...

...
M.

sobota, 9 maja 2015

Niezmierzalna ;]

Jest ze mną związany dziwny fenomen.
Może to przez chorobę, którą przeszłam.
Może przez antybiotyk, który brałam.
Może przez jeszcze milion innych, różnych rzeczy.
Mimo to zjawisko jest dość osobliwe...
Mam strasznie zaniżoną temperaturę ;P.
Nie wiem czemu, nie wiem z jakiej przyczyny i nie wiem, co owa temperatura oznacza.
Wiem jedno.
Jest niska ;D.

W sumie to nie tak, że dopiero teraz to zauważyłam.
Wcześniej zawsze byłam zimnokrwista.
Lodowate dłonie, lodowate stopy.
Całe ciało też raczej chłodne.
Od mojej siostry buchał żar, ode mnie chłód.
Szybko siniało mi ciało, usta szybko robiły się fioletowe.
Na basenie to jeszcze rozumiem.
Ale w normalnych, zwyczajnych sytuacjach?
Kiedy wcale nie ma globalnego ochłodzenia?
I byłoby to o tyle śmieszne, gdyby nie fakt, że na ogół wcale nie jest mi zimno ;D.
Czasami okej, rzeczywiście trzęsę się i telepię jak w febrze.
Ale czasami mam energię, nosi mnie, czuję się idealnie, a ciało ma fioletowy odcień, no i temperatura mi leci na łeb na szyję.


I przeważnie wygląda to tak:
Jest mi chłodno, ale nie zamarzam.
Ciało jest dość blade, czasami sinawe, ale nie wyglądam jakbym wyszła z zamrażarki.
Ręce są lodowate, ale to norma.
Jak są letnie, ciepłe, gorące - też nic to nie zmienia.
Jest mi dobrze, nie jestem senna, nie jestem chora.
A temperatura oscyluje między 33 - 35 stopni.
Z tym, że 33 zdarza się już coraz rzadziej.
Najczęściej jest to temperatura między 34, a 35.
Czasaaaami od wielkiego dzwonu podskoczy do 35,5 albo nawet osiągnie 36 stopni.
I raczej nie więcej.
O 36,6 czy wyżej mogę pomarzyć.
Udało mi się raz "złapać" 36,4.
Uważam to za wielki sukces ;].
Nie pamiętam, co zrobiłam, że tak się rozgrzałam.
Chyba pomyślałam o lipcowej obronie pracy magisterskiej albo pooglądałam zdjęcia ptaszników w necie ;D.

http://www.comicvine.com/forums/battles-7/sub-zero-vs-elsa-1541881/




Nie wierzycie mi, prawda?
Myślicie, że ściemniam albo mam zepsuty termometr, tak?
W większości przypadków mierzę się jednym termometrem.
Ale próbowałam też innych i efekt jest taki sam.
W rtęciowym cioci, który zaczyna się od 35 stopni w ogóle nic się nie naciągnęło.
W sumie się nie dziwię, bo skoro na Braunowskim wyszło mi 33,8 to raczej jest to mniej niż 35... ;].
U znajomych, którzy mieli termometr elektroniczny, który przykłada się do czoła, początkowo nie dało mi się zmierzyć temperatury.
Byłam niezmierzalna.
Próbowaliśmy, szukaliśmy...
Nic.
Dopiero wyszukiwanie co cieplejszych miejsc na ciele zowocowało pokazaniem 34 stopni z haczkiem...
Bodajże gdzieś za uchem ;P.

Nie przejmuję się tym i ogólnie nie martwię.
Wprawdzie noszę przy sobie termometr i mierzę temperaturę w różnych sytuacjach, żeby obczaić co wpływa na moją ciepłotę.
Czasami używam termometru zanim wyjdę z łóżka.
Czasami robię to, kiedy mi zimno.
Czasami po intensywnym wysiłku fizycznym, kiedy jestem mocno rozgrzana.

Staram się też zawsze mieć przy sobie jakąś bluzę, gdybym zmarzła, codziennie jem ciepłe śniadanie (albo chociaż piję gorącą herbatę) i jem minimum jeden ciepły posiłek w ciągu dnia (przeważnie obiad).
Nie dopuszczam do długich przerw między posiłkami.
Jak jem/piję coś zimnego, pilnuję, żeby być ciepło ubrana.
No i mierzę temperaturkę ;D.
Efekty?
Po nocnym, pełnowartościowym śnie osiągam najwyższe parametry - około 35 stopni.
Najniższe (33-34) jak jestem słaba i zmarznięta.
Głód też ma dużo do rzeczy.
No i po wypiciu herbaty mam 36 stopni, jeśli mierzę ciepłotę w ustach.
Ale nie wiem czy to czasem nie dlatego, że jama ustna jest rozgrzana rooisobem z miodem Manuka...
Na ogół jednak termometr wsuwam pod pachę i nie kombinuję z żadnymi innymi dziwnymi miejscami pomiaru ;P.
If You know what I mean... ;]

Może kiedyś przy okazji spytam lekarza o co chodzi i czym to może być spowodowane.
Powodów może być multum.
Od złej diety, po osłabiony organizm, przez leki, wegetarianizm, nadaktywność i "taką urodę" po schorzenia, o których nie chcę wiedzieć ;).
Mimo to obawiam się o swój metabolizm i spalanie. No i częste infekcje.
Jeśli nic mi nie jest i zaniżona temperatura to jedno z wielu moich dziwactw - okej.
Jeśli nie zwalczam wirusów, nie spalam i nie mogę utrzymać prawidłowej ciepłoty - trochę lipa...
Póki co wciąż używam jednego termometru, choć planuję kupić jeszcze ze dwa inne, żeby mieć możliwość porównania. Najlepiej, żeby nie były to klasyczne "pod pachę", a jakieś do pomiaru z czoła albo ust. Nawet, jeśli to będzie smoczek ;D :D ;D.
Bo jak na razie mogę tylko prosić bliskich, żeby mierzyli temperaturę po mnie i żebyśmy sprawdzali, czy termometr nie zaniża.
Czasem chyba trochę zaniża, ale nawet jeśli to wydaje mi się, że jest różnica jeśli u kogoś pokaże 35,8, a u mnie 33, 2... ;P.


PS To co? Mogę śmiało śpiewać "Mam tę moc", nosić błękitne rękawiczki Elsy i bawić się w Królową Lodu...? ;]













1 komentarz:

  1. z taką temperaturą to prawie nadajesz się do kostnicy. Uważaj na siebie! Chyba muszę się tam przejść :D na kontrolę i nie tylko! A dokumentacja fotograficzna mnie rozwaliła! :D

    OdpowiedzUsuń