...

...
M.

niedziela, 19 października 2014

Banalnie ;)

Nie wiem o czym mam pisać.
O czymś konkretnym czy o niczym szczególnym.
O rzeczach ważnych czy błahych...
W związku z tym napiszę jak zwykle - o tym, co u mnie słychać ;P.
Nie bardzo mam na to ochotę, bo zraziłam się, odkąd usłyszałam, że nie powinnam robić z bloga pamiętnika...
Mimo to - skoro już blog przybrał zwierzeniową formę, ciężko będzie nagle przestać pisać w taki sposób.
Zwłaszcza, że ostatnio pisałam o dylematach i zdołowanym nastroju, więc pasuje dać jakiś znak życia ;).

Może daruję sobie sprawy uczuciowe, emocjonalne i refleksyjne i przejdę do banałów.
Święte prawo bloggera - może pisać, o czym chce ;).

Zadomowiłam się już w Rzeszowie na całego.
Znów idąc "swoją" dawną ulicą mijam same znajome panie sprzedawczynie i wymieniamy między sobą uprzejme "DzieńDobryMiłegoDnia".
Znów łażę po parku, nie omijając żadnej ścieżki.
Znów chadzam do Galerii wdychać zapach empikowskich książek i do szmateksów, przekopując się przez stosy ubrań.
I znów mam opryszczone czoło dzięki rzeszowskiej wodzie i załatwioną krtań, dzięki rzeszowskiemu powietrzu P.
Ajć ;].
A na uczelni?
Oprócz tego, że na zajęciach pilnie notuje PrawieŻeWszystko w zeszycie i staram się nie czytać całe zajęcia thrillerków pod stołem, napisałam już wstęp do pracy mgr.
Wow ;P.
Jest postęp ;D.

Częściej biegam, praktycznie co 2-3 dni.
Byłam dwa razy w kinie. Raz o mało nie zasnęłam na "Krocząc wśród cieni", za to na "Zaginionej dziewczynie" cały czas pilnie śledziłam film.
Ćwiczyłam w parku na sprzętach do fitnessu skumulowanych na jednym z trawników.
I wciąż nie byłam na imprezie ;P.
Co można łatwo zrozumieć, bo już w środy wieczór wracam do domu.
Czwartki, piątki i niektóre soboty poświęcam Toś.

Parę dni temu skończyła pół roku i nie mogę się nadziwić, jak bardzo się zmieniła.
Przede wszystkim - urosła.
Ale to normalne - w  końcu dzieci rosną ;P.
Czasami ciężko jest wcisnąć Małą w jakieś śpiochy, czasem zaklinuje się w nosidełku, kiedy chcę ją z niego wyjąć po spacerze.
Wierci się i kręci podczas przewijania i ubierania jak dziecięcy zabawkowy bączek.
Siada zamiast słodko leżeć na podusi i ciągnąć butle.
Siedząc na bujaczku macha nóżkach i rączkami, jakby naoglądała się za dużo zajęć z fitnessu w TV.
Dzwoni grzechotkami głośniej niż ministranci w Boże Ciało.
Gaworzy, piszczy, krzyczy.
Wyrzuca na podłogę zabawki, z uwagą śledząc ich lot.
Kiedy przygotowuje jej mleko, trzymając ją na rękach, próbuje chwycić ścierkę, łyżki, zakrętkę od butelki i wszystko to, czego nie powinna chwytać.
Z szerokim uśmiechem na buzi ciągnie mnie za włosy i triumfalnie patrzy na kilka pojedynczych kłaczków w swojej zaciśniętej piąstce, uśmiechając się słodko do swojej NaSzczęścieJeszczeNieŁysej niani ;).


Od listopada Toś chyba będzie miała nową nianię :(.
O masakra.
Nie sądziłam, że można się tak przywiązać do niemowlaka.
Może jednak mam jakiś minimalny instynkt macierzyński ;P.

A w domu?
Dalej spędzam mało czasu, choć przynajmniej w nim sypiam.
Tzn. "sypiam" to trochę za dużo powiedziane, bo ostatnio nocami czytam książki przy latarce.
Przez duszący kaszel leżę na siedząco (taa, to nie błąd...), więc nie mogę zmrużyć oka średnio do drugiej nad ranem.
Zasypiam przeważnie już na płasko (w sensie bez piramidy poduch) umęczona ciągłym naprężaniem mięśni brzucha i strun głosowych.
Dziwne, że w ciągu dnia mam siły bawić Toś, czytać, hula hopić i oglądać "Skazanego" i w ogóle nie odsypiam nieprzespanych nocek ;P.



I tyle.
Z banałów.

Nie - banały kiedy indziej, jak ochłonę.

PS Nie wiem, o czym ma być PS, jaki dać tytuł i obrazek... ;P. W związku z czym daję banalny tytuł, banalny obrazek i banalnego PS-a.


https://sites.google.com/site/polskawporachroku/jesien

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz