...

...
M.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Na spontana ;]

Najpierw kupiłam sobie dwa komplety ślicznej (i porządnej ;P) pościeli w Home & You.
Potem domówiłam na necie ozdobne poszewki i prześcieradło.
Następnie zaczęłam gruntownie odkurzać pokój.
W trakcie porządków odsunęłam łóżko i biurko z myślą, że je przestawię.
Ściany przedstawiały swoim widokiem obraz nędzy i rozpaczy (m.in. dzięki działalności twórczej świętej pamięci jaśnie szynszyla Borysa), a odrapane, obgryzione i zniszczone regały wywołały zawroty głowy.
Już mnie zaczęło mierzwić w żołądku...
Jeśli dodam do tego ciemne, ponure i stare meble, straszące wyglądem, niebieskie kinkiety do zielonych ścian (pozostałość po dwunastoletnim rozumie do urządzania wnętrza - żółte ściany, niebieska wykładzina i dodatki), biurko z tysiącem zakamarków, niebieskie obrotowe krzesło (na cholerę mi ono? Chyba tylko po to, żeby się kręcić z braku pisarskiej weny...) i masę pierdół pochowaną po szafkach, a także fakt, że skoro zostaję w rodzinnym domu to nie będę płacić połowy pensji na czynsz, a połowy na rachunki i utrzymanie się...

- Zmieniam wystrój pokoju! - przywitałam wczoraj rodziców, wracających z leśnej wyprawy życia.

Oczywiście zaczęły się pytania, kręcenie głową, próby odwołania mnie od tego zamiaru.
Jednak ja jak to ja, nie dam sobie przegadać.
Bo doszłam do wniosku, że miarka się przebrała ;>.
Po mamci i babci jestem typem klamociary.
Tego szkoda, tamtego szkoda.
A pokój pęka w szwach.
Najwięcej mam książek, ubrań, zeszytów, gazet i artykułów plastycznych. I sportowych też. Z rowerkiem treningowym, piłką, hantelkami i matami na czele.
Ale klamoty w postaci pasków do spodni (nie używam), gier planszowych (nie gram) czy plastikowego Bambiego z dzieciństwa też się znajdą w pudełkach i szufladach.
Nie muszę się chyba przyznawać, że dzięki stypendium naukowemu mam trochę oszczędności, a ogólnie jestem wyśmiewana z chomikowania i duszenia pieniędzy na koncie? ;P.
Noo... Niestety tak jest ;).
Auta póki co nie kupuję, na wycieczkę dookoła świata też się nie wybieram.
Nie muszę kupować wyprawki do szkoły ani dla niemowlaka.
Nic nie muszę obecnie kupować.
Ale to nie powód, żeby wiecznie kisić pieniądze w banku...
Tak więc postanowione - remont generalny.

Dziś pojawiły się pierwsze problemy.
Najpierw - wybór koloru na ściany i dylematy z tym związane.
Potem - szukanie tych kolorów w sklepach (brak) i frustracja.
Następnie wynoszenie dobytku życia z pokoju: szubrowanie po półkach z książkami (kurz, kręcenie w nosie, kichanie), ciuchów (kurz, kręcenie w nosie, kichanie), zeszytów (kurz, kręcenie w nosie kichanie) i reszty.
Ubrania i bieliznę powrzucałam do worków na śmieci i niczym Święty Mikołaj targałam je na taras.
Książki układałam w stosy i słaniając się pod ich ciężarem człapałam, żeby poukładać je na przedpokoju.
A potem było opróżnianie pudełek, szafek, szuflad...
Masakra ;]
Zeszło mi cały dzień, a już w połowie pracy byłam zakurzona, zmęczona i spocona.
Większość rzeczy poszła w kosz (tzn. zasiliła kotłownię i szopę w kolejne wory ze śmieciami), a spora część ozdobiła strych. W sumie to myślę, że pozbędę się jeszcze całkiem sporej grupki klamotów, bo nie zamierzam zagracać pokoju.
Właśnie.
Jaką mam wizję i jaki jest plan?
Minimalistycznie - to przede wszystkim.
Szaro - biało - miętowo (o ile uda mi się wreszcie znaleźć miętową farbę ;P).
I klimatycznie.
Dwie ściany planuję machnąć na miętowo, dwie na popielato.
Sufit na biało.
Nad skosem (poddasze) się waham ;). W sensie jakim go pomalować kolorkiem.

Łóżko też chcę kupić nowe, bo moje łóżeczko 90x200 może i nadaje się do spania w pojedynkę, ale z K. męczymy się okropnie. Nie mówiąc już o tym (a mówiłam o tym kilkakrotnie...), że odpadają z niego listewki i często gęsto śpimy w dziurze.
A skoro nowe łóżko to raczej rozkładana kanapa niż małżeńskie łoże.
Meble planuję kupić białe, ale też bez szaleństw - proste regały na książki, szafa na ciuchy, komódka.
Może szarpnę się na rattanowy fotel z białą poduchą do czytania i stolik ze skrzynek albo nową ławę, ale zobaczymy jak mi pójdzie pierwszy etap remontu.
Na razie musimy wynieść te ohydne meble, ogarnąć pokój z pajęczyn, wywalić łóżko i ławę.
I kupić farbę.
A potem zająć się malowaniem.
Jak będzie pomalowane, mogę zacząć bawić się w kupowanie i meblowanie.
A potem wyrzucanie tego, co zbędne i upychanie tego, co konieczne ;).
I dekorowanie, ach dekorowanie ;D.

Na początku obawiałam się, że pastelowe barwy, w dodatku zimne, znacznie ochłodzą mój pokój.
Teraz przestałam mieć takie wątpliwości.
Zawsze mogę ożywić pokój dodatkami (brązowy drewniany słoń od kuzynki, czekoladowe poduszki, może jakiś obrazek), a po zaciemnieniu sypialni ciemnobrązowymi meblami, z niecierpliwością czekam na trochę światła.
Nawet jeśli zafunduję sobie zimne i babskie wnętrze ;P.
Póki co wsłuchuję się w echo własnych kroków w pustym pokoju i biorę się do pracy... ;)
A Wy czekajcie na efekt końcowy ;D.


http://kb.pl/teksty/categories/porady-budowlane/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz