...

...
M.

piątek, 10 lipca 2015

Na trzy czwarte ;]

Jestem wypoczęta.
Ale tylko na trzy czwarte ;P.
Czemu?
Bo mam trzy czwarte wakacji.
Po pierwsze - mam tylko dwa tygodnie dla siebie.
Potem na miesiąc wracam do Rzeszowa i do pracy w przedszkolu.
Poza tym codziennie bawię dziecko, więc równoważę sobie dni wypełnione zajęciami na uczelni ganianiem po alei za trzylatkiem i jego laufradem, bieganiem za dzieciakiem z bułką z serkiem i namawianiem go do założenia czapeczki przed wyjściem na upalny skwerek przed blokiem.
No i wciąż jeszcze wisi nade mną groźba obrony ;).
Najbardziej odetchnę więc po piętnastym.
Do tej pory nie mogę całkowicie się skupić na odpoczynku.
Na pisaniu też ;).
Korci mnie, ciągnie, nosi... Nawet nie wiecie jak bardzo.
Ostatnio w nocy, kiedy K. już liczył baranki (i to nie tylko te na mojej pościeli), dorwałam się do laptopa.
- Co robisz? - spytał w pewnym momencie zaspanym głosem, łypiąc jednym okiem znad poduszki, co wyglądało dość złowieszczo w błękitnym świetle emanującym z laptopa.
- Piszę - odpowiedziałam konspiracyjnym szeptem, jakby nie wypadało mi pisać tylko tkwić z nosem w notatkach.


Odliczam tylko dni do piętnastego i obiecuję sobie, że pierwszy wieczór po obronie poświęcę bezkarnemu pisaniu do nocy ;P.
Mają ludzie dziwactwa, prawda? ;)

Jednak mimo widma egzaminu ostatnie dwa tygodnie mogę zaliczyć do najbardziej udanych w tym roku.
Nawet pomimo codziennej pracy, zawsze mam co najmniej kilka godzin dla siebie.
Początkowo nie wiedziałam, co z nimi zrobić, taka byłam zszokowana wolnymi popołudniami i wieczorami ;].
Bywało więc, że po prostu siedziałam i napawałam się wolnym czasem.
Siedziałam na schodku na tarasie i pozwalałam włosom schnąć na słońcu.
Siedziałam w cieniu iglaków z książką i pilnowałam, żeby tkający pajęczynę pajączek nie spuścił mi się na głowę.
Siedziałam przy kuchennej wyspie i przysłuchiwałam się siostrzano - maminej paplaninie.
Siedziałam przy biurku i malowałam paznokcie (wreszcie po miesiącach posuchy się udało ;P).
Siedziałam po ciemku na łóżku i słuchałam burzy za oknem.
Siedziałam u cioci i sączyłam wodę z cytryną.
Siedziałam u koleżanki i piłam mrożoną kawę.
Siedziałam i machałam bezmyślnie nogą.
Siedziałam i czytałam, choć rozpraszałam się mniej więcej co piętnaście sekund, pozwalając błądząc swoim myślom w bliżej nieokreślonym rejonach swojego umysłu.
Siedziałam i oglądałam filmy z K., nadrabiając tym samym porządne filmowe zaległości.
Albo też siedziałam i nic nie robiłam.
Po prostu ;).
To takie przyjemne i relaksujące nic nierobienie, tak inne po bieganiu i robieniu stu rzeczy na raz ;).



Okej.
Nasiedziałam się już dostatecznie.
Pasuje mi poczytać trochę notatki, jeśli chcę po obronie totalnie się wyluzować.
Laptopa profilaktycznie wyłączam, co by klawiaturka nie kusiła moich świerzbiących się do pisania palców.
Przygotowuję sobie kubek z czarną herbatą.
I cytryną na trzy czwarte, co jest akurat zupełnie przypadkowe ;P.


PS Aaa, nie wiem czy już wspominałam, ale po raz pierwszy w życiu jestem  opalona ;). I to nie spalona na raka z odłażącą z ciała skórą. Nie jestem też lekko muśnięta słońcem, jak mi się czasami udawało po ciężkich trudach. Powiedziałabym raczej, że mam inny, "brudniejszy" kolor ciała ;P. Taką naturalną, brązowawą opaleniznę, jakbym na co dzień miała ciemniejszą cerę. Najwyraźniej pite hektolitrami soki marchewowe zrobiły mi dobrą bazę, bo na ogół białas ze mnie nieprzeciętny ;P. Choć pewnie dla osób z ciemną karnacją wyglądam jak blada twarz, więc nie ma się czymś szczycić ;D.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz