...

...
M.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Biało Mi ;]

Mogę sikać w krzakach.
Umiem żyć ze świadomością, że nie jestem tak wypicykowana jak Miss World.
Nie boję się ścierki.
Mopa i gąbki też nie.
Nie potrzebuję pełnej kosmetyczki, żeby przeżyć weekend poza domem.
Większość moich ciuchów nie wymaga prasowania.
Ale czuję się koszmarnie bez swojego pokoju i wygód z nim związanych ;P.


Aaaaj.
Wiedziałam, że tak będzie i przygotowałam się psychicznie na takie perypetie.
Brak czasu, brak koloru farby, brak jasnoszarej kanapy, która nie zajmie połowy pokoju.
Pechowo remont połączył mi się z początkami pracy (bieganie do lekarza pracy, badania, pierwsze dyżury w szkole, papierki), więc nie jest tak wesoło, jak być powinno.
Dziś brakło mi czasu na obskoczenie Sanoka i sklepów meblowych.
Póki co wizji mebli brak.
Nie znalazłam nic ;).
Ani szafy, ani regałów ani kanapy.
Pokój jest przyjemnie pusty i względnie czysty.
Porozkładane gazety pochlapane białą farbą.
A ja muszę szukać poszczególnych części garderoby w workach, porozwalanych po łazience.
Hm.
Jadalnia, salon i kuchnia nie wydawały mi się dobrymi miejscami na składzik.
Pokój rodziców zapełniłam książkami.
Sypialni siostry nie ruszyłam.
Chciałam jeszcze pożyć ;).
Wyjęłam sobie parę ciuchów i rzuciłam je "na wierzch" sterty na przedpokoju.
Niestety szybko utonęły one pod roboczymi ubraniami K., kocami i innymi rzeczami, wyniesionymi z pokoju.
Dezodorant i perfumę jestem w stanie zlokalizować między stosami książek.
Skarpetki też wiem, gdzie mam.
Dziś po południu udało mi się nawet wydobyć z tego bałaganu thriller Cooka z biblioteki ;).
Ale o reszcie rzeczy mogę zapomnieć.

Poza tym czuję się bezużytecznie jak alarm przeciwwłamaniowy w Multipli ;P. Czy jak się to dziadostwo odmienia ;).
Siedzę, zmywam kropki po białej farbie na panelach, świecę latarką na trawniku, kiedy tato i K. myją pędzle i wałki nocną porą (malowanie zaczynamy wieczorem, jak chłopaki kończą pracę...), kręcę się i próbuję być użyteczna.
Wychodzi średnio.
Rozkładam więc gazety, przeganiam Pedra, pomagam robić kolację dla mojej kochanej siły roboczej, siedzę na biurku na wdechu i staram się nie myśleć o smrodzie farby.
Wiem, że remont jeszcze chwilę potrwa i że to dopiero początek...
Tęsknym wzrokiem patrzę więc na połowicznie pomalowane ściany (okej, póki co na pomalowany sufit i skos) i ścielę sobie sofę w salonie.
Dzisiejszy, w zasadzie dopiero drugi dzień wlecze się jak flaki z olejem.
Nudzę się okrutnie i nie mogę sobie znaleźć miejsca, więc kręcąc młynka palcami, wizualizuję sobie efekt finalny i chcę tylko, żeby wszystko szło elegancko i bezproblemowo i żebym już wkrótce cieszyła się zrobionym pokojem, Amen.


http://www.tapetus.pl/74544,pedzel-bobas-farba.php


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz