...

...
M.

sobota, 3 stycznia 2015

Z pamiętnika... bezsennika ;]


Jestem osobą o dość wysokim stopniu tolerancji na czynniki drażniące.
Wiele rzeczy jestem w stanie znieść.
Wiele sytuacji przetrawić.
Wielu osób nie zabić ;P.
Ale kiedy po raz kolejny kładę się do łóżka i nie mogę zasnąć i kiedy po raz kolejny w ciągu dnia czuję się przez to jak zombie, mam wrażenie, że zaraz wybuchnę.
Jestem już po prostu zmęczona.
Zmęczona swoim zmęczeniem.

Kiedy zaczął się problem?
W sumie... to trwa już od początku studiów magisterskich.
Czyli jakieś półtora roku.
Masakra ;P.
Tyle, że zwykle zdarzało się kilka bezsennych nocy na miesiąc i regularne problemy z zaśnięciem.
I zwykle te ciężkie nocki odsypiałam w dzień.
Teraz, gdzieś od jesieni - bezsenność na stałe włączyła się w repertuar codziennych dni... 
I nocy ;P.

Wcześniej miałam tylko okresy bezsenności, które po pewnym czasie mijały.
Czasami nie mogłam zasnąć z podekscytowania, czasami budziłam się przez pełnię. I to wcale nie dlatego, że wyłam do księżyca ;P.
Nie mogłam spać przed ważnymi egzaminami i rozmowami o pracę.
Przed Multiselectem.
Przed egzaminem na prawko…
Nie mogłam też zasnąć w nowym miejscu, niezależnie od tego czy spałam u koleżanki czy u rodziny.
Ale wydaje mi się, że to normalne, bo takie sytuacje są nowe i dość stresujące. Zwłaszcza, jeśli koleżanka też boi się pająków ^^.
Bywało, że wpadałam w ciąg bezsennych nocy, odsypiania ich w dzień, ponownych problemów z zaśnięciem i znów śróddniowych drzemek, ale trwało to maksymalnie tydzień, góra dziesięć dni.
Do przeżycia ;).
Teraz nie pamiętam, kiedy przespałam kilka nocy z rzędu.
Właściwie co noc coś innego.

Albo nie mogę zasnąć i tłukę się po łóżku jak Marek po piekle, aż w końcu zasypiam nad ranem.
Albo nie mogę zasnąć i tłukę się po łóżku, aż w końcu z niego wstaję, biorę się za czytanie albo pisanie i kładę się dopiero przed trzecią.
Albo zasypiam w miarę szybko (tak do godziny ;P), za to budzę się o 2-3 i nie śpię do piątej.
Albo zasypiam w miarę szybko, budzę się o 2, znów zasypiam, znów się budzę i tak kilka razy do rana…
Albo przez nieprzespaną noc zostaję w łóżku do dziesiątej i mam rozbity cały dzień.
Albo kiedy o piątej/szóstej wciąż nie śpię, wstaję i zaczynam dzień jako ranny ptaszek…

Ogółem sypiam więc nie więcej niż pięć - sześć godzin na dobę.
I niestety nie jestem osobą, której tyle godzin snu wystarcza ;D.
W ciągu dnia jest różnie.
Czasem mimo kilku godzin snu wyglądam na wypoczętą i zrelaksowaną.
Pomijając podkrążone oczy, bo to już standard ;).
Mam dużo energii, dużo sił.
Cały czas coś robię, wszędzie mnie pełno.
Jak to ja ;).
Ale czasem wyglądam tragicznie i tragicznie się czuję.
Nie chce mi się jeść, nie chce mi się ćwiczyć.
Nic mi się nie chce.
No – poza spaniem.
Ale nie śpię, bo wtedy wyśpię się w dzień i w nocy nie zmrużę oka.
Więc przytrzymuję się, szukając sobie zajęcia.
Wieczorem nie kładę się spać z kurami, tylko czekam do tej przyzwoitej jedenastej, w pół do dwunastej.
I oczywiście powtórka z rozrywki…

Doszło już do tego, że boję się kłaść do łóżka ;).
Boję się tego bezowocnego kręcenia w pościeli.
Bezsenność męczy mnie chyba bardziej niż jakakolwiek aktywność fizyczna, łażenie po sklepach czy przebywanie z nudnymi osobami.
Bezsenność to moja zmora ;].
I nie wiem, co mogę zrobić, żeby ją pokonać, bo wydaje mi się, że już wszystko robię pod kątem bezsenności.

Czyli co robię?
Prowadzę w miarę regularny tryb życia.
Mam kilka stałych punktów dnia i poniekąd moje dni codziennie wyglądają tak samo.
Zawsze jest czas na obowiązki, ale i na odpoczynek.
Jest nauka i praca, ale są też przyjemności.
Zdrowo się odżywiam, piję dużo wody, spaceruję zamiast jeździć autem i ćwiczę.
Ćwiczę godzinę, dwie, czasem dłużej.
Ale nie jestem przemęczona.
Ogólnie ciężko jest mnie zmęczyć ;P.
Do tego:
- poranny prysznic, który jest orzeźwiający i pobudzający i wieczorny, który relaksujący,
- czytanie książek, które nie są zbyt straszne i oglądanie niezbyt emocjonujących filmów,
- miła rozmowa z kimś miłym,
- zero kłótni (nawet z siostrą ;D),
- zero myślenia o problemach, o rzeczach złych albo smutnych.
No okej.
Z tym myśleniem to różnie bywa ;P.
Bo czasem myśli same pchają się do głowy, wcale o to nieproszone.
Ale z nikim się nie kłócę i z nikim nie drę kotów.
Więc teoretycznie sumienie mam czyste.
Nie jem późnej ani ciężkiej kolacji, ale coś tam zaczęłam jeść, żeby nie być głodna. Zwłaszcza po treningach.
Owoc, jogurt naturalny, kilka migdałów.
Menu bezsenniczki…
Pokój mam porządnie wywietrzony.
Ponieważ podczas ćwiczeń jest mi strasznie gorąco, temperaturę utrzymuję na poziomie 14-15 stopni ;P.
Wiem, wiem – masakra.
Ale jak kręcę się w hula hopie albo wyginam się na macie – uwierzcie, że i tak jest mi gorąco.
Potem idę pod prysznic i odkręcam kaloryfer, więc pokój nagrzewa się do jakiś 17-18 stopni.
Jest więc idealnie i optymalnie.
Mam wygodny twardy materac.
Kokosowy.
Drogi jak fiks.
Mam miękkie flanelowe prześcieradło, bawełnianą, miłą w dotyku pościel, miękkie milutkie poduszki, ciepłe skarpetki i polarowe kocyki w razie, gdyby było mi zimno.
Mam na kaloryferze ceramiczne naczynie na wodę, żeby w pokoju nie było za sucho.
Kurczę, mam nawet relaksująco zielone ściany w pokoju i obrazki z sympatycznymi pandami koło łóżka ;>.
Coś jest nie tak?
Coś robię źle?
Myślę i myślę i nie mogę wymyślić.
Za bardzo jestem pobudzona?
Mam zbyt aktywny mózg?
Za dużo stresów?
Za mało spokoju?
Nie potrzebuję tyle snu?



Paradoksalnie na imprezie albo podczas zbiorowego oglądania filmu, padam jak mytka jako pierwsza.
Najpierw opadają mi powieki, potem opada mi cała głowa.
Ale jak idę do łóżka - senność mija jak za machnięciem różdżką... ;/.

Wczoraj skapitulowałam i kupiłam środki nasenne.
Jakieś łagodne, bez recepty.
Z melatoniną i ziołami.
Kiedy oglądałam wieczorem film i czułam, że robi mi się "dobrze" (if you know, what I mean ^^), sięgnęłam po szklankę z wodą i tabletki.
Zażyłam dwie, choć zabawa z połykaniem dużych okrągłych tabletek trwała chyba dziesięć minut...
Kosztowało mnie to tyle wysiłku, że... po wzięciu pigułek poczułam się całkiem rozbudzona... ;P.
Po jakichś czterdziestu minutach poszłam do łóżka.
Odpaliłam sobie kominek do aromaterapii z olejkiem lawendowym, wytrzepałam poduszkę.
I co?
Oddychałam głęboko powietrzem przesyconym lawendą, koksiłam się w pościeli jak kwoka, wysiadująca jajko i oczywiście - nie spałam...
Zasnęłam po 1, obudziłam się wpół do 3, zasnęłam tylko po to, żeby pośnić jakieś durnoty głupoty i obudziłam się znów o 5.
Bosko... 

Dobrze, że miałam praktyki w usypianiu Toś.
Z sobą postępuję podobnie ;P.
Szynszyla karmię na noc, żeby miał zajęcie i nie skakał po półkach, tylko wsuwał jedzenie.
Wyłączam laptopa, robię porządek w pokoju, żeby nic nie zakłócało mojego spokoju (i żebym nie zabiła się na hantelkach, jak będę szła do łóżka ^^). 
Nie czytam, bo światło mnie rozbudza.
Nie słucham muzyki, bo wtedy korci mnie, żeby pokręcić hula hopem.
Biorę prysznic i zalegam w piżamie na sofie w salonie przed telewizorem.
Gaszę światło i czekam, aż poczuję senność.
Jak zaczynam wykładać się na kanapie i tracę orientację, co dzieje się w filmie, sięgam po pilota i wyłączam telewizor.
Wtedy jak cichociemna, nie świecąc światła, idę do łazienki.
Potem na czworakach wspinam się po schodach.
Bez światła, bo mnie rozbudzi ;P.
Idę do pokoju po omacku.
Delikatnie wsuwam się pod kołdrę.
Wyłączam telefon.
Wyłączam myślenie.
Wyłączam planowanie, rozmyślanie, rozkminianie.

I kręcę się w pościeli, czekając na sen ;).
Cóż...
Byłam w piątek u lekarki po skierowanie do poradni leczenia zaburzeń snu.
Może w Rzeszowie badają takie przypadki ;P.
Zawsze to jak wezmą mnie na noc do szpitala, będę mieć większy repertuar sposobów na spędzenie bezsennej nocy.
Może policzę elektrody przypięte do mojej głowy, może będę skakać przez szpitalny korytarz na jednej nodze, a może spoufalę się z innymi pacjentami... ;P.
Gorzej, jeśli bezsenników leczy się w psychiatryku.
Wtedy nie będę się z nikim bratać ;P.


A w Nowym Roku nie życzcie mi faceta, tylko przespanych nocy ;] ^^.
Chociaż w sumie jakby spanie z kimś miało mi pomóc (albo zapewniać zajęcie, gdybym jednak spać nie mogła ^^), to możecie mi go życzyć ;P.
Ale już mu współczuję :D :D :D.

PS  A może macie jakieś sprawdzone sposoby albo rady odnośnie bezsenności? ;]. Coś oprócz melisy i liczenia baranów... ;P. Możecie ewentualnie zaangażować mnie do jakichś nocnych prac. Nocnych karmień niemowlaków, nocnych rozmów z samotnymi czy co tam można jeszcze robić, jak normalni ludzie śpią... ;). Bo oszaleję z tego niespania ^^.



http://www.glamki.pl/diety-i-fitness/lecznicze-soki-na-bezsennosc-i-klopoty-ze-snem,54_470.html





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz