiadomo - tak się nie da ;P.
Fryzjerki długo dobierały odpowiednią barwę.
Ale jak tu dobrać kolor, skoro kolor jest brunatno - nijaki? ;P.

Po czterdziestu minutach siedzenia z farbą na głowie i po ostatecznym wysuszeniu włosów, wreszcie odważyłam się podnieść wzrok z podłogi.
W sensie - przekierować gałki oczne z kozaków na swoje lustrzane odbicie ;P.
Kurczę.
To naprawdę ja?
Jak to możliwe, że ciemne włosy tak zmieniają wygląd?
Przełknęłam ślinę.
- I jak kolor? - spytały mnie dziewczyny z lekką nutką strachu w głosie.
Nie wiem, czy myślały, że urządzę im piekiełko pt. "Ja chcę z powrotem moje mysie włosy!" czy, że oskarżę je o umyślne pozbawienie mnie bezpłciowej fryzury.
- Kolor super. Tylko nie mogę się przyzwyczaić, że jest na mojej głowie... -  odpowiedziałam słabo, uśmiechając się blado.
Nie wiem, czy byłam blada z powodu przeziębienia, które nie odpuszcza, od chemicznego zapachu farb, od szoku na widok siebie z nową fryzurą czy może po prostu w ciemnych włosach moja jasna cera będzie właśnie tak wyglądać ;P.

Potem zapłaciłam, podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam.
Po drodze spotkałam parę osób, ale miałam czapkę niską naciągniętą na czoło ;].
W domu...
No cóż.
Reakcja mamy i siostry była dość... osobliwa.
Obydwu o mało szczęki nie wypadły z zawiasów.
"Zafarbowałaś włosy!!!" - naskoczyły na mnie z ni to oskarżycielskim ni zdziwionym głosem.
Wyszczerzyłam się w uśmiechu.
"No" - odparłam bardzo błyskotliwie.
Okręciłam się wkoło, żeby się im zaprezentować.
Cisza.
Okręciłam się drugi raz.
Bynajmniej nie czekałam na fanfary ani na deszcz konfetii, ale sami przyznacie, że mogły wydusić z siebie jakiś minimalny entuzjazm ;P.
 - Jaki to kolor? - spytała wreszcie moja siostra, odzyskawszy głos.
- Yyy... Niby ciemne blond - uśmiechnęłam się głupawo.
- No to rzeczywiście ciemny ten blond... - mruknęła A. pod nosem.

Przez dłuższą chwilę obserwowały mnie jak zwierzątko w zoo.
Oglądając, obchodząc z każdej strony i spoglądając na mnie, kiedy wydawało im się, że nie zobaczę ich spojrzeń.
Trochę to było śmieszne, nie powiem.
Czułam się, jakbym zafarbowała czuprynę na różowo albo gdybym oznajmiła im, że jestem kosmitką.
Patrzyły się we mnie z szokiem wypisanym w oczach.
Ale wszystko jest zrozumiałe.
Sama też nie od razu przyzwyczaiłam się do nowego wyglądu.
Wczoraj pobiłam chyba rekord świata w konkurencji "Przeglądanie się w lustrze".
Nawet zaniedbałam swoje "ulubione" części ciała, które zwykle poddaję obserwacji i dla odmiany wpatrywałam się tylko w twarz.
Wszystko po to, by dziś rano nie doznać zawału na swój widok.
Na szczęście tak się nie stało.
Kiedy wreszcie zwlekłam się z łóżka (pierwszy raz od dawna bez budzika!) bardziej przestraszyłam się pająka w łazience, a na swój widok zareagowałam myślą:" Ale jestem rozczochrana".
I tyle ;).

A teraz sama się chwalę w myślach, że postanowiłam napisać ostrzegawczy post o małej metamorfozie na blogu.
Może dzięki temu większość znajomych, kiedy mnie jutro zobaczy, powstrzyma się od zszokowanego wyrazu twarzy i opadniętych szczęk i beznamiętnie rzuci: "O, zafarbowałaś włosy", a potem zacznie z uwagą przyglądać się moim wyćwiczonym łydkom/ładnym butom/nowej kurtce.

PS To co, w następnej kolejności tatuaż? ;P.

http://likely.pl/zdjecie/145282/brazowe-wlosy-na-wietrze




2 komentarze:

  1. Dokładnie - ja mam dwa i ciągle mam ochotę na jeszcze :D

    OdpowiedzUsuń