...

...
M.

wtorek, 24 marca 2015

Smarkaty post ;P

Patrzyłam wczoraj na młodzież wylewającą się z liceum w krótkich rękawkach.
Patrzyłam na dziewczyny z gołymi kostkami i czerwonymi tenisówkami.
Patrzyłam na smarkule z kurteczkami odsłaniającymi pępki.
I cieszyłam się, że mam taką ładną zimową kurtkę w szaro - biało - miętowej tonacji... ;]
I że mam też chociaż odrobinę oleju w głowie ;P.
Kurde.
Ja też mam tenisówki.
I to w swoim ulubionym miętowym kolorku.
Też mam adidasy
Kilka par nawet ;>.
I skarpetki - stopki też mam - a jakże.
Ale będę je nosić dopiero wtedy, kiedy odkrycie kostek nie sprawi, że nogi pokryją się gęsią skórką...

Nie wyobrażam sobie, jak można iść do pracy/szkoły na rano i nie ubrać się porządnie, skoro gołym okiem widać kierowców, zdrapujących szron z szyb ;P.
Po południu, kiedy robi się cieplej - okej.
Ja sama nie zapinam zimowej kurtki pod szyję.
Nie noszę też wełnianego szalika i rękawic.
Ani mega ocieplanych butów.
Ale wciąż ubieram się tak, żeby nie dygotać z zimna..
Apaszka albo coś pod szyją musi być.
Buty też noszę kozaki albo botki, a i tak mi czasem w nich zimno, bo nie są ocieplane...

Bo wiem, że wiosna i ciepłe dni w końcu przyjdą.
Prędzej czy później.
Więc wiem, że jeszcze zdążę się nacieszyć adidasami, tenisówkami i sukienkami.
Które póki co kolekcjonuję.
Sukienki w sensie ;P.
Wczoraj po pracy kupiłam w second handzie lekką zwiewną w kolorze cielistym.
Fruwają po niej jaskółki ;].
Ja sama pofruwam w niej chętnie jak będzie ciepło.
Prawdziwe, nie pozorne... ;).



Chcecie wiedzieć, jak mi minął weekend, czy średnio Was to interesuje? ;P
Jeśli średnio Was to interesuje to macie racje.
Bo weekend też minął mi średnio.
Mianowicie chorowicie ;P.
Ogólnie to siedziałam w domu i jedyne wyjścia jakie zaliczyłam, to wizyta u lekarza.
W sobotę i niedzielę byłam u K.
Który jest równie chory, jak ja ;P.
Wprawdzie nie miał w zeszłym tygodniu mdłości i nie nabawił się zapalenia spojówek, za to rycha jak gruźlik, bijąc mnie na głowę z konkurencji: "Kto mocniej kaszle".
Ogólnie oboje czujemy się ciut zdechnięci i osłabieni.
Chociaż mi w piątek trochę przeszło, kiedy K. wyskoczył przede mnie z bukietem wiosennych tulipanów, pudełeczkiem z borówkami amerykańskimi i bochenkiem świeżego chleba, który sam upiekł ^^.
Kwiaty bez okazji (chyba, że z okazji Dnia Pisarza z 3 marca albo Dnia Wody z 22 -go ;P), ulubione smakołyki i facet, który piecze chleb potrafią poprawić zasmarkany nastrój ;D.
Tak przy okazji - nawet teraz prześcigujemy się z K. w wysmarkiwaniu z siebie tony smarków, co brzmi dość zabawnie, kiedy rozmawiamy przez telefon ;D :D ;D.



Wczoraj w pracy było w miarę lajtowo.
Dzieci nie wymęczyły mnie aż tak jak zwykle.
Korepetycje bez chrypy (zostało mi tylko leciutkie zaciąganie i nosowy głos) też wypadły o niebo lepiej niż tydzień temu.
Mimo to po południu skapitulowałam i dwie godziny z haczkiem spędziłam w łóżku, nie trybiąc co się wkoło mnie dzieje...
Dziś też na przemian leżę, czytając książkę ("Kaiken" J.Ch.Grange) i kichając, drzemię budząc się tylko po to, żeby zasmarkać trzy chusteczki i zmienić pozycję, piję herbatę z cytryną, zażywając w międzyczasie syrop na kaszel...
To by było na tyle, jeśli chodzi o powrót do zdrowia ;D.
Antybiotyk dalej zażywam, dalej jem tylko wtedy kiedy mam ochotę i tylko na co mam ochotę.
Obiady na przykład omijam szerokim łukiem ;P.
Wyjątkowo mi nie leżą.
Nie ma NIC, na co miałabym ochotę.
W sumie to też właśnie wtedy zwykle kimam, więc przeważnie po prostu przesypiam dinner time.
Budzę się z wysuszonym gardłem i przysysam się do kubka z wystudzoną herbatą jak alkoholik do flaszki z wódką.
Woda z cytryną i truskawkowe smoothie też są fajne zamiast zupy.
Albo soczysta pomarańcza zamiast ryżu z warzywami.
Mmm... ;].
I tylko fakt, iż moja obecna faza cyklu przez weekend napędzała mnie do jedzenia szarlotki i gorzkiej czekolady oraz fakt, iż właśnie przepadł mi karnet na siłownie sprawia, że choróbsko nie wyzssie ze mnie tłuszczu ^^.
A i wczorajsza wizyta przyjaciółki, która przyszła do mnie na herbatkę i przyniosła mi podwójną (!!!) porcję szarlotki, której 90% stanowiły jabłka też raczej nie pozwoli mi zachować wymizerowanej sylwetki dłużej niż do następnego weekendu ;P.

PS Tak więc zgrabnym ruchem z fit M., która codziennie biega na siłownię przeszłam na przymuloną i ospałą M., która śpi w ciągu dnia, z twardej niezależnej singielki zmieniłam się w ciepłą kluchę, która podnieca się na widok tulipanów, a z fanki bluz przeszłam na fankę trampków i sukienek ;] ^^. Hmm... ;)


http://likely.pl/zdjecie/698205/dziewczyna-w-modnych-trampkach




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz