...

...
M.

środa, 14 października 2015

Poremontowe ;]

Mój pokój był okropny.
Przemalowanie ścian z dziecinnie żółtego na zielony kolor na niewiele się zdało, bo wciąż miałam małe dziecięce łóżko, biurko i stare ciemne meble.
Łóżko oprócz tego, że było strasznie wąskie (okej, mieścić się na nim mieściłam, ale wyciągnąć nie wyciągnęłam, a do spania we dwójkę nie nadawało się w ogóle...) miało tendencję do gubienia listewek. W jednym momencie wylatywała z niego jedna listewka, a po paru sekundach leciały kolejne trzy. Tak powstawała dziura, w której musiałam spać. Nie było to zbyt miłe.
Meble to przedpotopowe dwudziestoletnie egzemplarze ze starego mieszkania. Oprócz tego, że były brzydkie i ciemne, były też obskurne i zniszczone.
Biurko było nowe, ale zupełnie zbędne. I zagracone ;).
Wysokie po sufit regały nie mieściły tego, co powinny.
Kącik sportowy przypominał prymitywną mini siłownię.
Nic nie było tak jak trzeba.
Dopóki chodziłam do szkoły i zaczynałam studia nie miałam funduszy na remont.
Potem były fundusze, ale mieszkałam w Rzeszowie.

Metamorfoza zaczęła się całkiem spontanicznie.
Najpierw były porządki, potem kupowanie dodatków, wreszcie pomysł z malowaniem.
Przez dwa tygodnie spałam na sofie w salonie, przez resztę czasu u siebie w pokoju, w którym stała tylko kanapa.
Ciuchy leżały poskładane w stosiki na podłodze, książki kłębiły się w przedpokoju.
Był jeden wielki miszung.
Do zajęć przygotowywałam się na łóżku, ciuchów do pracy szukałam w wielkich worach na śmieci.
Zresztą - przecież o tym pisałam ;].

Miesiąc, konto biedniejsze o sześć tysięcy i wiele wieczorów układania ciuchów i książek później, mam to co chciałam.
Swój śliczny, klimatyczny, do bólu babski pokój ;).
Z białymi meblami, koszyczkami, książkami, fotelem z wielką poduchą, lampkami LED, kocykami, masą poduszek, wielkim łóżkiem, jeszcze większą szafą i komódkami.

"Stary" pokój przestawia nieciekawy wygląd, zwłaszcza, że zdjęcia robiłam już w trakcie wynoszenia rzeczy. Nie ma więc sprzętów do ćwiczeń, jest bałagan i ogólny bajzel.
Z kolei "nowy" pokój wciąż jeszcze jest bez firanek, lampki i jednego plafona ;P.
Nie mogę się jednak oprzeć i wrzucam to, co mam.


Okej.
Na zdjęciach wygląda to jeszcze gorzej, ale cóż... ;]






Widać gołym okiem, że meble straszyły wyglądem.
Były za ciemne, za brzydkie i w ogóle wszystko "za" ;).



 Wyniesione książki, kuferki, hantle i pudła z szalikami zamieszkały na przedpokoju i w łazience. Zajmowały tam mnóstwo miejsca, a ostatecznie wkurzyły mnie do granic możliwości, kiedy musiałam je sortować, wynosić na strych i układać na półkach.




 Malowanie ciągnęło się jak flaki z olejem, ale kolory wyszły w zasadzie całkiem przyzwoite.










 Na zamówione na wymiar meble musiałam czekać ponad trzy tygodnie. Trochę kosztowały, ale było warto ;). Regał schodki dobrze wpasował się w ścianę, na której jest skos, a prosta rozsuwana szafa pomieściła wszystkie ubrania. Jak widzicie, pierdółek w postaci uchwytów, błyszczących elementów czy pierdół brak ;].





Potem było wnoszenie, tego co wcześniej wynosiłam i próba okiełznania wszystkich tych klamotów. W chwili, kiedy zobaczyłam to:  



miałam ochotę siąść i płakać ;).
Wszędzie książki, zeszyty, papiery, notatki i dokumenty. Jeden wielki sajgon. Kilka razy myślałam, że rzucę wszystkim i pójdę biegać, ale w końcu udało się i efekt finalny wygląda teraz tak:


 

Regał zgrabnie pomieścił książki, na "schodkach" ułożyłam pastelowe koszyczki z pierdółkami i kule świetlne. Całość musiałam uzupełnić paroma pluszakami, kosmetyczką itd., bo pokój byłby zbyt biały i za sterylny, bez odrobiny swojskich badziewi ;].
No i wyglądałby jak pokój socjopatki bez cienia akcentu osobistego ;P.



 

Kącik sypialniany to jedno wielkie królestwo poduch. Ogółem mam ich dwanaście. No comment ;] 






 Wieczorami kulki cudownie oświetlają pokój, nadając pokoikowi przytulności i przyjazności.
To nic, że nie ma firanek. Grunt, że są kulki ;P.



Byłam bardzo ciekawa, kiedy Kiara odkryje, że regał można traktować jak schodki. Odkryła to całkiem szybko. Od razu chciała wejść do koszyczka, a potem udawała posąg kamienny, tkwiąc na szczycie schodkowego regału ;].




Miało być minimalistycznie, ale jedna szafa, regał i regalik to za mało.
W pokoju było pusto i jak coś się powiedziało, było słychać echo.
Zamówiłam więc sobie dwie komody w Jysku.
Obie oczywiście białe.
Jedna prosta z szufladami bez uchwytów, druga z koszyczkami.





Kiarka dzielnie towarzyszyła nam podczas ich składania ;].







Ostatecznie, po porządkach, układaniu, picykowaniu i ogarnianiu, pokoik wygląda tak:





















Myślę, że różnica jest dość znaczna ;]
Dzięki pastelowym kolorom ścian i białym meblom pokój jest jasny nawet z jednym plafonem.
Wszystko ma swoje miejsce, wszystko mi się podoba.
Najwięcej w pokoju bieli, szarości, mięty, zieleni, brązu i beżu.
Ale odkąd mam kolorową pościel w sowy jest trochę "żywiej" ;].



 W szafie mam mało miejsca na wieszaki, a dużo półek.
Stąd szafa robiona na wymiar - takie miałam potrzeby.
W komodzie pochowałam głównie bieliznę, torebki, piżamy i skarpetki, ale na uwagę zasługuje organizer z Ikei (mi się udało wyhaczyć miętowy :D), który genialnie wszystko mieści.




















Finito ;].
Wybaczcie, że zdjęcia są w nieregularnych odstępach i trzeba szukać odpowiedniego zdjęcia do konkretnego opisu, ale blogger bywa dla mnie jedną wielką tajemnicą, a nie mogę za dużo kombinować, bo znów usunę sobie cały wpis ;].

Pozdrawiam serdecznie z na wskroś kobiecego kącika, z Panem Listopadem z zeszłego roku, pyszniącym się na szarej ścianie ;P.


2 komentarze:

  1. uwielbiam metamorfozy, Twoja wyszła bosko. jest bardzo klimatycznie :) nic bym nie zmieniła :)

    OdpowiedzUsuń