...

...
M.

czwartek, 30 lipca 2015

Pół żartem, pół serio... o dziwactwach ;]

Wszyscy mają jakieś dziwactwa.
Bez dwóch zdań.
Ale ja jestem wyjątkowo dziwna, jeśli mam być szczera ;P.
I już wcale nie chodzi o to, że nie jem mięsa czy nawet o to, że kocham książki.
Chodzi o takie małe, malutkie dziwactwa, o które pewnie nikt by mnie nie podejrzewał, bo są po prostu dziwne…
I tak na przykład:

Nie cierpię resztek i końcówek.
Resztka szamponu w butelce? Obiad z poprzedniego dnia? Ostatnia strona w zeszycie?
Wywołują u mnie dreszcze...
ZAWSZE mam ochotę zacząć nową butelkę szamponu, ugotować i zjeść coś świeżego i zacząć nowy zeszyt.
Zmuszam się, żeby tego nie robić, ale to nie zmienia faktu, że zgrzytam zębami za każdym razem, kiedy pociągam długopisem po ostatnich linijkach strony albo gdy ze świstem wyciskam z tubki glutowaty ostatni kleks szamponu…

Wolę cierpieć z bólu niż się znieczulić.
Nieważne czy to borowanie zębów, migrena czy comiesięczne fatum.
Znieczulenie to słabość. Więc ja wolę cierpieć.
I nie - nie jestem masochistką.
Chyba...

Do niedawna nie umiałam dmuchać balonów.
Czując w ustach smak gumy robiło mi się niedobrze, a od dmuchania kręciło mi się w głowie.
Kiedyś w końcu się wkurzyłam, kupiłam sobie balonik w kiosku i po kwadransie miałam balon wielkości Hallowenowej dyni ;).
Plus niesmak w ustach i zawroty głowy ;P.

Nigdy nie miałam kaca.
No serio.
Jak miałabym go mieć po jednym drinku albo dwóch małoprocentowych piwach męczonych przez pół nocy...?

Jeśli coś mam kupić, musi mi się to podobać.
Nieważne, czy chodzi o kubek, kapcie, notes czy skarpetki.
Uwielbiam otaczać się rzeczami, które mi się podobają.
I zęby też mi się lepiej myje szczoteczką w określonym kolorze, o ;P.

Nie tęsknię za mięsem.
Wcale, nigdy, w ogóle.
Nigdy nie śniło mi się, że jem mięso, nigdy nie miałam marzenia, żeby rzucić w kąt dietę wegetariańską i nie, mięso dla mnie „nie pachnie”.
Powstrzymuję wyraz obrzydzenia na twarzy, kiedy muszę wyjąć z lodówki parówkę dla dziecka, które bawię, a kiedy rozdajemy dzieciom obiad w przedszkolu ochoczo łapię za garnek ziemniaków, żeby uniknąć nakładania mięsa ;).

Nie mogłabym ściąć włosów na krótko.
Nie widzę się w krótkich włosach.
Muszę mieć długi włosy, nawet jeśli ostatnio cały czas zwijam je w precelek, supełek tudzież koczek.

Lubię „przejeżdżać się” na ludziach, bo dzięki temu najlepiej się uczę, czego unikać w przyszłości.

Nie umiem malować paznokci u stóp. Ale i tak je maluję ;).

Do mycia rąk zużywam strasznie dużo mydła w płynie. A potem dziwię się, że mam suche dłonie.

Uwielbiam płatki zbożowe, które wyglądają jak pasza dla królika.

Lubię bezpośrednie osoby i wolę, jak ktoś „zastrzeli” mnie swoją teorią niż będzie fałszywie owijać coś w bawełnę.

Umiem pływać tylko na płytkiej wodzie. Na głębokiej już nie.

Strasznie szybko czytam i mówię.

Nie lubię ludzi, którzy mówią, że się nudzą. Co to w ogóle za słowo?

Nie umiem szyć. I nie chce mi się tego uczyć.

Na widok pająka czuję coś pomiędzy motylkami w brzuchu, ściskaniem w dołku, arytmią, bezdechem, strachem i paniką.

Jestem waleczna. Odkąd walnęłam pięścią "grubszą" koleżankę z podwórka („Jak to jestem mała?!”) zdarzyło mi się już kilka razy zaatakować kuzyna (wykorzystywał przewagę siłową) i chłopaka (coś mi nie spasowało ;) ).

Lubię śpiewać piosenki z bajek Disneya. "Mam tę moc" i "Mężczyzn zrobię z was" to moje ulubione.

Czasami zrywam się przez sen i spazmatycznie łapię oddech, trzęsąc się jak osika, po czym padam i błyskawicznie zasypiam, a rano budzę się z dziwnym uczuciem, że zrobiłam coś dziwnego.
Zdarza mi się też gadać przez sen i lunatykować, a tak w ogóle to często mam problemy z zaśnięciem.

Strasznie chciałabym mieć kolorowe lampki Cotton Love (z przewagą szarości i mięty), jeszcze jedną parę Air Maxów (szare <3), satynową pościel, wielki regał na wszystkie książki i kilka hamaczków i foteli, na których mogłabym kontemplować lekturę.

Jestem obrażalska. Bardzo ;P.

Jak wypiję za dużo kawy, gryzę pas w samochodzie, chodzę na czworakach po oparciu kanapy, turlam się po panelach z psem albo skaczę po wyspie w kuchni.

Uwielbiam być sama w domu. Strasznie lubię tę namacalną ciszę i niczym niewzruszony spokój.

W McDonaldzie byłam raptem cztery razy. Dwa w dzieciństwie (Happy Meal), dwa całkiem niedawno. Wypiłam smoothie i zjadłam szarlotkę. Wow.

Lubię mieć czarno – białą pościel, szaro – miętowe ciuchy i kolorowe dodatki typu kubki, miski, pudełka na pierdoły i długopisy. Ale trochę dziwnie to brzmi, kiedy mówię, że mój ulubiony kolor to czarno – biały, kocham wszystkie odcienie szarości, a przy tym lubię otaczać się kolorami ;].

Dobieram kolor bielizny do ubrania Nawet, jeśli nie zamierzam się rozbierać.
Co gorsza – kolor frotki do włosów też musi pasować do reszty…

Uwielbiam burze.

Denerwują mnie relaksujące piosenki i smętne melodie. I nie - wcale mnie nie uspokaja ich brzdękolenie...
 
Nienawidzę obierania pieczarek. Są takie obślizgłe, obleśne i w ogóle okropne.

Zawsze rumienię się, kiedy mówię coś podtekstowego. 

Nie wyobrażam sobie życia bez płynu do płukania ust, skarpetek frotte, notatnika z grubą okładką i butów do biegania.

Mam za dużo sportowych ciuchów, butów, bluz, skarpetek, zeszytów, kubków i długopisów.
I wciąż je kupuję...

Nie lubię róż, mlecznej czekolady, lodów waniliowych ani cieni do powiek.
Bitej śmietany, budyniu i tortów też nie.

Mam obsesję na punkcie swoich stóp.
Mam fioła na punkcie specjalnej soli złuszczającej do kąpieli, peelingów, kremów, maseczek, serum, balsamów i innych mazideł, po których mają być piękne i zadbane.
(I tak nie są, bo wiecznie mam pęcherze, otarcia i strupy od chodzenia albo butów).

Nie chodzę do Kościoła, uważam, że aborcja i eutanazja to wybór, a nie samo zło, zdarza mi się na kimś wyżyć, żądam zabijania pająków, jeśli są one w moim pokoju, a przy tym jestem wegetarianką, kocham dzieci i nigdy nie dałam żadnemu z nich klapsa.

Umarłabym, gdyby ktoś spalił wszystkie książki. Nie mogłabym żyć bez czytania.

Wydaje mi się, że nie będę mieć dzieci.

Zdarza się, że jestem smutna albo zła bez konkretnej przyczyny. I nie potrafię ukryć smutku ani złości.

Prawie nigdy nie płaczę, chyba, że dźgnę się w oko maskarą. Do kłótni, smutków, żali podchodzę na chłodno.

Umiem dobrze rzucać do celu papierkami albo zwiniętymi chusteczkami, mam dobry refleks (łapię nawet maszynki do golenia pod prysznicem), ładnie maluję dziewczynki i pocerowane misie, płuczę gardło do wybranej przez siebie melodii.

Mam niską temperaturę ciała, oscylującą między 34, a 35 stopni. Przy 36 z haczkiem czuję się jak z gorączką, mając gorączkę - umieram ;].

Potrafię odmówić dzieciom na 100 różnych sposobów bez użycia słowa: „nie”, nie mam żadnych oporów przed wyproszeniem kogoś z domu, jeśli mnie urazi, wrednie i celnie trafiam swoim komentarzem.

Uwielbiam układać swoje ciuchy w szafie, burzyć idealne kupki i układać je od nowa.

Przed snem zawsze chodzę sikać dwa razy. Dwa. Raz, za chwilę drugi. Nawet, jeśli te razy dzieli pół minuty…

Muszę mieć 4-5 żeli pod prysznic do wyboru, bo nigdy nie wiem, na jaki przyjdzie mi ochota w danym momencie.

Nawet w lecie, chodząc połowicznie rozebrana, mam na nogach ciepłe futrzaste kapcie.

Prawie wszędzie wlokę ze sobą książkę. Nawet jeśli wystaje z torebki albo jeżeli muszę nieść ją w dłoniach.

Zawsze warczę i frustruję się, kiedy film na necie nie chce się buforować.

Jestem grzeczna, miła i spokojna. Do czasu, dopóki ktoś mnie nie wkurzy.

Strasznie lubię Małą Mi. Mam chyba z dziesięć bluzek z jej wizerunkiem i poluję na kubki z jej hasłami.

Kiedyś śniło mi się, że niedźwiedzie polarne atakowały ludzi, bo ludzie zjedli niedźwiedziom wszystkie ryby. Poza tym w domu wszyscy zdrowi.

Odkąd po ugryzieniu przez kota zaszczepiłam się na wściekliznę, zaczęłam chętnie straszyć, że kogoś ugryzę, jak mnie wkurzy.
Problem w tym, że kilka razy ledwo się przed tym powstrzymałam ;P.

Nie umiem leżeć spokojnie. Nieważne, gdzie miałabym leżeć.

Zawsze dotrzymuję obietnic, szczególnie tych danym dzieciom i nigdy nie zdradzam nikomu cudzych tajemnic.
A swoich też mam całkiem sporo i wycisnąć je ze mnie to tylko po serum prawdy ;].

Nie cierpię różowego koloru. Nie mogę mieć nawet różowych wstawek, guzików, gumek od majtek. Brrr!

Mruczę przez sen.

Źle się czuję, jak odmówię komuś pomocy.

Strasznie lubię czytać i zbierać kapselki od Tymbarka.
Kilka noszę w portfelu („Zaryzykuj”, „Kochaj życie”, „Żyj śmiało”), kilkanaście mam w pudełku, paroma obdarowałam znajomych.

Nigdy nie wierzę w obietnice, bo nie liczą się dla mnie słowa tylko czyny.

Jestem złośliwa. I wcale mnie to nie martwi ;).

Czasami chciałabym spróbować czegoś innego. I nie pytajcie o szczegóły ;P.

Tak, kochałam się we Włóczykiju.
I nie – nigdy nie miałam plakatu z jakimś ziomkiem z gitarą ani nie podkochiwałam się w nauczycielu od w-fu.

Chcę sobie zrobić tatuaż na łopatce. Tajemnica jaki ;].

Mam kilka prawdziwych przyjaciółek, ale uważam, że przyjaźń damsko męska też jest możliwa.

Strasznie chciałabym być pisarką. Od zawsze tego chcę.

Mam znajomego geja i nigdy nie pytałam go o radę odnośnie ubioru.

Drażnią mnie pochlebstwa i lizusostwo, a także dziubdzianie, zmiękczanie i zdrabnianie.
No, chyba, że sama dziubdziam. 

Nigdy nie marzyłam o rycerzu na białym koniu, białej sukni i domku z białym płotkiem. Ble.

U facetów kręci mnie inteligentna złośliwość.

Nie lubię powolnych ludzi.
Powolnie otwierające się drzwi i ruchome schody też mnie irytują.

Lubię ładne opakowania chusteczek higienicznych. Jakoś lepiej mi się w nie smarka.

Nigdy nie byłam nad polskim morzem. Ani nad morzem w ogóle.

Lubię się wspinać, wchodzić tam, gdzie nie powinnam, przełazić przez dziury, okienka, szczeliny i przesmyki. I ogólnie lubię wciskać się tam, gdzie nie powinnam ;).

Kocham zapach kawy, "One" Calvina Kleina, lasu i niektórych męskich perfum, przeważnie nie wiem jakich. Perfum ;P. 

Nienawidzę boksu, filmów z przemocą, horroru, pająków.

Nigdy nie przechodzę na czerwonym świetle.

Nie mam ani jednej pary szpilek. Za to dwie pary Air Maxów, klasyczne Conversy i kilka rozczłapanych par Adidasów i Reeboków plus niezliczoną ilość kapci i pantofli, w tym w kształcie kudłatych piesków i butków a'la Robin Hood.

Lubię szybką jazdę.

Śmierć szynszyla przeżyłam bardziej niż rozstanie po 3 latach związku. Wiem - straszne.

Nie lubię długo spać. Wcześnie wstawać też nie lubię. 

Mam sześć par szarych dresów. I pięć szarych bluz.

Brzydzę się zaschniętych resztek na talerzach i tłustych plam.
 
Strasznie lubię rozmawiać ze starszymi ludźmi. Uwielbiam wszystkich tych szarmanckich staruszków i skrzeczące starsze panie. Uwielbiam ;]

Czasami robię się sztywna i nie potrafię się wyluzować, a czasami jestem najbardziej spontaniczną osobą w towarzystwie. I nie mam pojęcia od czego to zależy...

Nie lubię się zwierzać z bardzo osobistych rzeczy, ale chętnie rozmawiam z babami o babskich sprawach, daję się wciągać w dyskusję pasażerom w autobusie i prowadzę bloga, w którym opisuję swoje dziwactwa.
Dziwne, co? ;]





http://likely.pl/zdjecie/60775/szalona-dziewczyna






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz