...

...
M.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Poniedziałkowo ;]

To tylko ja planując weekend, w głowie układam sobie listę zadań do zrobienia, a potem, kiedy okazuje się, że nie umiem rozciągnąć doby do 50 godzin - frustruje się, spinam, a wreszcie daję się przekonać, że nie ma co się tak spalać, biorę głęboki wdech iiii... w efekcie robię wielkie NIC ;P.
To tylko ja mogę cieszyć się jak głupia, że dostałam zaproszenie na roczek swojej eks podopiecznej, na co mówiąc szczerze - skrycie czekałam... ;P.
To tylko ja chodzę po całym mieście i szukam czegoś fajnego na prezent, żeby upominek był niezobowiązujący, nie za drogi i dany od serca, a w ostateczności kupuję praktyczny kubek niekapek 12 miesięcy + i twardą książeczkę o owieczce, bo znalezione zabawki podchodzą pod kategorię "chińskich badziewnych shitów bez atestu".
To tylko ja kupuję kartkę urodzinową dla dziecka, które czytać nauczy się najwcześniej za parę lat.
To tylko ja jako "młodsze rozpuszczone" kupuje drobiazg dla starszego brata solenizantki, żeby mu nie było przykro, że Toś zgarnia upominki, a on nie.
To tylko ja nie jem obiadu ani nic treściwego przez wyjściem z domu, bo przecież skoro nie mam ochoty, to po co jeść? ^^.
To tylko ja decyduję się w kawiarni na owocowe lody z owocami, odmawiając jedzenia tortu.
To tylko ja ewakuuję się z imprezy, biorąc na spacer niemowlaka w wózku, po czym dopada mnie dwójka szkolnych dzieci "na doczepkę" , więc muszę pilnować całej tej ferajny, dbać żeby nie zmokła, nie zmarzła i jeszcze się nie nudziła ;].
To tylko ja spędzam na kinderbalu, gdzie jestem jedyną osobą bezdzietną całe trzy godziny, pilnując raczkującego szkraba, rozmawiając z młodymi mamusiami i pijąc zieloną herbatę i się nudzę, a wręcz - jestem zadowolona i "na miejscu".
To tylko ja wracam do domu z imprezy głodna jak wilk i wyciągam K. na sałatkę, którą pałaszuję, jakbym nie jadła tydzień.
To tylko ja jestem takim zadziorem, który mówi co myśli, nie boi się wyrażać siebie i ogólnie robi co chce, ale jak coś go "boli" w związku ze związkiem, nie umie powiedzieć o co chodzi, bo... nie wie o co mu chodzi... ;].
To tylko ja za wszelką cenę chcę uchodzić za twardą, ale jak wieloryb wypuszczam z siebie fontanny łez, kiedy mama opowiada mi o drastycznym przypadku dziecka z TV.
To tylko ja potrafię przejmować się wszystkim - pracą, studiami, prywatnymi sprawami, zdrowiem szynszyla i problemami całego świata tylko po to, żeby po chwili martwić się wielkością tyłka.
To tylko ja nie umiem sobie odpuścić i wyluzować się, kiedy mam wrażenie, że ktoś się ze mnie nabija.
To tylko ja stawiam sobie granice, które za bardzo mnie ograniczają.
To tylko ja wolę oglądać "Szybkich i wściekłych" albo "Snajpera", niż skusić się na Grey'a albo jakąś komedię romantyczną.
To tylko ja chodzę po ścianach i nie śpię do 2, kiedy wypiję kawę z Orlenu.
To tylko ja przeglądając Instagramowe fotki dziewczyn, które mają równie dużo powodzenia u facetów, co kasy w portfelu, stwierdzam, że laski szpanują robiąc zdjęcia eleganckim ciuchom z metkami i szpilkami od znanych projektantów, po czym dla śmiechu robię zdjęcie swoich nóg w dżinsach i butach (równie miętowych, co markowych^^) po to, by potem dojść do wniosku, że miętowe kolory tak ładnie komponują się z pastelowym odcieniem bluzy i błękitem dżinsu, że zdjęcie ostatecznie ląduje na blogu... ;).


PS Zmęczona wyzwaniami pracy i trzylatkami, które oblazły mnie dziś jak mrówki, przestraszona dzieckiem, które nabiło sobie przy mnie guza na czole, zmartwiona szynszylem, który nie je i jest apatyczny, zestresowana zbliżającymi się deadline'ami i najedzona jogurtem naturalnym z borówkami, oczekuję na maturzystkę, którą będę przygotowywać do matury z angielskiego. Potem biorę się za korekty, porządki i obiad. Cóż za uroczy poniedziałek ;P.



2 komentarze: