...

...
M.

środa, 16 września 2015

Między żebrami ;)

Najlepsze w pisaniu jest to, że nie trzeba przy tym nic mówić.
W dniu, kiedy prawie zdarłam sobie gardło w szkole, celebruję tę chwilę ciszy jak nawiedzona.
Błogosławię nowy wygodniutki fotel, na którym wczoraj przetestowałam wszystkie możliwe pozycje do czytania (i do drzemania przy okazji ;D).
Cieszę się, że domownicy gdzieś wybyli i że słyszę tylko sapanie psa i stąpanie miękkich łapek kotki.
Głaszczę się po brzuchu pełnym po tagiatelle ze szpinakiem zrobionym w siedem minut.
I nawet nie martwi mnie za bardzo to, że gdzieś jakimś cudem zniknęła mi przeglądarka Firefoxa, a do innych nie pałam taką sympatią... ;)

Dzisiaj rano zostałam brutalnie wyrwana ze snu przez dyrektora, który poprosił mnie o zastępstwo.
Oprócz tego, że półmruczałam do słuchawki, starałam się zachować pozory, że jestem przytomna i świadoma.
Cały dzień w szkole był miły i przyjemny, nawet kiedy po przerwie zostałam z pierwszakami na korytarzu, żeby nauczyć ich ustawiania się w pary, co polegało na tym, że kazałam rozbiegać się im po korytarzu tylko po to, żeby na sygnał klaśnięcia zwabiać je do siebie i ustawiać w rządku.
Choć nie miałam czasu nic zjeść, herbatę piłam przez cztery lekcje, a do domu wróciłam dwadzieścia minut po oczekiwanym końcu pracy, humor mam doskonały.
Może częściowo dlatego, że przeziębienie, które próbowało mnie opanować, zostało zduszone w zarodku, chociaż temperatura zamiast walecznie rosnąć, spadała do ekstremalnych stadii hipotermii.
Może przez to, że pod koniec przyszłego tygodnia pewnie będę już miała umeblowany pokoik.
Może dzięki Kiarze, która przeprosiła się z moim łóżkiem i od kilku nocy grzeje mnie swoim kolorowym pełechatym ciałkiem.
Może dlatego, że udaje mi się oddzielać sprawy osobiste od pracy, a prywatne sprawy zakopywać na tyle głęboko, że wciąż nie potrzebuję wiadra melisy ;).
Może dlatego, że wczoraj udało mi się wyskoczyć na szybki wieczorny spacerek z przyjaciółką i naszymi kosmatymi nagminnie przekarmianymi przez mamuśki piesami.
Może z powodu ludzi, którym wydaje się, że jestem bezgranicznie ufna i pozbawiona instynktu samozachowawczego, i którzy z zasady mnie śmieszą.
Może dzięki dzieciom, które spacerują ze mną po korytarzu trzymając mnie za ręce, palce, poły swetra albo wciśnięte między żebra i na mój widok krzyczą: "Pani! Pani przyszła!", lecąc do mnie jak na skrzydłach.
A może z tego wszystkiego razem wziętego do kupy ;].

Nie rusza mnie nawet zmęczenie, świadomość tego, że poszłabym chętnie spać, a za chwilę mam korki, wielki pryszcz ulokowany przy nasadzie nosa robiący za trzecie, czerwone oko i wewnętrzny mętlik.
Nic mnie nie rusza.
I oby tak zostało ;).


http://likely.pl/zdjecie/1567/dziewczyna-siedzaca-na-fotelu





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz