...

...
M.

poniedziałek, 9 marca 2015

W dzień urodzin ;]

W przeddzień urodzin dostałam bardzo pozytywną wiadomość, która zrobiła z moich oczu ping pongi, a ze źrenic wielkie czarne jeziora ;).
Chociaż nie była to wiadomość z cyklu: "Zawał na 24 urodziny", bo już wcześniej byłam na nią przygotowana ;).
W dniu urodzin pierwsze życzenia dostałam równo o północy ;).
Na żywo, na szybko, na ulicy.
Zapewne ku uciesze moich sąsiadów ;P.
Rano zostałam zbombardowana esemesami.
Za które bardzo, bardzo dziękuję ;].
Zostać obudzona miłymi słowami od osób, które pamiętają - bezcenne.
W dniu urodzin pierwsze słowa, jakie usłyszałam brzmiały: "Zostawiłaś wieczorem laptopa i torbę na przedpokoju. Czemu zawsze musisz robić taki bałagan? Posprzątaj to szybko! Bla, bla, bla", co ostudziło mnie bardziej niż deszcz konfetii, którego się spodziewałam ;P.
No okej.
Może nie spodziewałam się deszczu konfetii.
Ale deszczu wyrzutów też nie ;P.
Chociaż zaczynam już się powoli przyzwyczajać do tego, że o moich urodzinach i imieninach się zapomina. Tłumaczę sobie to w ten sposób, że przynajmniej nie będę się miała za pępek świata i nie będę się czuła najważniejsza, ale mimo wszystko w urodziny człowiek ma prawo czuć się przez chwilę pępkiem świata, więc... ^^.
W dniu urodzin mama pookurzała za mnie cały dom, robiąc mi największą niespodziankę, jaką mogła mi zapewnić.
Potem pojechała ze mną na zakupy i do weterynarza.
Tzn. tylko jako kierowca ;P.
Z szynszylastym.
W dniu urodzin byłam zmęczona już o dwunastej.
W południe ;D.
Po długim łażeniu po supermarkecie z szynszylem pod bluzą.
Po ogarnianiu serwetek, ciastek, jedzenia i rurek z dziewczęcym motywem dla gości poniżej 18 roku życia.
Po siedzeniu na poczekalni w lecznicy dla zwierząt i pilnowaniu, by collie, beagle i yorki nie wyczaiły, że trzymam gryzoniastego w ramionach.
W dniu urodzin nie miałam czasu poćwiczyć z Mel B, za to mogłam ponosić ciężary (zakupy), polatać z mopem i poćwiczyć zdolność multitaskingu, kiedy zamiatałam troty szynszyla, składałam ciuchy z prania i w międzyczasie kroiłam warzywa na sałatkę, ramieniem trzymając telefon i dziękując za życzenia ;).
W dniu urodzin odwiedziły mnie same najbliższe osoby w liczbie dziesięcioro dorosłych i trójki małoletnich.
Najmłodsza uczestniczka imprezy miała dwa miesiące ;P.
W dniu urodzin wreszcie przekonałam się, że niemowlak to dla mnie pryszcz, a podnoszenie, układanie do snu i przekładanie malutkiego dziecka na rękach to nic prostszego.
Podobnie jak uspokajanie, usypianie i kołysanie niemowlęcia przy jednoczesnym zabawianiu gości ;].
Ma się tę wprawę dzięki Toś ;P ^^.
W dniu urodzin chciałam wszystkim zrobić dobrze.
Z każdym pogadać, każdego docenić, z każdym spędzić trochę czasu.
Nie dało się ;P.
Zniosłam dziewczynkom kredki i puzzle ze strychu, pograłam z nimi w Memo i poganiałam je wkoło kominka, ale miałam wyrzuty, że nie siedzę z gośćmi przy stole.
Siedząc z gośćmi przy stole miałam wyrzuty, że nie noszę Małej na rękach i że jej mama musi sama się nią zajmować, a przecież musi to robić 24 h/dobę.
Zajmując się Małą miałam wyrzuty, że nie zamieniłam słowa z przyjaciółką.
Zamieniając słowo z przyjaciółką w zaciszu jadalni, miałam wyrzuty, że nie miałam czasu dłużej pogadać z kuzynką...
Itp. Itd.
"Zjedz coś" - słyszałam co chwilę i miałam ochotę popukać się w czoło, bo od tego latania całkiem zapomniałam o czymś takim jak apetyt ;P.
Piłam tylko soczek pomarańczowy między rozmowami z dorosłymi, a zabawą z dziećmi, a drinka sączyłam przez cały wieczór i w efekcie nie miałam ani fazy ani głupawki ;].
W dniu urodzin sprezentowałam dziewczynkom opaskę do włosów i czapeczkę, bo postanowiłam sobie, że moją nową tradycją będzie dawać prezenty z okazji urodzin :P.
I tak nie miałam czasu zrobić tego co chciałam, czyli odwiedzić Toś, ciocię - babcię i znajomych staruszków, ale poprawię się za rok.
Jak będzie mnie stać na wynajęcie ekipy organizującej urodziny i animatorów zabaw dla dzieci ^^.

W dniu urodzin byłam przeszczęśliwa, że mogę spędzić czas w miłym znajomym gronie.
I że telefon mi się urywa.
I że mam pomocników do znoszenia naczyń.
I chętnego do ich mycia ;P.
No i że wszyscy znali mnie tak dobrze, że dostałam to, co lubię.
A więc zamiast czekoladek - dwa ananasy.
Jeden z czerwoną kokardą ;P.
I wódkę ananasową ;D.
Plus wielkie, soczyste mango.
Bukiet czerwonych róż.
I kolorowych tulipanów ;].
Miętową bluzkę z Małą Mi (^^).
Miętową kopertkę z pieniędzmi na miętowy zegarek.
Miętowo - szaro - białą apaszkę.
Kubek do zaparzania ziółek z chińskiej porcelany z miętowymi motywami ( :D).
Ziołowo - owocową sypaną herbatkę na "Spokojny Sen".
Domowej roboty crunchy z orzechami i żurawiną w gustownym szklanym słoiku.
Owoce, owoce, owoce.
I kopertkę od babci ;).
Mmm... ;D.
Od razu widać, że wszyscy dobrze mnie znają ;].
Nie dostałam nic różowego, nic błyszczącego, nic kiczowatego, nic niepotrzebnego, nic słodkiego i nic świętoszkowatego ;D.

A jak się czuję w wieku 24 lat?
Normalnie, zwyczajnie, bez zmian.
Tylko bardziej mi miętowo ;P.


PS Jeszcze raz dziękuję wszystkim za życzenia. Zwłaszcza te osobiste na żywo, telefoniczne i wysłane w prywatnych wiadomościach. Ale te facebookowe też są miłe, szczególnie od tych, od których się ich kompletnie nie spodziewałam ;).
Dziękuję za pamięć. I szczere, trafione życzenia ;). Dziękuję ;).

http://www.mjakmama24.pl/rodzice/uroczystosci/urodziny/kogo-zaprosic-na-urodziny-dziecka,494_4761.html





2 komentarze: