...

...
M.

środa, 23 września 2015

Coś miłego ;]

"Spotka Cię dziś coś miłego" - powiedział mi dziś rano Tymbark, kiedy zaczęłam dzień od wypitego z gwinta soku o smaku owoców cytrusowych.
I jak nie wierzę facetom, tak Tymbarkowi zawsze ;).

Od rana wypatrywałam więc tego "miłego".
Nie udało się podczas robienia śniadania, kiedy okazało się, że nie mam ciemnego chleba, a awokado było tak twarde, że złamałam na nim łyżeczkę.
Nie udało mi się, kiedy wyniosłam na taras pościel do wietrzenia, a kołdra złośliwie skłębiła się w poszwie, wydymając ją i nadając jej wygląd pościeli wyjętej z pyska bulteriera.
Nie udało się, kiedy nie mogłam doczyścić rdzewiejącego brodzika, choć użyłam do tego trzech mocnych środków i zdarłam sobie do krwi skórę na dłoniach.
Nie udało się, kiedy nie zdążyłam wypić herbaty, bo przygotowywałam się do prowadzenia zajęć i ogarniałam dom.
Nie udało się, kiedy nic na mnie dobrze nie leżało i nic mi nie pasowało, kiedy ubierałam się do wyjścia.
Nie udało się, kiedy nie mogłam znaleźć kotki na podwórku, a nie chciałam jej rozjechać, wyjeżdżając do pracy.
Nie udało się, kiedy pełniłam dyżur na korytarzu i przytulające się dzieci były aż za bardzo przytulaśne.
Nie udało się na pierwszej lekcji, na której dzieci skrobały paznokciami o piórnik, stukały ołówkami, pokazywały sobie gesty i miny uważane za obraźliwe, a na pytanie: "Czy znacie jakieś imiona na literę A?" zaczynały opowiadać o wujku, który nie ma zębów albo o tym, ile mają kolorów plasteliny w pudełku.
Nie udało się na przerwie, która trwała za krótko, żeby mogło się podczas niej stać coś miłego.
Nie udało się też na kolejnych dwóch lekcjach, które z powodu niskiej motywacji uczniów i słabej efektywności nauczyciela zakończyły się piosenką o odblaskach i wieszaniem dziecięcych obrazków na tablicy korkowej.
Nie udało się, jak po trzech lekcjach miałam zdarte od przekrzykiwania dzieci gardło.
Nie udało się w szatni, kiedy rodzice zamęczali mnie gradem pytań, jak to rodzice dzieci z klasy pierwszej.
Nie udało, kiedy dowiedziałam się, że jutro mam zastępstwo na ósmą, a potem wypada mi okienko.
Nie udało się po pracy, kiedy w pędzie jadłam obiad, który nie wyszedł ani w połowie tak smaczny jak myślałam, że będzie i bardziej skleił mi jelita niż dopieścił kubeczki smakowe.
I nie udało się po zjedzeniu i posprzątaniu, bo mam tylko godzinkę, zanim zacznę korki.


I gdyby się uparł - taka optymistka jak ja znalazłaby "coś miłego" w słonecznej pogodzie, wodzie w kranie i herbacie w kubku, ale...
Ale nie teraz.
Teraz czekam na coś autentycznie "miłego".
Najlepiej, żeby dotyczyło tych zagadnień, które w tym momencie najbardziej mnie absorbują.
Najlepiej, żeby to "miłe" przyszło we właściwym momencie, nie wszystko na raz, tak jak sobie zaplanowałam i w sposób zgodny z moimi wyobrażeniami.
O.
To czekam.
Aż się doczekam ;P.

A Wam życzę miłego popołudnia, miłego odpoczynku i miłego czytania. Mojego bloga, oczywiście ;P.






http://www.menshealth.pl/zdrowie/Badz-optymista-w-czasach-kryzysu,4364,1



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz