...

...
M.

wtorek, 17 lutego 2015

Tajemniczę ;] ^^




Co u mnie? 
Hmm…
U mnie wszystko na "tak", więc wpis zacznę od tego, co zaczyna się od "nie" ;P. 
Tak więc...
Nie mam jeszcze zajęć na uczelni.
Nie biorę już antybiotyku.
Nie mam gorączki, ale nerkę wciąż czuję, że mam...
Nie chodzę na siłownię :/.
I nie – nie ćwiczę (choć już powoli mnie nosi ;D).
Nie czytam, za to piszę.
Nie chodzę na basen.
Nie kupuję ciuchów, bo nie mam pieniędzy (chociaż oczywiście wypatrzyłam już nowe bluzy, jutro mam korki, a za niedługo wypłatę ;D)
Nie przemęczam się.
Ani nie nudzę.
Nie tracę czasu, ale nie mogę też powiedzieć, że wszystko co robię jest pożyteczne.
Nie odmawiam komukolwiek, kto wyraża chęć spotkania, zgadzając się na wszelkie propozycje  ^^.
I nie ogarniam pewnej rzeczy.
Mianowicie nie mam pojęcia, skąd w mojej mamie intuicyjna zdolność odczytywania moich myśli...
Często mnie o coś podejrzewa.
Często po oczach poznaje, że coś mnie dręczy.
Często czegoś się domyśla.
Ale to tylko domysły, zgadywanki, intuicja.
Rozmyte i niepewne stwierdzenia.
A dziś po prostu zagięła mnie na całego.
I to jednym trafnym zdaniem.
Rano obudziła mnie telefonem i ni z tego ni z owego zadała mi tak celne pytanie, że oczy o mało nie wypadły mi z orbit.
Przez chwilę zbierałam myśli. 
Kłamstwo nie miało sensu.
Nie przeszłoby mi przez gardło.
Szczególnie na pół śpiąco ;P.
Zmieniłam temat.
Słuchałam półprzytomnie, co do mnie mówi, a po głowie tłukło mi się jedynie pytanie, jakim szpiegiem/wróżką/geniuszem trzeba być, żeby tak wyczaić drugą osobę…?
Popatrzyłam w lustro.
Nic.
Zero napisów na czole.
Przejrzałam bloga.
Pisałam coś, czym się zdradziłam?
Ujawniłam coś, czego nie powinnam była?
Nie.
Przynajmniej tak mi się wydaje...
...
Potrząsnęłam głową, wyłączając myślenie.
Odłożyłam słuchawkę. 
A kilka godzin później, ona i tak zadzwoniła do mnie, piejąc triumfalnym głosem:
„Wiedziałam!”.
Zapowietrzyłam się.
Potrząsnęłam z niedowierzania głową.
I nie zaprzeczyłam.
Za to uśmiechnęłam się, wzdychając dychawicznie.

Nie powiedziałam więcej niż musiałam ;).
Bo nie musiałam nic mówić.
Ona i tak wiedziała wszystko.
Masakra.
^^.



PS Obiecuję, że jak do tego dojrzeję, zrobię taki wpis, że klapki opadną Wam z oczu, a wszystkie wpisy, które trąciły tajemniczością, nagle ułożą się jak puzzle ;). Póki co musicie sobie jednak przetłumaczyć, że muszę coś z siebie wylać, żeby nie oszaleć, a równocześnie potajemniczyć, żeby się z tym oswoić ;). Bo to, że od pewnego czasu stoję nad krawędzią wyplucia z siebie czegoś, to nie ulega wątpliwości. Pytanie tylko, kiedy odważę się skoczyć... ;).


http://sianeta.pinger.pl/m/11670613







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz