...

...
M.

sobota, 11 lipca 2015

Dobry dzień ^^

Dzieeeń dobry, podglądacze ;P.
A może powinnam powiedzieć - czytelnicy.
Chociaż to tak szumnie brzmi...
Jakbym co najmniej była światowej sławy pisarką i witała Was, stałych fanów i wiernych czytelników, dostojnie pisząc poważny i godny uwagi tekst.
Niestety jak wiadomo dostojności i powagi jakoś mi brakuje.
Szczególnie teraz, kiedy wałęsam się po domu w wielgachnej, rozciągniętej szaro białej koszulce z Kłapouchem i białych skarpetkach stopkach.
Bez spodni, jak zauważyliście.
Bardzo poważny strój, doprawdy ;P.
W uszach mam białe zamkowe kolczyki, które też wyglądają średnio poważnie.
Zero ładu i okrzesania.
Jedynie wkoło mnie, czyli w moim pokoju wciąż utrzymuje się nienaganny porządek, bo z lekką obsesją podchodzę teraz do stanu pustości biurka i szafek.
W sensie - nic nie może leżeć na meblach, bo robię się nerwowa.
Jedyną taryfę ulgową mają notatki do obrony i barwne markery, które piastują wysokie stanowisko w centralnej częsci biurka.
Leżą tam częściowo dlatego, żeby zachęcały mnie do nauki, częściowo, żeby sprawiać wrażenie, że mieszkają na biurku u wciągniętej w wir przygotowań ambitnej studentki ;).

Jak już widzicie - dziś mam dobry dzień, co widać po tytule i po treści.
Tytuł częściowo wpisałam dla zrekompensowania poniedziałkowego złego dnia, częściowo za sprawą kapselka, którego dziś podsunął mi Tymbark w soku marchewkowo jabłkowym ("Dziś jest Twój dobry dzień"), częściowo dla śmiechu.
Nie wiem na dobrą sprawę, co dziś sprawiło, że mam taki dobry nastrój, a bezsprzecznie jest dobry.

Dziś miałam wolne od bawienia dziecka, więc bezczelnie zostałam w łóżku do ósmej dwadzieścia.
Powolne śniadanie, powolny prysznic.
Wyprostowane włosy, pomalowane rzęsy.
I dresy, dresyyy ;P.
Nie musiałam silić się na elegancję, nie musiałam ubierać się ładnie.
Mogłam przyowdziać jasnoszare mega miękkie spodnie, czarny T-shirt i luzackie kolczyki.
I wskoczyć do auta, robiąc swoją ulubioną rundkę.
Jak wygląda moja ulubiona rundka?
Numer 1. biblioteki, 2. zakupy, 3. załatwienia.
Dziś tylko punkt 2 i 3.
Zakupy bez szału, bo wzbogaciłam się jedynie o dwa kartony mleka sojowego, które ostatnio idą u mnie jak woda, świeże maliny, świeżą jagodziankę i ciemne pieczywo.
Ostatnio nie mam potrzeby kupowania ubrań, butów ani innych takich, więc można powiedzieć, że oszczędzam.
Chociaż jak się przypatrzę, ile papierowych wydaję na jedzenie, robi mi się słabawo ;P.

Z załatwień poroznosiłam swoje CV i przesiedziałam czterdzieści minut w Plusie, rozkminiając na co i za co dostałam za wysoki rachunek za abonament.
I jeszcze byłam u lekarza, bo ostatnio zrobiłam sobie badania, więc poszłam je przeanalizować z doktorem.
Ogólnie okaz ze mnie na pokaz. Wegetarianka miód malina ;). Wyniki rewelacyjne, żadnych nieprawidłowości.
A temperaturą mam się nie przejmować.

No a teraz jak już wspomniałam, siedzę na łóżku połowicznie tylko ubrana i piszę.
Żeby humor był całkiem dobry musiałam sobie urządzić godzinną sesję pisania, bo bez tego dzień byłby niekompletny ;).

Dziś mój ostatni piątek pseudowakacji.
Jutro sobotnie obowiązki, w niedzielę pakowanie i wyjazd.
Taaa - w Rzeszowie też będę sama na mieszkaniu, bo współlokatorki są w domu, ale mimo to dom to dom.
Tu mam podwórko, taras, ogródek i rzekę, tam tylko park, galerie i równy chodnik.
Póki co siedzę sama w domu, więc jest cicho, przyjemnie i spokojnie, a jedyne dźwięki to szum wiatru z otwartego na oścież okna (a wietrznie dziś, muszę przyznać), poszczekiwanie mojego psa, któremu wydaje się, że każdy przechodzący obok naszej posesji przechodzień (niezależnie od tego czy to sąsiad idący o lasce czy trzylatek na trójkołowym rowerku) jest podejrzany o nieszczere i niecne zamiary i oczywiście klawiatura wprawiana w ruch moimi palcami, co jest chyba jednym z moich ulubionych dźwięków ;].
Na ten dzień nie mam zaplanowane nic, co też jest pewnego rodzaju dobrą wiadomością.
Wczorajszy pichcący czwartek zaowocował pieprzną zupą krem z pomidorów z ryżem i soczewicą z warzywami, które wymagają jedynie podgrzania, więc dziś mam fajrant od stania przy garach.
Porządki niestety nie utrzymują się w moim domu dłużej niż 12 godzin, więc od miotły się dzisiaj nie wymigam, ale po wymuszonym przez pisanie siedzeniu chętnie dla odmiany poruszam się przy mopie.
No i tyle.
Podglądacze ;P.
Tfu - czytelnicy ;].
Czytacie to przecież, si?
Nawet jeśli poziom moich tekstów daleko odbiega od powagi :).
Ale spokojnie.
Kiedyś napiszę coś porządniejszego.
Obiecuję ;)

PS Dobrego dnia wszystkim! ;] Niech będzie miły, beztroski i nieplanowany w każdym calu ;).


http://pinka.pl/pin/23607/to-bedzie-dobry-dzien#.VZ-ydfkQjIU




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz