...

...
M.

sobota, 22 kwietnia 2017

Przestawianie kubka

No i wróciłam do porannego przestawiania kubka przed pracą.
Rano robię sobie kawę, a potem kubek wędruje ze mną od kuchni gdzie jem, do łazienki gdzie topię w gorącej wodzie tusz żeby odżył i do pokoju, gdzie plączę się w kable od prostownicy.
Jakoś zwykle nie mam możliwości usiąść i ją spokojnie siorbać, więc na ogół dopijam ją jednym chłodnym duszkiem, kiedy praktycznie wychodzę z domu.
Kolejna kawa leci przeważnie w przerwie w pracy, o ile uda się złapać tę przerwę przed południem. Chociaż teraz jest mi już bez różnicy czy piję rano, w południe czy późnym popołudniem. I naprawdę rzadko kiedy kawa mnie kopie ;).
Kopią mnie widoki i to chyba nigdy mi się nie znudzi.
Widoki i kolory, kolory i widoki. Brak słów, żeby je opisać.
Są jednym z najlepszych dodatków do pracy i nie ma dnia, żebym się nie podniecała szarawym błękitem nieba, biało - szarym chmurkom, ciemnej zieleni drzew.
Nawet jeszcze łyse drzewa, nawet błoto, nawet kałuże.
Nawet te wioski, zapadnięte płotki, kudłate psy ze skołtunioną sierścią.
Wszystko jest podręcznikowo ładne, nawet jak nieładne.
Mam nadzieję, że mój mózg ma zdolność przetwarzania kolorów i obrazów na słowa i że zdoła je zapamiętać do momentu, kiedy będę mieć więcej ochoty do siadania do "pióra" niż obecnie.
Póki co wolnych ciepłych dni nie spędzam prawie w ogóle w domu.
Nie powtarzam wiejsko - górskich widoków, które widzę z pracy, za to wszystkie lokalne atrakcje moje.
Wodospady, skały, kamienie, zamki, trasy spacerowe, fajne miejsca, bunkry, szałasy, zapory.
Wygodne buty, dobry kompan, który poniesie na barana, zrobi karuzelę, będzie asekurować jak będę się wspinać albo wieszać po poręczach, no i robić zdjęcia ;)


Porządki też jakoś sobie ostatnio odpuściłam i chyba (dziwnym trafem) przeszłam na artystycznie - nieartystyczny bałagan, chociaż myślę, że gdybym doczekała się swojego mieszkanka albo domku to znów wskoczyłabym na poziom perfekcyjnej pani domu.
Teraz to totalne przeciwieństwo głaskania podłogi i zbierania każdego kłaczka.
Podłogę jak wypastowałam pastą tak świeci, a wypolerowane lustro błyszczy, ale zadomowiło mi się w pokoju całkiem sporo kotów, niesparowanych skarpet w kącie, ciuchów na fotelu i kubków na stoliku. I niezastruganych ołówków ;). No i dobrze. Nie będą ostre i gotowe, bo nie piszę, nic nie wymyślam, nic nie tworzę, nic nie rysuję. Paradoksalnie, bo właśnie teraz mam czas. Dnia przybyło, długo mam światło dzienne, biegać mogę nawet i o dziesiątej, więc zostają całe dnie, wieczory, noce. Ale luz. Jeszcze będzie ze mnie artystka. Tak powiedzmy... półrocze^^. Może być? ;)










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz