...

...
M.

sobota, 27 czerwca 2015

Szarości/puszystości

Balsam pod prysznic Nivea, bez którego zapachu nie mogę żyć.
Kolorowe lakiery do paznokci, dla których mam nadzieję znaleźć wreszcie inne zastosowanie niż ozdabianie półki pastelowymi i letnimi barwami.
Pachnące nowością książki z Empika, które mam zamiar nie tylko wąchać, ale i wreszcie na spokojnie czytać.
Stos dresów i szortów w różnych odcieniach mięty i szarości.
Miękkie bluzy, ulubione koszulki, pachnące markery, piżama z Myszką Minnie.
Air Maxy z miętowymi wstawkami, sfatygowane buty do biegania, trampki, które kiedyś były białe.
Trzy pełne torby, wybrzuszone w paru miejscach, jedna foliowa reklamówka z Nike, kilka pudełek po butach, ekologiczna płócienna torba.


Półki świecą pustkami i tylko miejscami widać na nich odrobinę kurzu.
Łóżko jest nagie bez kocyka, poduszek i czarno białej pościeli w baranki.
W koszu wylądowały zwietrzałe płatki śniadaniowe, sfermentowane kiwi i resztki z lodówki.
Tak jest - wyjeżdżam ;).
W sumie tylko na szesnaście dni, ale ostatnio tak długo byłam w domu pół roku temu, w święta.
Można więc powiedzieć, że teraz znów będzie święto ;P.
Wywożę już też większość swoich rzeczy, żeby w sierpniu mieć mniej zabawy z pakowaniem.

Jak spędzam ostatni tydzień w Rzeszowie?
Załatwiając ostatnie uczelniane sprawy (wszystkie wpisy zrobione, praca mgr oddana, egzaminy zaliczone) i pracując.
Znów ciągnę ósemki na zastępstwo.
Usypiam maluchy, pilnuję, żeby dokładnie umyły ząbki i żeby podciągały spodenki po pas, a nie po szyję po wyjściu z kibelka.
Uzupełniam też dziennik swoimi podpisami.
Pomagam przy szykowaniu występów na koniec roku.
A wieczorami się chilloutuję.
Ćwiczę z Mel B., czytam, piszę.
Wczoraj byłam nawet na zakupach w Galerii (szarości i mięta, odzież sportowa - nic nowego...) i w kinie z przyjaciółką.

Wracam do domu późnym wieczorem z tatem, który po mnie przyjedzie.
Jakoś nie widzę swojego powrotu z tyloma rzeczami w autobusie ;)
Przyszły tydzień jest dla mnie jedną wielką niewiadomą, bo miałam bawić dziecko w swoim mieście, a pani dyrektor przedszkola właśnie prosiła mnie o zastępstwo na początek tygodnia i namawia na bezpłatny kurs rozmawiania z trudnymi klientami od środy do piątku.
Póki co kalendarz z kotem Simona pozostawiam pusty na początek lipca. Niech się nazywa, że mam wakacje ;).


Oczywiście najbardziej cieszę się z tego, że jadę w swoje rodzinne strony.
Trochę znudziło mi się miasto i codzienna gonitwa.
Siłownia, fajna trasa do biegania, galerie i praca to nie wszystko.
Mam ochotę połazić boso wkoło domu, iść wyrzucić śmieci w szortach od piżamy, chodzić całymi dniami w bluzach i dresach.
Zrobić porządki w swoich pięcioletnich notatkach ze studiów, powyrzucać co niepotrzebne.
Zrobić błysk w pokoju, może nawet ogarnąć klatkę po szynszylu.
Gdyby żył Borys - zajmowanie się nim i rozpieszczanie go zdominowałoby większość czasu spędzonego w domu. Teraz pewnie całe uczucie przeleję na Pedrowatego ;).
Powoli jednak zaczyna dopadać mnie chęć, żeby znów mieć coś swojego.
I nie - nie włączył mi się instynkt macierzyński. Dalej nic w tej kwestii ;].
Myślę raczej o czymś małym, piszczącym i puchatym, wymagającym opieki i dającym dużo radości.
Chociaż póki co jednak nie mogę sobie na to pozwolić, skoro będę prowadzić tułacze życie chwilę w Rzeszowie, chwilę w domu.

Ze zwierzakiem czy też bez niego - dobrze, że wracam.
Przeogromnie cieszę się na myśl, że przez okno zobaczę łąkę i pasące się konie, a nie bloki i trzepaki.
Napawam się tym, że na spacery będę chodzić do lasu i nad rzekę zamiast na Rynek.
Oczy mi świecą, kiedy uświadomię sobie, że znów będę mieć swój pokój dla siebie i wolne wieczory, spędzane może i trochę na nauce do obrony, a może na pluskaniu się w basenie, czytaniu na kocu rozłożonym na przydomowym trawniku, na piciu Earl Greya u cioci za płotem.
Mmm... ;]
I nawet myśl, że może nie będzie tak sielankowo, jak mi się wydaje, że i tak będę pracować jako niania i że w domu nie będzie tak słodko, miło i uroczo, wcale nie zaciera mi tych marzeń.
No, może co jedynie lekko je przysłania, zasnuwa delikatną mgiełką.
Może minimalnie kłuje, mniej więcej jak brak jednego punktu do wyższej oceny albo drażni jak zadziorek przy paznokciu.
Ale wciąż nie jest w stanie odebrać mi entuzjazmu ;).
Ani nadziei, że kiedyś doczekam się niczym niezmąconego spokoju, którego nie będę musiała sobie wyobrażać, a który będzie stałym repertuarem każdego dnia ;)


http://www.tapetyczne.pl/tapeta/164-szary-spiacy-kotek-w-ludzkiej-dloni


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz