...

...
M.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Koniec lata? ;]



Zawsze ciężko mi było określić, kiedy kończy się lato.
Kiedy zaczyna – jest znacznie prościej.
Po prostu jednego dnia zaczyna robić się ciepło, drugiego gorąco, trzeciego wyciągam letnie ciuchy i chowam ciepłe bluzy, a w nocy zrzucam z siebie kołdrę i piżamę.
Jem sorbety, piję zimną wodę z lodem i cytryną, a przy tym nie choruję.
Chodzę na spacery do lasu, jeżdżę nad wodę albo na rowerki wodne i mam choć trochę wolnego, o ile nie wakacje.
W nocy śpię przy otwartym oknie, noszę klapki zamiast sportowych butów i nie zakładam skarpetek do spania.
Narzekam na upały, biegam dopiero po dziesiątej wieczorem, marudzę, że znów nie zdążyłam wystarczająco wysmuklić się do lata i nigdzie nie ruszam się bez okularów przeciwsłonecznych.
Moja skóra przestaje być upiornie blada i nabiera lekko złotawego odcienia, noszę sukienki i sandały, a zamiast kremu ochronnego używam mleczka z filtrem.
Tak wygląda to przejście i tak wygląda dla mnie lato.

To lato było o tyle gorsze, że przez cały maj i czerwiec, kiedy dni były długie, ciepłe i słoneczne – ja tkwiłam w pracy, na uczelni albo pisząc pracę magisterską.
Przez cały lipiec pracowałam z dziećmi, a dopiero po 15-tym, kiedy się obroniłam, mogłam naprawdę odetchnąć.
W zasadzie mam więc wakacje dopiero od dwóch tygodni.
I w te „wakacje” codziennie pracuję na ósemki, siedząc sama w mieście ;P.
Średnio to wygląda… ;).
A najgorsze jest to, że jak dla mnie to wakacje powoli się kończą, choć tak naprawdę jeszcze ich nie zaczęłam ;].
Okej – dni wciąż są ciepłe, a nawet duszne albo upalne. Dalej noszę okulary przeciwsłoneczne, śpię przy otwartym oknie, piję zimną wodę i biegam w nocy.
Ale do okularów często dorzucam też bluzę, bo wieczory robią się naprawdę chłodne.
Kiedy budzę się rano, jestem skostniała z zimna i przeprosiłam się już z kołdrą i piżamą.
Po zimnej wodzie nabawiłam się bólu gardła.
A kiedy ostatnio biegałam, nie dość, że było mi zimno, to jeszcze wszędzie napotykałam na opadnięte liście i kwitnącą jarzębinę.
Czyżby więc powoli lato dobiegało końca?
Hej, to nie fair!
Nie zdążyłam nawet ubrać połowy swoich letnich ubrań!
Do pracy wciąż staram się ubierać jak na nauczycielkę przystało, a popołudnia i wieczory są zbyt krótkie, żeby wynosić wszystkie te swoje zwiewne sukieneczki, szorty i bawełniane bluzki.
Nie byłam nigdzie na wakacjach i nie miałam choćby tygodnia wolnego ;>.
Nie odwiedziłam połowy miejsc, które chciałam odwiedzić.
Dlaczego lato nie poczekało na mnie, aż skończę szkołę i pracę?
Dlaczego dało mi pstryczka w nos i zamiast kusić ciepłymi nocami, ono funduje mi szczękające z zimna zęby?
Pewnie dlatego, że i ja przestałam już mieścić się w kategorii „wakacyjna”.
Skończyłam studia, zaczęłam pracę.
Koniec cudownej beztroski i wolności.
Ale wiecie co?
W sumie to ja lubię mgliste poranki i chłodne wieczory.
W sumie lubię zimne noce, kiedy można zacząć ubierać długie spodnie od piżamy i skarpetki na stopy, a do tego opatulać się w miękki koc.
W sumie to zapach jesieni, szeleszczące pod nogami liście, kolorowe drzewa w lesie i jesienne warzywa też lubię.
Więc może nie będę płakać za tym, co straciłam i co mnie ominęło, a zacznę cieszyć tym, co dopiero przyjdzie.
I może uda mi się szybko wyłapać, kiedy jesień zacznie przechodzić w zimę, zanim obudzę się pewnego ranka i zamiast przez szeleszczące liście pójdę do nowej pracy brnąc w śniegu ;P.


http://123hdwallpapers.com/pl/girl-summer-sunflowers-mood.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz