...

...
M.

piątek, 2 października 2015

Udane ;)

Jak w tytule ;).
Czyli mamy nowy cykl - dni.
Wczorajszy i dzisiejszy były absolutnie udane.

Wczoraj byłam w szkole tylko dwie godziny, a popołudnie miałam (jako jedyne w tym tygodniu) wolne od korków.
Po pracy obskoczyłam aptekę (jak na Czerwonego Kapturka przystało - leki dla babci), bank (szybko, sprawnie, bez kolejek), spożywczak i bibliotekę (mogę przetrzymać książkę do 10 dni zanim zaczną naliczać karę).
Popołudnie spędziłam w domu, z przyjaciółką, która siedziała u mnie kilka godzin, a z którą już dziś zdążyłam się naklepać przez telefon ;)
Wieczorem poprawiłam zaczynający już blednąć siniak hula hopem, pogimnastykowałam się chwilę z Mel B. i poczytałam "Gwiazd naszych...", dopóki nie zaczęłam zasypiać w fotelu.
Szkoda, że w łóżku ochota na sen odeszła i do północy siedziałam na fejsie, łapiąc i zaczepiając kogo mogłam, żeby zorganizować sobie czasoumilacze na bezsenną nockę.
A co z dzisiejszym?
Dzisiejszy był intensywny.
Oprócz tego, że rano przy zmianie pościeli prawie utopiłam telefon w herbacie (tzn. wylałam swój największy i najwyższy kubek na panele i swoje kapcie, robiąc w pokoju kałużę wielkości Bajkału), a najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że zanim zorientowałam się, że moja Nokia pływa, zaczęłam się szczerzyć, bo zrobiło mi się przyjemnie ciepło w zziębnięte stopy...;]
Na szczęście panele i telefon cały. A kapcie już wyschły ;].
Potem umyłam głowę letnią wodą, założyłam sobie nową, dla odmiany kolorową pościel w sowy, zarzuciłam czerwony płaszczyk i wybyłam do pracy.
Po czterech lekcjach miałam ciut mniej zapału i cierpliwości, ale mimo wszystko dzień był całkiem miły.
Zaraz po szkole wtrąbiłam ryż z warzywami i już uczyłam 8-letnią pannicę liczb po angielsku.
Ostatnio zainwestowałam w podręczniki do angielskiego dla dzieci w promocyjnych cenach, więc mam z czym poszaleć ;)
Piętnaście minut później jechałam do Toś, a kolejny kwadrans później spacerowałam z nią po uliczkach, którymi zwykle nie chadzam.
Spaliłam chyba z milion kalorii, pchając wózek pod górkę, odwiedziłam starszą ciocię i zdążyłam łyknąć dwa łyki wody, zanim Toś zaczęła dobierać się do ściągania obrusu ;P.

Teraz z kolei nie mam ochoty siedzieć w domu, więc jadę z mamą do fryzjerki, a potem zamierzam policzyć gwiazdy w książce i sowy na poduszce ;)
Kolorowych!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz