...

...
M.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Różowe okulary, fioletowe słuchawki...




Rano planowałam, o czym będzie dzisiejszy post.
Miał być o tym, że nie miałam za dużo czasu na przygotowanie się do egzaminu, bo miałam mnóstwo innych zajęć, a mimo to naskrobałam dwadzieścia stron notatek.
Że w sobotę do pierwszej w nocy pełniłam nocną wartę u Toś, śpiąc chyłkiem na jej poduszce do karmienia.
I że dziś rano egzaminacyjne pytania bardzo mi podeszły, więc napisałam wszystko, ledwie mieszcząc się na kartce kancelaryjnej.

Ale nie będę pisać o takich pierdołach.
Wpis będzie o tym, że pięć minut przed wejściem na egzamin, dostałam smsa, po którym do teraz mam gulę w gardle.

O tym, że jak szłam na mieszkanie, od płaczu powstrzymywał mnie tylko mróz.
Że wzrok miałam wbity w ziemię, a dźwięki ulicy zlały mi się w jeden szum.
Że oddychałam głęboko, jak w szkole rodzenia.
Że widziałam, jak ludzie patrzą na moje rozmazane prawe oko.
Że szłam jak robot, machając automatycznie rękami i nogami. 
Że czułam się jak bohaterka jakiegoś taniego melodramatu, starając się uświadomić sobie, co się właściwie dzieje.
Że myśląc o rzeczach ważnych, robiłam rzeczy błahe.

Poszłam kupić sobie tofu i roszponkę.
Ugotowałam i zjadłam zupę jarzynową.
Pogadałam ze współlokatorką o egzaminie.
Ze znajomym o piciu wódki.
I nawet użyłam w rozmowie emotikonków, choć wcale nie było do śmiechu.

A równocześnie blokowałam oczy rzęsami, żeby tylko nie puścić pierwszej fali skroplonych emocji…

Oczywiście wiem, że wszystko będzie dobrze
Wierzę w to tak mocno jak w nic innego.
Nie dopuszczam do siebie innej opcji.
Nie ma szans!
Patrzę w przyszłość jak przez różowe okulary.
Z optymizmem, wiarą i nadzieją.
 
I tylko nie wiem, jak można Kogoś wesprzeć, skoro nie mamy w rękach boskiej uzdrawiającej mocy.
Chyba tylko myśląc o tym Kimś w każdej chwili i być z nią myślami.
Więc myślę.
Cały, caluteńki czas
 
Ale w myślach widzę jak razem z moją przyjaciółką (od której na znak przyjaźni dostałam wymarzone prawdziwie paryskie Eifllowe kolczyki), łapiemy razem mole przez snem, śpiewamy Disneyowskie piosenki, wydzierając się na całe gardło i słuchamy wspólnie muzyki sączącej się przez fioletowe słuchawki, siedząc w autobusie jadącym do stolicy i śpiąc oparte o siebie jak dwie koale... ;).

PS I oczywiście wszystkich proszę o wsparcie, modlitwę i ciepłe myśli, słane w stronę mojej Eifflowej Przyjaciółki, którą ściskam, wspieram i mocno, mocno całuję ;*.


http://red-rock-smail.blogspot.com/2013/05/jak-patrzec-na-swiat-przez-rozowe.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz