...

...
M.

poniedziałek, 14 września 2015

Nie tematycznie ;]

Dawno nie pisałam nic tematycznego i dawno nie stworzyłam nic, co dałoby się podpiąć pod jakąkolwiek kategorię.
Równocześnie często dodaję coś nowego i chociaż posty są w stonowanej, o połowę krótszej niż wcześniej formule, piszę je z niebywałą lekkością.
Nawijam głównie o braku szafy, o LEDowych nierozpakowanych kulkach i narwanym kocie, więc chwilami pasowałoby mi się puknąć w czółko, a jednak kiedy siadam do laptopa, znów to robię.
Znaczy się - piszę o czym ślina na język przyniesie ;]

Teraz w zasadzie nie miałam najmniejszego zamiaru dodawać nic nowego, a w planach na wieczór uwzględniłam łóżko, kota i pięciuset stronnicowy thriller.
Jednak kot śpi, łóżko nie wciąga do snu, a thriller nie ucieka.
Więc tradycyjnie piszę ;).
Choć nie o remoncie i nie o zwierzaku na literę "k".

Dziś jest Mój Dzień, choć nie dostałam Nobla ani Oskara.
Dziś jest moje Święto, choć nie jest to ani Dzień Weg(etari)an ani Dzień Złośliwych i Rozpuszczonych Fanek Skandynawskich Kryminałów.
Dziś jest mój moment, choć jak zwykle - nie potrafię go dokładnie wyhaczyć.
Dziś jest moja chwila i zamiast się z niej cieszyć - udaję, że nie wiem, o co chodzi.
Taaa...
M. i jej wiejące tajemniczością wpisy.
A Wy zgadujcie i główcie się, o co temu czortowi znowu chodzi ;].

Wiadomo - skoro próbuję coś powiedzieć, a za bardzo mi to nie wychodzi, opcje są dwie.
Albo się czegoś nawdychałam (nie wchodzi w grę) albo mam coś na końcu języka i próbuję to wypluć.
Wiadomo też, że skoro nie umiem tego napisać, zapomnijcie, że zagadacie mnie na fejsiku, a ja radośnię zwierzę się Wam z tego, co mi chodzi po siwiejącej rozczochranej.

Gdybym chciała zrobić tematyczny wpis, mogłabym śmiało napisać post o sześciolatkach w szkole, uchodźcach w Polsce i katarze.
Gdybym chciała zwabić na bloga nowych czytelników, wrzuciłabym zachęcającą fotkę.
Ale ponieważ nie chcę się wypowiadać w kwestiach, które mogą wywołać dyskusje, nie potrzebuję nowych czytelników, bo mam Was (i tu mała porcyjka lania miodu na Wasze serca łamane przez wazelinowanie innej części ciała ;P), ani nie mam ochoty się wymądrzać, opowiem Wam o...
Moim kocie, który zaczął się właśnie bawić zasmarkaną chusteczką. Bo mam katar, niestety, upierdliwy i niemiły jak zawsze. Acz nie umieram z jego powodu ;P.
Mojej siostrze, która przedtem leżała ze mną na łóżku i w zamian za mizianie po łokciu, miziała mnie po nadgarstku.
Moim tacie, który dzisiaj kupił w Biedronce cztery gąbki kąpielowe i nie wiem, czy mam to interpretować jako nieoczekiwany prezent (gąbka ma ładne pastelowe kolorki i szorstko miękki materiał) czy drobną insynuację, że oprócz pięciu żeli pod prysznic potrzebuję też myjki, na której mogę zbierać podręczny zestaw domowych bakterii i którą mogę hartować swoje niezahartowane ciało.
Mojej eks podopiecznej Toś, którą wzięłam dziś na spacer i która wysępiła trzy cukierki w spożywczaku, chciała, żebym siedziała z nią na kamiennych schodach i przeglądała gazetkę ze sprzętem elektrotechnicznym, a na koniec zgubiła dziecięcego Crocksa na deptaku (o czym powiedzieli mi panowie, sączący poranno - klinowe piwko pod parasolką).
Moim psie, dzięki któremu wczoraj poszłam na spacer z koleżanką i jej synkiem i już mam kogoś do długich, regularnych spacerów popołudniową porą.
"Moich" pierwszakach, które cieszą się, jak dostaną dwa uśmieszki pod zadaniem, zamiast jednego.
O Was, których podziwiam, że czytacie te pierdoły, które piszę i że jeszcze Wam się to (rzekomo) podoba.
I o książce, która jednak chce być przeczytana i łóżku, które właśnie zaczęło mnie wciągać ;)
Kolorowych, wszystkim! ;]





http://change-my-life-please.blogspot.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz