...

...
M.

piątek, 22 sierpnia 2014

Mistrzynią świata w konkurencji SprintZWózkiemZostajeeee...

Ostatnio na spacerze z Toś, dwóch wujkowatych starszych panów zlustrowało mnie z góry na dół (z prześwietleniem rentgenem włącznie) i zgodnie stwierdziło, że „taka młoda, ładna, a już mama”, co sprowokowało mnie do uniesienia dumnie podbródka i powiedzenia „Jestem tylko jej nianią. I mam dwadzieścia trzy lata.”.
Dobrze, że nie dodałam jeszcze z naciskiem „i pół”, jak wtedy, kiedy byłam małą dziewczynką i skwapliwie liczyłam połówki swoich lat ;P.

Wczoraj wzięłam swoją podopieczną na długi spacer po mieście, bo dobrze jej się spało, kiedy jechała wózkiem, więc nie musiałam siedzieć na ławce i tałabać wózka nogą, tylko chodzić swobodnie, ćwicząc manewry na krawężnikach.
Niestety potem musiałam gonić z wózkiem ze Smolek, bo miałam w butelce za mało mleka, żeby nakarmić mały brzuszek łakomczuszka, więc w drodze powrotnej na przemian usiłowałam spacyfikować bobasa smoczkiem i uciszać, by ludzie nie wzięli mnie za wyrodną nianię...

Przy przebieraniu nie pomyliłam zatrzasków przy zakładaniu bodów, ale kiedy usiłowałam zdjąć Toś bluzeczkę, dopiero po paru minutach zorientowałam się, że chcę przepchnąć główkę przez otwór, choć nie odpięłam guziczków... (były z tyłu kaftanika i były cholernie mało widoczne! ;>).

Dziś z kolei mimo niesprzyjającej aury, diabelskiego zimna i mżawki, ochoczo zgodziłam się na wzięcie Małej Kluski na spacer.
Dostałam na ręce żywy pakunek, opatulony różową kurteczką z kapturkiem, nakryłam dziecko kocykiem, naciągnęłam budkę.
Ja sama miałam szarą bluzę w gwiazdki, kaptur i buty do biegania. Więc też byłam odpowiednio przygotowana ;P.
Mała głównie płakała, kiedy musiała leżeć w wózku, więc głównie nosiłam ją na rękach w parku, głównie starając się nie myśleć o tym, że przyzwyczajam ją na noszenie (co będzie głównie problemem dla mnie, skoro ją bawię ;P).

Kiedy zasnęła, ułożyłam ją w ulubionej pozycji (na brzuszku) i woziłam ją po mieście. Gdy krople deszczu zaczęły mnie atakować z natarczywością zmutowanych komarów, schroniłam się pod daszkiem apteki. Po jakimś kwadransie, Toś obudziła się z takim rykiem, że o mało nie połamałam sobie rąk, usiłując wyciągnąć ją z gondolki. Próby napojenia jej herbatką zakończyły się skrajnym niepowodzeniem. Ponieważ nie dała położyć się do wózka, musiałam ją nieść na rękach, pchając wózek biodrem/kolanem/lewą ręką. Musicie wiedzieć, że prowadzenie wózka w ten sposób idzie równie sprawnie co dłubanie w nosie w rękawicy bokserskiej...
Chwilę przeczekałam deszcz w drogerii, a potem decydując się na desperacki krok, mimo protestów wsadziłam dziecię do wózka i pędem leciałam z nim do domu, udając, że nie słyszę, jak krzyczy, czerwieniejąc i wypluwając podtykany przeze mnie smoczek.
Dzięki Bogu z racji deszczu na deptaku nie spotkałam zbyt wielu ludzi, więc uniknęłam spojrzeń pt. „CoOnaRobiTemuDziecku?NieMożeByćDzieciMająDzieciKoooniecŚwiata!”.

                                                                                      ***

 Oprócz tego jest prawie idealnie:

Bawię się w osobistą trenerkę Toś i kładę ją na brzuszek, żeby ćwiczyła unoszenie główki.
Usypiam ją w nowy sposób, bo stary nie chce działać.
Trzymając Toś na rękach, jestem w stanie miziać jej braciszka po główce/ schylać się po smoczek, nie odchylając przy tym Małej niebezpiecznie ku ziemi/ wywalać zużytą pieluchę i robić milion innych rzeczy, którymi nie będę się chwalić, bo będzie, że jestem nieskromna (^^ ;D).
A dziś podczas karmienia Mała wydudliła pięknie dwie butle mleka. I to ja ją wtedy karmiłam, ooo ;P.


                                                                                    ***

A tak poza tym:
 
·         prawie kończę czytać książkę Gerritsen, którą męczę chyba już drugi tydzień,
·         ambitnie napisałam dwa artykuły (antykoncepcja postkoitalna i NieChcecieWiedziećCoJeszcze...), chociaż mój „szef” jest na urlopie,
·         dostałam zaproszenie na wakacje do Włoch na lipiec 2015 (do cioci, na caaały miesiąc, nad morze ;D ;D :D),
·         ostatnio byłam biegać i mimo długiej przerwy zrobiłam 15 kółek ;),
·         wciąż nie zmotywowałam się, by pójść na basen,
·         dalej nie pomalowałam paznokci, żeby wyglądały na bardziej zadbane niż są (chyba, że bezbarwna odżywka z połyskiem się liczy?),
·         byłam na zumbie półtora godziny, a potem z niedosytu poszłam biegać po alei (^^),
·         wczoraj do nocy oglądałam „Bez śladu”, a w nocy schizowałam, gadając, że ćmy chodzą po suficie,
·         i ogólnie wczoraj zachowywałam się, jakbym się czegoś nawdychała. 
Opcje są takie: niemowlęce mleko, niemowlęce chusteczki do wycierania pupy, niemowlęca główka, niemowlęcy proszek do prania. Ale chyba nic z tych rzeczy nie jest halucynogenne, no nie? ;P.
·         właśnie byłam na spacerze z psem i kiedy dałam mu do pyska smycz (bo Pedro lub sam się wyprowadzać...), ten niesforny gamoń pomknął za jakimś burym kotem ze smyczą w mordzie, nie bacząc na moje wołania, więc...
·         chcąc nie chcąc muszę się ubrać i iść go szukać.
A na zewnątrz zimno. Ciemno. Ponuro. Mokro...
·         Brrr...


PS Czy czujecie już nadchodzący weekend? :D :D ;D ;). Bo ja tak! ;P. A mój plan wygląda tak:

1. Wypłata, ach wypłata! ;];];
         2. Solina i wyprzedaż w Croppie.
                 3. Obiecana mrożona kawka i ciasto z rabarbarem w Słodkim.
                              iiiii....
                                     4. Czytanie, czytanie, czytanie (bo W. ma służbę ;P).

http://polki.pl/dieta_dietyodchudzajace_artykul,10030721.html



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz