...

...
M.

piątek, 9 października 2015

Problematyczne ;]

Mam problem z Internetem... ;/
Od paru dni praktycznie nie mam do niego dostępu.
Chyba że z telefonu.
Z tego wszystkiego nie wiem od czego zacząć.
Okej.
To może po kolei.
Wtorek był miły, bo dostałam wreszcie przesyłkę, a w niej mój cudowny kubek ;P.
Środa była pechowa.
Szczególnie, kiedy odkryłam kapcie w obu (!!!) przednich oponach.
Ponieważ był to pierwszy, tfu - były to pierwsze kapcie w mojej karierze, na początku była panika.
Później telefon do taty.
Wreszcie wymiana koła (tzn. tato zmieniał, ja jadłam jagodziankę na obiad) i szybki powrót do domu, bo korki.
Czwartek był nerwowy, bo przygotowania do pasowania zajmowały lwią część czasu (siedemnaście aktów pasowania do wypełnienia i czapeczek - biretów do złożenia) i spędzały sen z powiek.
Ostatecznie piątek okazał się całkiem przyjemny.
Pół dnia miałam wolne, ale zabijcie mnie - nie wiem, co robiłam.
Porządki, gotowanie, szukanie butów na strychu, szukanie rajstop, huśtanie na kolanie jednej z dwóch półrocznych bliźniaczek, przy równoczesnym mieszkaniu makaronu, opierdzielanie kotki, żeby nie robiła mi dziurek w kanapie, przekładanie pierdół z wielkiej nauczycielskiej torebki do zgrabnej kopertówki...
Następnie strojenie się w zielono - czarną sukienkę i jazda do szkoły.
Później dekorowanie sali.
Pani M. wybrała sobie zielony kolor na dyplomy i birety, więc nasza klasa wyglądała jak na Dzień Świętego Patryka (17.03, jakby ktoś nie wiedział. Wtedy najlepiej ubrać się na zielono i zafarbować włosy na szmaragdowy odcień ;P). Wszystko było zielone. Serwetki, ozdoby, bibułki, serpentyny.
I moja twarz przed wyjściem na pasowanie ;P.
Żartuję.
Nie było stresu.
Bardziej bałam się, że wywalę się w wyższych butach, pójdzie mi oczko w rajstopie (poszło nikt nie zauważył), że dzieci się gdzieś pomylą (pomyliły, nikt nie zauważył), że magnetofon odmówi posłuszeństwa (odmówił, zauważyli wszyscy...).
Później był mały poczęstunek z rodzicami, krótka sesja (mam nadzieję, że przynajmniej na połowie fotek mam otwarte oczy) i pogawędki z rodzicami.
A potem herbatka z nauczycielkami i dyrekcją.
I sprzątanie tego, co wcześniej wczesnoszkolne nauczycielki wieszały na sali gimnastycznej, czyli zabawa ze szpilkami, tekturowymi sowami i kolorowymi listkami z papieru.
Później ambitna M. zrobiła szybką lekcję angielskiego i zmyła się z kuchni, zanim mama zagadała ją na temat pasowania.
I teraz właśnie chilloutuję się na swoim łóżku z nowym kubkiem ;P.
Plan na weekend jest  z kolei genialny w swej prostocie.
Nie mam na niego NIC zaplanowane ;P.
Pozdrawiam, życzę miłego weekendu i proszę podziwiać mój nowy nabytek do odstraszania facetów ;] ^^.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz