...

...
M.

czwartek, 8 stycznia 2015

Promyczek ;]

Odkąd tylko dziś rano odsłoniłam zasłony w pokoju i przez firankę przebił się pierwszy promień słońca, wiecie co robię?
Bawię się w Promyczek Szczęścia ;].
No okej.
Może i zawsze chodzę po ulicy z rozkojarzonymi oczkami i rozmarzonym uśmieszkiem.
Ale dziś to już wyjątkowo ;P.


A dlaczego?
Podjęłam decyzję.
Myślę, że dobrą.
Bo zaakceptowało ją i moje serce, i rozum ;].

Dziś miałam mieć próbne zajęcia w przedszkolu językowym.
Rano znów nie mogłam nic przełknąć, ale to był w sumie jedyny objaw stresu, jaki miałam ;].
Ubrałam się, wyszłam z domu.
Doszłam na miejsce w kwadrans (obczaiłam skrót ^^).
Uśmieszki do pracowników, uśmieszki do dzieci, bla, bla, bla...

Zajęcia były... osobliwe ;].
Przede wszystkim dzieci były dość... trudne do okiełznania ;P.
Ciężko było mi do nich dotrzeć.
To mnie nieco zbiło z pantałyku.
I zmotywowało, żeby jednak się wykazać ^^.
Kiedy się udało - czterolatki bardziej zainteresowało moje imię i kolczyki niż temat zajęć (zima).


Ogólnie śmiać mi się chciało, bo młodziaki zwracały się do mnie per "Miss M." (przy czym używały pełnej, oficjalnej wersji imienia, tak jak mam zapisane w dowodzie osobistym ;D).
Ale ostatecznie złapałam z nimi kontakt, zapamiętałam imiona prawie całej czternastki i zrealizowałam część zajęć, które zaplanowałam.
Na całość niestety brakło mi czasu, ponieważ nie wszystko da się zaplanować.
Np. nie pomyślałam, że plastelina, którą mają dzieci tak ciężko się rozsmarowuje i wyklejanie nią śnieżynki zajmie tak długo ;D.
Dlatego na zimowy wierszyk i powtórkę z kolorów podczas kolorowania nie miałam już czasu. 

Ale, ale...
Później znów zostałam wezwana na rozmowę do pani dyrektor naczelnej.
Usłyszałam swoje plusy i minusy (osobowość, uśmiech, dobre podejście, miękki melodyjny akcent, intuicja pedagogiczna kontra błędy językowe, wymagające doszlifowania, nie wykorzystanie całych zajęć, brak doświadczenia w pracy w przedszkolu i młody wiek).
Nie mniej jednak dostałam wielką, wielką szansę ;].
Którą chcę wykorzystać.

Otóż - do końca stycznia będę chodzić na nieodpłatne praktyki.
Nawet po kilka godzin dziennie.
Dostanę też możliwość zrobienia bezpłatnie kursu językowego, żeby się dokształcić ;).
No i jeśli wszyscy będą zadowoleni, od lutego zacznę pracę na umowę zlecenie.
Uh.
Więc teraz biorę się ostro za siebie.
Ambitnie się uczę, realizuję cele i poprawiam błędy ;).
Żeby dać z siebie wszystko :).
I żeby jednak od lutego mieć tę pracę ;].

Więc co?
Misja na styczeń już znana ;).
Wyzwanie jest?
Jest.
Nadzieja i wiara, że podołam?
No jasne, przynajmniej spróbuję zrobić, co się da ;).
Musiałabym nie być takim harpaganem ;).
Zaczynam od jutra, więc proszę mnie wspierać duchowo i słać w moją stronę promyczki powodzenia ;].
Ja mogę Wam zagwarantować, że odeślę Wam takie promienie, że będziecie musieli posmarować się grubą warstwą kremu z filtrami UV, żeby Was nie spiekło ;P.



PS Oczywiście u mnie nie można mówić o nie wiadomo jakim sukcesie, bo to dłuuuga droga przede mną. Ale można powiedzieć, że wdrapałam się samodzielnie na pierwszy, stromy schodek. Nie trzymana przez nikogo za rączkę, nie popychana za pupę. Co mnie bardzo cieszy, bardzo motywuje i bardzo zajmie przez najbliższe dni ;].




http://vegasgirl1.pinger.pl/m/17795018

1 komentarz:

  1. Madzia wielkie gratulacje! Oby co raz więcej takich sukcesów było w Twoim życiu. Buźki

    OdpowiedzUsuń