...

...
M.

niedziela, 15 marca 2015

Co mam... ? ;] ^^


Mam lek na bezsenność.
Mam termofor do grzania nerek, stóp, dłoni i czego tylko chcę.
Mam budzik, co rano witający mnie w miły, nieautomatyczny sposób.
Mam czasoumilacz, posiadający funkcje: zabawiaj, rozśmieszaj, głaszcz i miziaj.
Mam powód do szybszego powrotu do domu.
Mam zapełniony grafik na piątkowe wieczory, sobotnie noce i całe niedziele.
Mam trzecią babcię i pierwszego dziadka.       
Mam w głowie masę różnych cioć, wujków i kuzynów, choć nie należą do członków mojej rodziny, a ich podobizny znam tylko ze zdjęć.
Mam wrażenie, że nagle ze zwyczajnej M. awansowałam na VIPa, którego wita się gorącymi uściskami, szczerymi uśmiechami i radosnymi powitaniami.
I nieoparte wrażenie, że jeszcze tylko fanfary, transparenty i balony, a poczuję się całkiem jak w hamerykańskim filmie ;P.
Mam dwunastoletniego kompana, który uczy mnie grać w tenisa na Wii i z cierpliwością nauczyciela udziela mi fachowych porad, a czasem patrzy na mnie spod byka mówi, że mam spóźniony refleks (^^).
Mam wykład na temat szybowców, kiedy tylko mam na to ochotę i obietnicę nocnego lotu, jak tylko nadarzy się sprzyjająca okazja.
Mam wrażenie, że na czole mam wytatuowane „Little Miss Fu***ng Princess”.
Mam to co chcę, zanim zdążę o tym pomyśleć.
Mam śniadanie robione kiedy sama wyleguję się jeszcze w cieplutkiej pościeli.
Mam rewelacyjne wegetariańskie posiłki podawane pod nos, a moim jedynym obowiązkiem jest powstrzymanie się od mruczenia i mlaskania, kiedy je pałaszuję.
(I mam przed sobą wysoko uniesione w zdziwieniu brwi, kiedy pytam: „Ale naprawdę nie przeszkadza Ci, że nie jem mięsa…?”).
Mam opierdziel za każdym razem, kiedy usiłuję słabo zaprotestować: „To może chociaż posprzątam po obiedzie” i kategoryczny zakaz zbliżania się do ścierek, gąbek i płynu do mycia naczyń.
Mam złotą rybkę, spełniającą deszcz moich życzeń.
Mam osobistego kierowcę, który pozwala mi wykładać nogi na kokpicie, przełączać piosenki, gdy leci coś, co mi się nie podoba i manipulować głośnością według własnych upodobań.
Mam własnego technika masażystę, masującego mnie wzdłuż i wszerz, speca od technologii, który ogarnia mi mój nieogarnięty telefon i tragarza, który na moje słowa: „Jestem silna" przyznaje mi racje, po czym bez wysiłku wyciąga torby z moich „silnych” ramion.
Mam nowe obowiązki i są nimi – udawanie sztangi i dawanie się wyciskać, wprowadzanie do codziennego menu zdrowszych, ale równocześnie smacznych substytutów diety i dbanie o układanie odpowiednio ciekawych i urozmaiconych treningów personalnych, w których pełnię rolę osobistej trenerki ^^.
Mam bezkarne prawo bycia sobą i główne zadanie – być szczęśliwa.
Mam poszczypane udo, na którym wciąż sprawdzam: „Śnię czy nie?”.
Mam nieobecne spojrzenie.
Mam zamyślony wyraz twarzy.
Mam takie błyski w oczkach, że dziwię się, że nie zaczęły jeszcze fosforyzować w ciemności.
Mam bezczelnie kołtuński uśmiech, który musielibyście zszyć nierozpuszczalnym szwami, żebym przestała się szczerzyć.
Mam się z kim droczyć, wygłupiać i poznawać.
I mam kogo wyzywać od Patologicznych Zakochańców i Wariatów ;].
Mam…
…chłopaka…
^^
I choć wciąż mam w sobie masę cynizmu i mniej więcej tyle samo obaw, to jednak mam też motywację, by spróbować zastąpić je dla odmiany odrobiną zaufania i pretekst, żeby wykrzesać z głębi swojego podejrzliwego serducha choć minimum odwagi i ryzyka.
Bo choć „żebym czuła się bezpiecznie” dostałam gaz pieprzowy, który noszę zawsze przy sobie, to nijak nie sprawia on, że przeszedł mi lęk przed zaangażowaniem się ;P.
A mimo, że ostatnio moim ulubionym zajęciem stało się rytmiczne powtarzanie monotematycznej wyliczanki pt. „CzyZdajeszSobieSprawęJakUpartaBuntowniczaOryginalnaWyszczekanaNiebezpiecznieSzczeraDziwnaITrudnaJestem?!?!?!”, to jednak powoli dochodzę do wniosku, że moja misja Obrzydzić  - Przestraszyć – Zrazić zakończy się totalnym fiaskiem ;].

Bo (nie)stety trafił mi się zakapior mojego pokroju.
Oryginał ceniący moją oryginalność.
Osobnik umiejący tak umiejętnie mnie podejść, że zaczynam się zastanawiać czy idę przez życie z listą życzeń wypisaną na czole.
I facet, który po raz pierwszy w życiu tańczy wkoło mnie, jakbym była królową angielską ;P.
A ja sama poniekąd przestałam już asekuracyjnie ogradzać się wysokim murem obojętności, ironicznie marszczyć nos, kiedy słyszę komplement, wzdrygać się na widok namalowanego gdzieś na murze serduszka i wywracać oczami, kiedy w moją stronę leci esemesowy potok wygwiazdkowanych buziaków…;].
Co nie znaczy, że tak od razu dam się zagłaskać na śmierć!
Ani że zacznę dziubdziać, gruchać i zwracać się do tego Patologicznego Zakochańca infantylnym tonem... ;P.
Ale myślę, że zdołał już mnie trochę rozszyfrować, więc wierzę, że jest na to przygotowany.
Może i jestem skomplikowana i trudna do przeczytania...
Za to mam łatwego do przeczytania bloga ;D.
Którego on namiętnie pochłania, co nie pozwala mi obsypać go tu gradem superlatyw, co by mu się nie przewróciło w du***.
(Wystarczy, że ja mam przewrócone ^^).

PS I tak niezależna i niepotrzebująca faceta Studniowa Singielka M. dała się zbałamucić... 
Ale nie dało rady inaczej. Jeszcze mogłabym jakoś przełknąć te obiadki i te miniaturowe wersje mnie samej zamiast źrenic w jego oczach. Ale bezbłędnych ortograficznie i składniowo esemesów, poczucia humoru, dużych liter, inteligencji i PRZECINKÓW (!!! ^^) zignorować się nie dało ;P.

http://ulubionykolor.pl/tag/poranek/






3 komentarze:

  1. Cieszę się Twoim szczęściem! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmiało to jak opis idealnego mężczyzny, a jednak taki idealny nie był, bo teraz już go nie ma w Twoim życiu:(
    Pamiętaj, że facet na początku Stara się bardzo, ale po jakimś czasie w życie wkracza codzienność i nawet Panu Idealnemu przestaje się chcieć być idealnym:(
    Ideałów nie ma, mimo że na początku znajomości może nam się wydawać, że właśnie takiego znaleźliśmy:(
    Ściskam i pozdrawiam😘

    OdpowiedzUsuń