...

...
M.

środa, 18 lutego 2015

Praca odcinek 2, czyli…




… na czym właściwie polega praca nauczycielki w przedszkolu ;]

Zapewne większość z Was nie wie, czym zajmują się przedszkolanki ;).
Zapewne wydaje się Wam, że sprawdzaniem obecności, uczeniem dzieci piosenek i wstawianiu im buziek za namalowanie szlaczków.
Zapewne myślicie, że większość czasu bawię się z dziećmi na dywanie albo uzupełniam dziennik.
Zapewne zdziwicie się, jak dowiedziecie się, co robi się w przedszkolu ;P.

Zacznijmy od tego, że nigdy się nie nudzę ;).
To już jest pozytyw.
Niezależnie od tego czy pracuję 3 czy 7 godzin, czas strasznie szybko mi leci.
Czasami jest trochę zamętu i chaosu.
Czasami nie mam czasu usiąść na tyłku.
Czasami jestem zmęczona.
Czasami jestem oszołomiona.
Ale na pewno lubię swoją pracę i jestem z niej zadowolona ;].
Nawet wstawanie o 6 rano w środy albo kończenie pracy o 18 w piątek nie stanowi dla mnie problemu.
Właściwie większość czynności, które muszę wykonać, też nie stanowi dla mnie problemu.
Czasami czegoś nie wiem, czasami czegoś nie potrafię.
Ale szybko i chętnie się uczę, tak więc…

Nabieram już wprawy w przekonywaniu maluszków, żeby puściły poły rodzicielskich płaszczy przy porannej odprawie.
Poranki (zwłaszcza po weekendzie/chorobie dziecka/świętach/feriach) bywają ciężkie.
Maluchy płaczą, trzymają się kurczowo maminej spódnicy albo wspinają się po tatinych nogach jak kapucynki.
Jęczą, piszczą, zawodzą.
Trzeba wykazać się nie lada umiejętnościami, by odwrócić ich uwagę od płaczu, uspokoić, wyciszyć, zainteresować czymś (dobry bajer zawsze w cenie) i wreszcie – odkleić od rodzica.
Trzeba też przyjąć odpowiednio pewną i profesjonalną minę, żeby przekonać rodzica, iż zostawia dziecko pod fachową opieką wykwalifikowanej i doświadczonej nauczycielki, która wie, co robi i która umiejętnie zadba o dobro maluszka, żeby czasem nie spadł mu włos z głowy ;).
Trzeba mieć w zanadrzu tysiąc haseł i pomysłów, żeby dziecko nie chciało uciec za rodzicem.
Trzeba przytrzymywać piąstki, które walą w drzwi i ciałko, które rzuca się po podłodze.
Trzeba być empatycznym, cierpliwym, wyrozumiałym i ciepłym.
Przytulać, ocierać łzy, zapewniać o wszystkim tym, o czym dziecko chce słyszeć i poświęcać mu 100% uwagi.
Co jest czasem trudne, kiedy w przedszkolnej sali jest już kilka innych rozrabiaków ;].

Przeważnie, kiedy dzieci coś chcą, to wszystkie na raz.
Niestety nie mają zbyt skoordynowanego czujnika potrzeb.
Nie jest tak, że kiedy jedno chce sikać, reszta ochoczo zwłaszcza wyjście do WC.
Nie, nie.
To nie działa w ten sposób ;P.
- Kupa! – mówi jeden szrab.
- Klej! – woła drugi, pokazując na upaprany stolik, klejące się rączki i umorusaną bluzeczkę.
- Brokat! – krzyczy dziewczynka wyglądająca jak brokatowa bombka choinkowa.
- Czy mogę prosić o kanapkę? – kulturalnie prosi 4-latka, gładząc się po okrągłym, ale rzekomo pustym brzuszku.
- Namaluje mi pani kotka? – łypią na mnie lizusowskie oczka za szkiełkami okularów…
I wtedy zaczyna się gonitwa.
Zabieram do łazienki sklejonego delikwenta, za drugą rękę prowadzę dziecko, które chce do kibelka. W międzyczasie dołącza do nas jeszcze kilkoro dzieci, które też wykazują chęci skorzystania z toalety. Albo możliwości wyjścia z sali.
W łazience pilnuję swojej uroczej gromadki.


 
http://emaluszki.pl/239_Lewor%C4%99czno%C5%9B%C4%87.html

Choć „pilnowanie” jest dość ogólny stwierdzeniem…
Zerkam czujnie przez wahadłowe jak w westernie drzwiczki.
Czy dzieci nie bawią się w doktora?
Czy w jednej toalecie znajduję się pożądana ilość dzieci w liczbie jeden?
Czy dzieciaki radzą sobie z rozbieraniem?
Nie plączą się w szelki, nie mają kłopotów z paskami i sprzączkami?
Czy nie trzeba pomóc im się ogarnąć i ubrać, jak już skończą?
Czy majtki nie są naciągnięte po pachy, a spodenki nie ukazują kreski na pupie?
Czy dziecko podwinęło rękawki do mycia rąk?
A jeśli nie, to czy się zamoczyło?
A jeśli się zamoczyło to czy wystarczy wysuszyć je pod suszarką czy trzeba dzieciorka przebrać w coś suchego?
Czy dzieci myją rączki wodą z mydłem?
Czy nie chlapią wodą po innych dzieciach/lustrze/podłodze?
Czy zakręciły kran?
Czy nie bawią się, rozsmarowując mydło po płytkach?
Czy nie moczą papierowych ręczników, bo rozmoczone papiery w rączkach to przecież super zabawa?
Czy nie wieszają się po umywalkach, nie wchodzą pod prysznic, nie wspinają się na przewijak i nie wtykają paluszków między drzwi?
Czy pobrudzony klejem łobuz wymył się dokładnie?
Czy klej nie zalepił włosów?
Czy się przy tym nie ochlapał z góry na dół?
Potem wystarczy tylko przypilnować, żeby dzieciarnia ustawiła się w pary, upomnieć, że po korytarzu się nie biega i wrócić do sali.
Wysłuchując po drodze kłótni: „Kto będzie trzymał Panią za rękę” i łapiąc tych aparatów, które jednak uciekają.
Jeśli w czasie, kiedy było się z dziećmi w kibelku dobra wróżka/duch święty/koleżanka/kolega z pracy posprzątali – można zająć się obserwacją i pilnowaniem dzieci.
Jeśli nie – trzeba kolejno:
- przebrać wypadkowemu dziecku brudną posklejaną bluzeczkę,
- wytrzeć stolik, podłogę, krzesełko z kleju,
- sprawdzić, czy zrobiło się to dokładnie, żeby nikt nie przykleił się do stolika,
- pozamiatać rozsypany brokat, uważając, żeby nie wyglądać potem, jakby ktoś wyturlał nas w brokatowym pyle,
- schować klej, brokat i inne niebezpieczne sprzęty wysoko na szafę,
- znaleźć zawiedzionym i miauczącym głośno dzieciom inne zajęcie,
- dać głodnemu dziecku kanapkę,
- podać mu serwetkę do wytarcia buźki,
- zetrzeć za nim okruszki,
- usiąść na małym krzesełku przy małym stoliku w asyście kilkorga maluchów,
- namalować kotka/pieska czy whatever,
- wysłuchać proszących głosików „Mi też! Ja też chcę!!!” i sprawiedliwie machnąć jeszcze z pięć piesków.


http://www.basniowa-kraina.edu.pl/

 
W międzyczasie trzeba też pilnować, żeby reszta brygady ładnie się bawiła.
Żeby dzieci nie wspinały się na parapet.
Żeby nie biegały między stolikami.
Żeby nie zabierały innym klocków.
Żeby nie straszyły rybek.
Żeby nie biły kolegów.
Żeby nie popychały dziewczynek.
Żeby nie kłóciły się o książeczki.
Żeby nie ruszały laptopa.
Żeby wydmuchały nosek, z którego wiszą dwie wielkie kipy.
Żeby wymyły buzię z dżemu.
Żeby nie rozwalały innym dzieciom zamku z klocków.
Żeby nie skakały po krzesłach.
I nie wchodziły na stoliki.
Żeby podnosiły kredki, które spadną na podłogę.
I nie rzucały mazakami.
Żeby posprzątały po sobie ścinki papierów i porozrzucane resoraki.
I żeby „były grzeczne”.
W międzyczasie trzeba też rozmawiać z rodzicami, którzy odbierają dziecko.
Odpowiedzieć na masę ich pytań.
Rozwiać wątpliwości.
Uspokoić.
Tak, dzieci były na spacerku.
Tak, X miał czapeczkę, szaliczek, rajtuzki i ortalionowe portki.
Tak, wszystko ładnie zjadł.
Tak, spał podczas leżakowania.
Nie, nie kaszlał.
Tak, miał lekki katarek.
Płakał, ale tylko chwilę.
Nie, nie mówił nic o bólu brzuszka.
Nie, nie robił kupy…
Niektórzy rodzice są bardziej dociekliwi, inni mniej.
Niektórym trzeba nawet udzielać informacji, typu „Kichnął raz” albo „Dwa razy zakaszlał podczas spania”.
Trzeba też wypytać o chęć zapisania dziecka na karate, na zajęcia taneczne i na wyjazd do pizzerii.
Zebrać podpisy.
Przekazać jakieś informacje.
Spytać o coś.
Poprosić mamy maluszków, żeby rozważyły przynoszenie pampersów na leżakowanie, bo niektóre się moczą.
Przekazać informacje, czy dziecko było grzeczne czy nie.

 
http://www.bajka.gostyniacy.pl/ogloszenia/369-dzie-kredki.html
 
Prowadzenie zajęć z dziećmi nie jest specjalnie trudne.
Wystarczy usadzić je wszystkie na dywanie tak, żeby siedziały na tyłkach po turecku, nie ciągnęły się za włosy, nie szarpały i nie biły o miejsce.
VIPowskie miejscówki są oczywiście koło Pani ;].
Bywa, że muszę się ładnie napocić, żeby delikatnie odgonić od siebie bandę małych pseudofanów, żeby móc swobodnie oddychać ;].
Nie, żebym tylko ja miała takie powodzenie.
Po prostu Pani to w przedszkolu guru ;].
Sprawdzenie obecności, zrobienie wpisu w dzienniku i strzelenie swojego autografu w wyznaczonym miejscu to sama przyjemność.
Pokazywanie dzieciom obrazków, czytanie anglojęzycznych książeczek, uczenie prostych słówek, mówienie wierszyków czy śpiewanie piosenek też jest fajne.
Pod warunkiem, że dzieci wykazują chęci do przyswajania wiedzy ;].
Nie dekoncentrują się, nie krzyczą i nie rozbiegają się po sali.
No, ale… ;).
Co jeszcze trzeba robić w przedszkolu?
Ogarniać posiłki ;P.
W zależności o tego, ile nauczycieli jest na miejscu, trzeba:
- przywieźć z korytarza wózek z wazą, talerzykami, miseczkami etc.,
- ponalewać do czarek odpowiednią ilość zupy lub nałożyć na talerzyki obiadek,
- porozdawać dzieciom łyżki,
- pozanosić na stoliki jedzenie,
- powycierać plamę z zupy, którą ktoś już zdążył wylać,
- nalewać dalsze porcje,
- pilnować, żeby w międzyczasie łobuzy nie stawały na krześle, nie stukały w akwarium, nie bawiły się samochodami na dywanie, nie rozrzucały ziemniaków po podłodze itd.,
- dalej nalewać zupę/nakładać obiadki,
- słuchać marudzenia: „Nie lubię”, „Nie chcę”, „Nie będę jeść”,
- zabierać puste miseczki od tych, którzy skończyli, proponować herbatkę i deserek,
- zachęcać tych, którzy nie jedzą, żeby zjedli pięć łyżek zupy,
- ogarniać stoliki, biegając z dezynfekującym sprayem i doczyszczając zeschnięte plamy,
- karmić niejadków, żeby zjadły chociaż parę kęsów czegoś ciepłego...

Oprócz tego jest jeszcze mnóstwo innych rzeczy, które trzeba ogarnąć, kiedy pracuje się z dziećmi i których nie sposób zliczyć ;].
Jest to m.in. naprawianie zabawek, robienie fryzur dziewczynkom (delikatne rozczesywanie, robienie wymyślnych fryzur, przypinanie na główce tysiąc pięćset spineczek i wsuweczek), ubieranie dzieciarni na spacer (wciskanie butów na stopki, dokładne zawiązywanie szalików pod szyjką, zapychanie uszów pod czapki etc. Samego spaceru opisywać nie będę. Wyobraźcie sobie kilkanaście maluchów, które trzeba pilnować w parku ;D), wymyślanie tysiąca wymówek, dlaczego mama jeszcze nie przyjechała, ubieranie dzieci w eleganckie stroje na występy i bale (cztery warstwy sukienek, tiulów i koronek…), przyklejanie plasterków na mikroskopijne ranki czy otarcia, bo plastry mają motyw Dzwoneczka, a nie ma to jak wróżka cynka na mega upiornie bolesną ranę... ;].
Bywa, że dostaje się żylaków na mózgu od myślenia. 
Na co można pozwolić dziecku, a jakie zachowanie trzeba ganić? Jaka kara jest adekwatna do przewinienia? Jak rozwiązać dziecięce problemy i rozgonić bójkę? Jak pogodzić kłócące się przedszkolaki? Jak uspokoić histeryka? Jak wyciszyć agresora? Jak uśpić dziesiątkę dzieci na raz?  

Trzeba pamiętać, które dziecko na co ma alergię, które czego nie je i które wymiotuje, kiedy zachęca się go je jedzenia...
Które dziecko ma jakie zainteresowania, żeby można je było czymś zająć albo odwrócić jego uwagę, kiedy smuta/płacze/rozrabia.
Które dziecko ma jakich rodziców/ciocie/dziadków, żeby nie wydać malucha niewłaściwej osobie.
Które dziecko jest grzeczne i spokojne, a które jak jest grzeczne i spokojne niechybnie oznacza, że coś zmalowało...
Itd itp.



Tak więc jak widać, praca nauczycielki w przedszkolu to bycie adwokatem, psychologiem, ciocią dobrą radą, konserwatorem zabawek, higienistką, specjalistką od żywienia, klawiszem i przede wszystkim - człowiekiem ;).
Bo nie wystarczy uczyć, pilnować i wychowywać.
Nie wystarczy przyczepić koła do traktora, zrobić dobieranego warkocza czy narysować księżniczkę.
Trzeba jeszcze te dzieci wspierać, kochać i szanować, zachowując przy tym pogodę ducha.

PS I do tego - nie zwariować ;]
http://www.bajka.gostyniacy.pl/ogloszenia/369-dzie-kredki.html

1 komentarz:

  1. O tak praca z dziećmi to wielkie wyzwanie..... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń